cross-postowane z: https://szmer.info/post/12356963

Władza kapitału jest o tyle sprzymierzeńcem różnorodności kulturowej, że zawartość produktu interesuje ją o wiele mniej niż fakt, że produkt może być wytwarzany, dystrybuowany i konsumowany globalnie. Takie imperium chce ekspansji, ale żeby to robić, wcale nie musi sprawować absolutnej kontroli nad treścią – w końcu na krytykę i bunt też istnieje popyt. Dlatego za zwyczajną i oczekiwaną uchodzi sytuacja, że meksykański reżyser robi za amerykańskie pieniądze antyamerykański film, trudno natomiast wyobrazić sobie zagranicznego filmowca rozliczającego chiński imperializm za pieniądze ChRL.

(…)

Zarazem całe to nieustanne babranie się w ogólnikach i starciach wielkich narracji odsłania inny problem – że z trudem przychodzi nam wyobrażanie sobie świata bez dominacji jakichś wszechmocnych kulturowych uniwersalizmów.

(…)

I możliwe, że w tym tkwi sedno kłopotów z wyobrażaniem sobie kultury bez Ameryki – że nie tyle nie potrafimy tego zrobić, ile nie musimy i nie chcemy wyobrażać sobie świata pozbawionego amerykańskich snów.