obywatelle (she/her)

  • 295 Posts
  • 1.68K Comments
Joined 6 years ago
cake
Cake day: July 28th, 2020

help-circle
  • DB od lata mają gigantyczny systemowy problem. Najlepsze jest to, że ich model był stawiany za wzór polskim kolejom w latach 2000 (podział na spółki, quasi-urynkowienie), a wyszło jak wyszło.

    Szczerze to moim zdaniem jest to tylko jeden z objawów ogólnej słabości i fe facto zapaści niemieckiej gospodarki, niemieckiej “strategii” i energetycznej, i makroekonomicznej. To nie tak. że to z koleją per se coś tam jest nie tak. Albo z energetyką per se, albo z innymi sferami. To wszystko musi się gdzieś łączyć.

    Niemcy to nadmuchany hegemon. Państwo, które nie ma fe facto tak dużego zaplecza ani technicznego ani ludzkiego jak mu się wydaje, ale które przez dekady umiało świetnie maskować swoje problemy, a to de facto kolonizując biedniejsze unijne gospodarki, a to podpisując osobliwe z moralnego punktu widzenia umowy międzynarodowe.

    Niemcy uznaly, że hegemonem po prostu być muszą, bo tylko tego rodzaju ekspansja (i wyzysk imigrantów) pozwoli im utrzymać starzejące się społeczeństwo, albo pokryć koszty inwestycji poczynionych dla kupienia sobie głosów tej słynnej klasy średniej. Nie wspominając już oczywiście o robieniu dobrze milionerom. A najlepsze, że to całe kupowanie głosów i tak nie wyszło, bo pomimo ogromnego wysiłku zjednoczeniowego po 1991, wschodnie landy dalej gnębią rozległe problemy strukturalne, a rozwój kraju nie cholerę nie jest równomierny. ‘Federacyjny’ charakter państwa ma jedynie pomóc w przerzucaniu kosztów na lokalny samorząd.

    To jest trochę takie państwo, które wymyśliło siebie w skali większej, niż realnie jest w stanie istnieć bez nadmiernej eksploatacji innych. Teraz to się mści, kiedy np. taka Polska staje się na wielu polach ekonomicznych praktycznie równym graczem, a casus Grecji pokazał, że jak się kogoś naciska za mocno, to tracą na tym wszyscy.

    Neoliberalizm w rozkwicie.


  • Każde państwo ma taki przepis jak w pkt 1. Ma on na celu możliwość karania tzw. zdrajców, czyli osób które np. w czasie konfliktu przechodzą na stronę przeciwnika. Oczywiście jest to fikcja, bo ktoś kto postanawia zrobić coś takiego nie liczy się już przecież z tym, że w ‘swoim’ kraju będzie ukarany, więc potencjał odstraszający tego przepisu jest zerowy. I tak, państwo uważa cię za swoją własność, nic nowego.








  • Wiesz, sondaże w USA pokazują jasno, że poparcie dla obecnych działań ICE jest bardzo słabe. Kiedy u nas było najgłośniej o granicy, ludzie w zdecydowanej większości byli przeciwko pushbackom i wypychaniu na pewną śmierć.

    Ale główne media przejęły rolę prawicy w usprawiedliwianiu polityki rządu, Wyrwałki zaczęły pieprzyć o honorze polskiego munduru, a poza tym lokalna społeczność dostała swoje ustępstwa (działania służb nie blokują już turystyki w takim stopniu jak na początku), klimat zrobił się jaki zrobił, i… no wiele osób ma dziś jednak w dupie tych migrantów z granicy.

    Ale takich radykalnych postaw jak ‘lewactwo jęczy’ to nie ma imo aż tak wiele. Raczej przyjęto jakąś dziwną ‘realpolitik’ za kompas moralny. No sorry, ale nie można ich wpuszczać bo… itp.



  • Faszyzm nie jest ideologią fundamentalistyczną jak np. dżihadyzm, tylko synkretycznym i postmodernistycznym prądem który zawsze adaptuje się do bieżących warunków.

    Te linie demarkacyjne (“zdrowe” – “zdegenerowane”, “aryjskie” – “żydowskie”, “amerykańskie” – “imigranckie”) są wyznaczane nie dlatego, że są to jakieś odwieczne zasady wykute w kamieniu, tylko po to, żeby narzucić jakiś konkretny porządek w danym momencie. Myślenie dychotomiami to element faszyzmu, ale sama ich treść nie musi być stała.

    Przecież cały RAC to tak naprawdę punk rock tylko z nazistowskimi tekstami.








  • Wiesz co, Stankiewicz ma obiektywnie bardzo dobre kontakty, oni przychodzą do niego sami. BTW, ta cała inicjatywa jest przez niego totalnie zdominowana, widać to nawet w tym jak przegaduje swoje koleżanki. Inne dziennikarki są tam zwykle na doczepkę. Przychodzą i odchodzą, tylko on zostaje.

    Kiedyś te audycje były za friko i wyglądały w sumie tak samo jak teraz, z tą różnicą, że oczywiście kiedyś (przed 2023) mocno walili we władzę, więc teraz dla równowagi walą w opozycję (xD).

    Ach, no i oczywiście w lewicę, zwłaszcza w partię Razem, która jest dla samego Stankiewicza, obrzyganego liba, ostrą solą w oku.


  • Stankiewicz za bardzo podnieca się tym, co usłyszy od polityków w kuluarach, zapominając chyba, że to też część gry. Te ‘anonimowe’ wypowiedzi które można od nich zebrać, to nie są żadne sekrety wyjawiane w zaufaniu dziennikarzowi, tylko dość starannie zaprojektowane ‘podrzutki’, które mają wywołać określony efekt na scenie politycznej. To nie są ‘plotki’ od sfrustrowanych posłów i posłanek. Może tak było kiedyś, zanim duże partie liznęły trochę teorii mediów i naumiały się w socjotechnikę.







  • To nie jest takie proste z tym ‘wykluczeniem’. To bardziej polityczne bicie piany.

    Za PiSu istniał ten projekt ‘szprych’ (promowany przez Piotra Malepszaka!), który miał być takim sposobem na uratowanie albo spięcie różnych linii regionalnych. Tyle że oni koniecznie chcieli to budować z budżetu przeznaczonego na kolej dużych prędkości, więc cały projekt miał wadę w postaci konieczności dowiedzenia, że każda z tych linii pomoże pasażerom lepiej dojechać do CPK. W końcu na to brali unijne pieniądze.

    Różnie się dzisiaj ten projekt ocenia. Tacy ludzie jak Piotr Rachwalski uważają go za głupotę, bo ostatecznie projekt nigdy nie był super dopracowany, a ‘zabierał’ finanse potrzebne na budowę porządnej KDP. Ta frakcja argumentuje, że spięcia innych linii kolejowych w Polsce trzeba wykonać nie przy okazji tego projektu tylko w zależności od konkretnych potrzeb regionalnych, wojskowych itp (wojsko jest istotnym czynnikiem, bo to ono często domaga się skutecznie remontu jakiejś linii, dzięki czemu możliwe staje się przywrócenie na niej ruchu).

    Inna frakcja to Matysiakowcy, ludzie związani bardziej z PiS, Karol Trammer, itp. Ci ludzie uważają, że w jakiś sposób budowa CPK miała spinać się z hasłami walki z wykluczeniem komunikacyjnym, co było raczej zagrywką czysto polityczną pod ‘socjalny’ elektorat PiS i dalej tak jest używane. Bo w realnym projekcie Kolei Dużych Prędkości w czasach PiS nie było mowy o tym, że np. pociąg KDP ma się zatrzymywać w Kaliszu czy gdzieś. W ogóle nie było wiadomo, gdzie ma się zatrzymywać, bo PiS ten projekt ciągnął 8 lat bez dosłownie żadnych konkretów, a część tych połączeń określanych jako ‘szprychy’ istniała wyłącznie w głowach pomysłodawców, bo nie doczekała się nawet porządnego projektu na papierze. Dopiero pod sam koniec kadencji, kiedy było ryzyko że partia przegra wybory, zaczęto mówić o tym, że w sumie to po KDP mają też jeździć pociągi regionalne (nawet mi w Łódzkim wymyślili stację w Brzezinach), a ‘szprychy’ to jednak wybuduje PLK. I dopiero po przegranych wyborach zaczęło się larum, że co wy robicie, że KDP powinna zatrzymywać się w Kaliszu, a może i w Zduńskiej Woli, walczymy z wykluczeniem, sratatata. A potem to już w ogóle było mówione, że kolej powinna być maksymalnie średniej prędkości, do 250 km/h, bo i tak w Polsce nikt nie buduje szybszych pociągów, a poza tym to czas przejazdu nie jest istotny i tak dalej.

    Nie żebym nie rozumiała argumentów tych ludzi z drugiej frakcji, tylko one wszystkie są zbudowane na fałszywej podstawie: założeniu, że pieniądze z projektu na Kolej Dużych Prędkości muszą iść na kolej regionalną, co było klasycznym pragnieniem, żeby mieć ciastko i je zjeść. CPK, Port Polska, jak tam zwał, od dawna jest planowane jako hub logistyczny, a nie kluczowe lotnisko pasażerskie. Jasne że istotne jest tutaj, by prowadziły do niego tory o podwyższonym standardzie prędkości, skoro ma się to spiąć z Berlinem, Pragą itp. Aspekt pasażerski też jest istotny, bo szybkie połączenie z europejskimi stolicami może trochę odciążyć przewoźników lotniczych i dać alternatywy podróżowania, ale no do cholery jasnej, wtedy kolej musi być konkurencyjna (np. za sprawą prędkości) - każdy postój w Kaliszu czy jakiejś nowej Włoszczowie ten potencjał niweluje.

    Matysiakowcy zachowują się, jakby regionalnych linii w Polsce nie można było już remontować i budować z tego budżetu który jest (i nie są to małe pieniądze). Za czasów PiSu nikt nie przejmował się, że PKP PLK buduje podejrzanie drogo i zachowuje się jak księstwo udzielne, nie zrobiono mu porządnego audytu i nie wymuszono lepszych standardów. A to tędy ucieka kasa: remontowanie tej samej linii po dwa razy, robienie na jednej linii likwidacji rozjazdów i mijanek tylko po to, by przywrócić je w następnym remoncie, podejrzanie wysokie koszty materiałowe i tak dalej. O tym mówił Malepszak już lata temu, kiedy pokazał, że można planować mądrzej i budować dużo taniej. Zamiast jednak zająć się niegospodarnością w PLK i przycisnąć cały ten beton tak, by znaleźć środki na ‘szprychy’ i remonty łączników linii regionalnych, wszyscy nagle zaczęli krzyczeć, że to wszystko miało być rzekomo zrobione w projekcie KDP (CPK), tylko złe PO wszystko ucięło.

    Tymczasem ja nie widzę jakiegoś cięcia, bo jak mówiłam, wcześniej dosłownie nie było żadnego realnego projektu. Nic na papierze. Nawet kosztorysu. Ba, oryginalny plan z okolic 2018 mówił że jak najbardziej KDP musi mieć prędkość 320 km/h bo inaczej się nie opłaca budować. A natura KDP jest raczej taka, żeby podróżować nią na dalsze dystanse, z możliwie małą liczbą postojów. Bo tylko wtedy jest jakiś uzysk czasowy z tej prędkości.

    Trammer pieje o ‘efekcie Włoszczowej’, domagając się dodawania stacji na linii KDP. Matysiak chce budowy linii do 250 km/h bo polscy producenci (kapitał ‘narodowy’ ważna sprawa xD). A Horała grzmi o jakimś odcinaniu i wykluczaniu, kiedy przecież nikt nikogo nie wyklucza, bo ta linia wcześniej nie istniała. Poprzednia ekipa zamiast zacząć naprawiać lata zapaści na kolei, jedynie powstrzymała tempo likwidacji linii. Nic więcej. Nie stworzyła żadnego dobrego planu rozwoju kolei regionalnych, a zamiast tego wcisnęła samorządom żałosne Kolej Plus, które wymagało WŁASNEGO FINANSOWANIA części projektu.

    Nie jestem #teamliberałowie, ale ta konkretna kwestia jest rozgrywana przez frakcję #2 tylko i wyłącznie z powodów politycznych. Albo budujemy polskie TGV (i realnie zachęcamy ludzi do przesiadki z samolotów na kolej), albo nie robimy tego wcale, bo rzeczywiście szkoda siana i za te pieniądze po prostu modernizujemy co jest, elektryfikujemy linie w Lubuskim i Warmińko-Mazurskim, etc.

    Wiem doskonale, że libki raczej likwidują kolej w regionach niż ją budują. Ale nawet oni czują, gdzie teraz można zdobyć społeczne poparcie. Widzą, jak zmienił się krajobraz i nawyki korzystania z kolei od kiedy spółki marszałkowskie weszły do gry i zaczęły nawet obsługiwać połączenia dalekobieżne i remontować linie które nie należą do PLK.