• 52 Posts
  • 310 Comments
Joined 2 lata temu
cake
Cake day: lip 28, 2020

help-circle
rss

Imaginuj być anarchistą i dawać jebanie o własność intelektualną.


Moar like pocałunek śmierci.



Powiedz to libkowemu dziennikarzowi eh. Powie ci że MŁODYCH CIĄGNIE DO RADYAKLIZMU.


“Na pytanie zadane w tytule, co partie polityczne robią na TikToku, można odpowiedzieć w sposób nieskomplikowany: nic. Chyba że reprezentuje się skrajności. Cervi i Marín-Lladó zauważają, że TikToka najefektywniej wykorzystują dwie hiszpańskie partie - Podemos i Vox. Te ugrupowania znajdują się na skrajnych końcach spektrum poglądów.”

Pamiętajcie że czytacie tekst z libkowego portalu który widzi wszędzie ZAGROŻENIE RADYKALIZMEM. Tak, łagodna partia socjaldemokratyczna to dla nich radykalis.


Mały risercz grupy Antifond (to m.in. ci od Antijoba) dotyczący postaw różnych pracowników w Rosji wobec mobilizacji podczas próby zaimplementowania szerokiej akcji sabotażu w formie walkoutu przez środowiska wolnościowe. Ofc cudów się nie spodziewajcie, tzw. klasa robotnicza z fabryk najczęściej wyraża postawy typu "jak będzie trzeba iść na wojnę to pójdę!", ale jest też trochę o biernym oporze nawet na poziomie managementów. Mnie osobiście rozwala casus elektrowni atomowej. Co jak co ale to miejsce które, gdy przestanie działać, może spowodować szkody dalej idące niż gospodarcze. A to tam właśnie trwa jedna z większych nieskoordynowanych akcji spontanicznego ukrywania się pracowników.


Tzn to zgromadzenie nie jest nijak wiążące politycznie dla ONZ czy Rady Europy, to ciało jest mało wpływowe. ;p


Dobrze mówi polać jej, a nie minusować wypowiedzi


Ale ja wiem jak to się robi. Tylko wtedy skrolowanie kończy mi się po dwóch minutach. Dlatego zamiast fitru “subscribed” mam zawsze “local” i myślałam że wszyscy tak robią. xD


Tutaj pojawia się tak mało treści dziennie że to jest bez sensu. Ktoś ma feed ustawiony tylko na dane społeczności? Przecież przeglądanie skończy mu się po minucie.


Piękny przykład jak zesrać się w komciu odstawiając Mądrego Chłopca™ który mówi byle mówić, nieważne czy wie o czym. Fragment o “specjalnym pojemniku przekazywanym do recyklingu” bawi mnie do łez.


Żeby dobrze przeanalizować obecną sytuację, trzeba najpierw wiedzieć, co jest za nią odpowiedzialne. Moll dobiera sobie pojęcia do tezy.


Polityka tożsamości nie polega na przypisuwaniu grupom pozytywnych cech, tylko na wspólnym realizowaniu polityki sprzyjającej danej grupie. Polityka tożsamości zrodziła się z problemów stworzonych przez tzw politykę klasową: okazało się że problemy różnych grup w ogóle nie leżą w agendzie polityki klasowej, a pewne postawy dyskryminacyjne są przez nią replikowane. Mujeres libres to pierwszy taki głośny przykład w ruchu anarchistycznym.

Nie łapiemy zesrańska tylko Moll w ogóle nie wie czym jest pojęcie z którym walczy, definiuje je źle i wychodzi z błędnych założeń, bije chochoła. Już sam fakt że myli idpol z instersekcjonalizmem w dowolnych proporcjach pokazuje że nie wie o czym pisze.


Moll oczywiście nie ma pojęcia czym jest polityka tożsamości ani jej geneza, ale nie przeszkadza mu to pierdolić trzy po trzy. Ciekawe czy na PiS już zagłosowane czy jeszcze nie.



"W demokracjach pojawia się dodatkowa trudność. Jeśli partia skrajnie prawicowa ma znaczącą reprezentację parlamentarną, istnieje silna pokusa, by bardziej umiarkowane, centroprawicowe partie wchodziły z nią w koalicję lub, jak to ma miejsce obecnie w Szwecji, rządziły z jej parlamentarnym poparciem.

(Oczywiście to samo dotyczy partii centrolewicowych w stosunku do skrajnie lewicowych). "

To jakbyście się zastanawiali czy Ash jest symetrystą i libkiem. Tbh zawsze był.



A gówno tam, Konfederacja zajmie się teraz walkami wewnętrznymi. Memcen podważył pozycję Korwina i zaczął wywalać ludzi, jeszcze nie wie w jak głębokie gówno wsadził patyk. xD


![](https://szmer.info/pictrs/image/0aeed60b-1064-4af9-b5ad-14b517af4afc.jpeg) ![](https://szmer.info/pictrs/image/a025e42a-293d-446f-b21f-968d75e27e9b.jpeg) ![](https://szmer.info/pictrs/image/f3789357-76e3-486e-bdcb-c183fd55f5d7.jpeg)

No nie, to dalej jest interfejs Twittera. Korzystałam do Mastodona z Tusky btw, o wiele ładniejsza.


Ja się bardzo cieszę tylko problem jest taki że nigdy nie lubiłam formatu Twittera. A zamienniki dla FB na fedi są dla mnie raczej słabe.





A podobno bogacze są bogaci bo są mądrzejsi od reszty. :)


Grubo się zadziało. Jakiś zwyrol podający się za antifiarza uznał, że skoro 13-latka malowała dla zgrywy swasty na murze, należy ją zamordować ze szczególnym okrucieństwem. Dźgnął ją kilkanaście razy. Znał ktoś tego palanta i jego środowisko? Jak to jest, że nikt nie dostrzegł takiego poziomu odklejki? Ten Antyfaszystowski Inowrocław to był kolektyw jednoosobowy czy jak?

Niewidzialny Park Narodowy. Cześć 1 – Lęki.
Ładny reportaż, ale imho naprawdę powinniśmy przestać spuszczać się nad opiniami zmanipulowanych i ogłupionych ludzi, bo niedaleko na tym zajdziemy. W sprawie Białowieży też było nawoływanie do dialogu, obchodzenie się z mieszkańcami jak z jajkiem i co? I gówno, Lasy Państwowe zawsze wygrają, bo nie grają fair. Tym niemniej warto wiedzieć co się dzieje ba miejscu i dlaczego nie możemy mieć ładnych rzeczy.

Kolejne gówno z udziałem krewkiego policjanta (sprawa z 2015, ciągnie się do dziś). Tym razem w bonusie macierewiczowski medyk sądowy pomagający tuszować największe sprawy psów oskarżonych o morderstwo. *[pisowsy medycy sądowi] Jako jedyni uznali, że wersja policjanta o szamotaninie jest wiarygodna. Uznali, że Stanisławski, z przestrzeloną szyją, przez kilka sekund, mógł stawiać opór, walczyć. I mimo takich obrażeń, w szamotaninie nacisnąć spust i oddać strzał w swoją głowę. Dowodzili także, że nawet z kulą w głowie mógłby się ruszać. Zanim wydali opinię, w marcu 2016 r. w pokoju przesłuchań w Kutnie przeprowadzili własny eksperyment. Rozwinęli sznurki, zaczęli analizować tor lotu pocisków oraz sekwencję strzałów. Pokusili się o stwierdzenia z zakresu balistyki, w której się nie specjalizują. Zrobili to, choć biegli balistycy z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce, także powołani do tej sprawy, nie potrafili wskazać kolejności wystrzałów.*

W Turcji rośnie niechęć do syryjskich uchodźców. Teraz prezydent Erdogan, niegdyś ich patron, dąży nawet do zbliżenia z człowiekiem, przed którym ludzie ci uciekali: syryjskim dyktatorem Baszarem al-Assadem. Tymczasem niechęć Turków do uchodźców rośnie. Na początku września 17-letni Syryjczyk został zadźgany na śmierć. W pewnym momencie po prostu mieli dość. Dość wrogości, niepewności, ataków. W grupie na komunikatorze Telegram Syryjczycy mieszkający w Turcji wezwali do utworzenia tzw. karawany: marszu do granicy turecko-greckiej, a następnie dalej do UE. Dziesiątki tysięcy użytkowników śledzi teraz aktualizacje na grupie, w których organizatorzy wzywają syryjskich uchodźców po arabsku do wyposażenia się w śpiwory, namioty, kamizelki ratunkowe, wodę pitną, jedzenie w puszkach i apteczki. Agencja informacyjna AFP rozmawiała z organizatorem, który pragnie zachować anonimowość ze względu na możliwe represje. – Damy wam znać, kiedy będzie czas na wyjazd – powiedział 46-letni syryjski inżynier. Otwarta wrogość względem uchodźców Uchodźcy w Turcji czują się coraz bardziej niekomfortowo. Nastroje w kraju są momentami otwarcie wrogie. Na niespełna rok przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi wielu polityków eskaluje swoją retorykę. Raz po raz dochodzi do ataków. A prezydent Recep Tayyip Erdogan, który długo jawił się jako patron uchodźców, szuka zbliżenia z człowiekiem, przed którym kiedyś uciekali Syryjczycy: syryjskim dyktatorem Baszarem al-Assadem. Dlatego też coraz więcej osób chce się teraz dostać do UE. Kiedy w 2011 r. wybuchła wojna domowa w Syrii, wielu Turków wciąż z otwartymi ramionami witało uciekających sąsiadów. Turcja przyjęła najwięcej uchodźców na świecie; w kraju zarejestrowane są prawie cztery miliony osób ze statusem ochronnym. Ogromne osiągnięcie. Ale o ile na początku dominowała kultura gościnności, to teraz większość Turków chce się pozbyć swoich rzekomych gości. Badanie przeprowadzone przez Agencję Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) w 2021 roku wykazało, że 48 procent respondentów uważa, że Syryjczycy "zdecydowanie powinni zostać odesłani". Kolejna jedna trzecia uważała, że syryjscy uchodźcy powinni zostać zabrani do tzw. bezpiecznych stref w Syrii. Zwolennikiem takich stref jest również prezydent Erdogan. 17-latek zadźgany na śmierć Według sondażu przeprowadzonego w tym roku przez Instytut Metropoll prawie 82 proc. Turków chce, by Syryjczycy wrócili do domu, a dwie trzecie uważa ich za ciężar. Tymczasem ataki są coraz częstsze, niektóre ze skutkiem śmiertelnym. Na początku września 17-letni syryjski uchodźca został zadźgany na śmierć przez grupę miejscowych w Hatay, prowincji na południu Turcji. W czerwcu dwóch młodych Syryjczyków zostało podobno zabitych w dwóch oddzielnych incydentach w Stambule. A latem ubiegłego roku rozwścieczony tłum zaatakował prowadzone przez Syryjczyków firmy w stolicy kraju Ankarze. – Takie fizyczne ataki nasilają się – mówi Metin Corabatir, prezes Centrum Badań nad Azylem i Migracją w Turcji (IGAM). – To wywołuje duży strach wśród uchodźców. I jest tendencja do wyjazdu z Turcji na Zachód. Turcja "wysypiskiem Europy"? Kampania wyborcza dolewa oliwy do ognia. Najpóźniej w czerwcu przyszłego roku Turcy wybiorą nowy parlament i nowego prezydenta. Szczególnie opozycja podburza przeciwko Syryjczykom. Meral Aksener, liderka nacjonalistycznej partii IYI, powiedziała niedawno, że Turcja stała się "obozem dla migrantów" i "niemalże wysypiskiem śmieci dla Europejczyków". Nawiązuje do umowy o uchodźcach między Turcją a UE, na podstawie której Ankara uniemożliwia ludziom dalszą podróż i zapewnia im byt we własnym kraju. W zamian otrzymują pieniądze z Brukseli. Gdyby jej partia doszła do władzy w ramach sojuszu opozycji, odesłałaby Syryjczyków w ciągu trzech lat, jak mówi Aksener, najlepiej w ramach porozumienia z syryjskim prezydentem Assadem. W przeciwnym razie ludzie musieliby pozostać w obozach przy granicy. Kemal Kilicdaroglu z Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), który mógłby wystartować przeciwko Erdoganowi jako wspólny kandydat opozycji, również wielokrotnie obiecuje odesłanie uchodźców. Erdogan pod presją Prezydent Erdogan zwykle uderza w bardziej umiarkowane tony. Przez długi czas przedstawiał się jako patron uchodźców, apelując do solidarności ludności tureckiej z "bratnim narodem syryjskim". Ale politycznie znajduje się pod coraz większą presją. Według sondaży zmniejsza się różnica między jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) a opozycją. Dodatkowo jego kraj cierpi na kryzys walutowy, a ponad 80-proc. inflacja sprawia problemy wielu Turkom. Dodając do tego niechęć społeczeństwa do Syryjczyków, Erdogan widzi, że jest zmuszony do działania. Od dłuższego czasu promuje tzw. strefę ochronną w północnej Syrii, na południe od granicy tureckiej. Rozwiązałoby to jednocześnie dwa jego problemy: zdławienie grup kurdyjskich i stworzenie przestrzeni, w której mogliby się osiedlić Syryjczycy z Turcji. To już częściowo się dzieje, ale jeszcze nie na dużą skalę. Jak pogodzić się z wrogiem Jednocześnie zbliża się do swojego dawnego arcywroga: syryjskiego dyktatora Assada. Erdogan nazwał go kiedyś "terrorystą", z którym nigdy nie może być pokoju w Syrii. Ale w zeszłym miesiącu nagle mówił o dialogu politycznym i dyplomacji - strategiczny zwrot o 180 stopni. Według doniesień medialnych w ostatnich tygodniach doszło już do kilku spotkań tureckich i syryjskich służb wywiadowczych. – Taki rozwój sytuacji przyczynia się do poczucia niepewności Syryjczyków – mówi ekspert ds. migracji Metin Corabatir. Widzi on jednak poważne przeszkody przed ewentualną współpracą rządów Syrii i Turcji. Damaszek domaga się, by tureckie wojsko opuściło syryjską ziemię i przestało wspierać część syryjskiej opozycji, a żądania te są nie do przyjęcia dla Erdogana. Mimo trudów odczuwanych przez wielu uchodźców w Turcji, "wezwanie do marszu, konwoju czy karawany nie jest oczywiście rozwiązaniem" – mówi Corabatir. Podobno setki osób przedostały się już do granicy tureckiej w Syrii, mając za cel Europę, ale zostały zatrzymane przez milicje. UNHCR ostrzegł przed dołączeniem do karawany. Wezwała ludzi, by nie ryzykowali życia swojego i swoich rodzin oraz dzieci. Wciąż nie wiadomo, czy większa grupa rzeczywiście jest w drodze. Tragedia całej Europy Kilka dni temu w sieci pojawiła się wiadomość od organizatorów, że czekają na pozwolenie od władz tureckich. "Ponieważ konwój będzie poruszał się z terytorium Turcji, konieczne jest przestrzeganie prawa tureckiego" – napisano. Korabatir tymczasem obawia się scen podobnych do tych z początku 2020 r., kiedy Erdogan jednostronnie ogłosił otwarcie granicy z Grecją i tysiące uchodźców ruszyło w drogę. Grecka straż graniczna odpychała ludzi stosując niekiedy brutalne środki. Corabatir pamięta niektórych uchodźców, którzy odważyli się wtedy na podróż. – Sprzedawali swoje drugie i trzecie używane lodówki, aby pokryć koszty podróży do greckiej granicy – mówi. – Cały majątek, jaki mieli, stracili. Ponowna próba również zakończyłaby się taką tragedią. Tragedia, która w końcu dotyczy także Europy.

Dobry wywiad. Ogółem mamy przejebane, ale nie tak mocno jak Niemcy.

Fajna wizja, szkoda że usmażymy się zanim jej dożyjemy.

Z cyklu: kapitalizm może się zawsze przystosować. Ostatnio jeden ekonomista cytowany w Forbesie odkrył że istnieje coś takiego jak własność albo współwłasność pracownicza, i od razu przytacza argument za tym, że może to być świetne narzędzie dla ratowania kapitalizmu, bo w końcu takie firmy, są efektywniejsze (!) od innych. Namawia właścicieli firm takich jak Walmart na przejście na ten model, bo, jak uzasadnia: *If Walmart employees had the same kind of ownership that Publix employees do, the Walton family would still be quite wealthy, but the employees at Walmart would be too. Rather than all that wealth—more than the GNP of most countries—going to one family, it would be shared more broadly, leading to stronger communities and more economically secure workforces. We might even see more of the kind of love for the company that Publix customers and employees are famous for.* https://www.forbes.com/sites/christophermarquis/2022/08/25/can-employee-ownership-save-capitalism/ Oczywiście to tylko rojenia jednego profesorka, chociaż Forbes co jakiś czas podrzuca takie treści, które sugerują, że fajnie byłoby zaadaptować jakieś narzędzia przypisywane klasycznie socjalistom i syndykalistom do rozwiązania problemu kapitalizmu. Na razie wątpliwe żeby to się stało, ale nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że coś co jest wyróżnikiem (zwłaszcza) socjalizmu i jest zwykle prezentowane w kategoriach realnych alternatyw dla kapitalizmu (bo wywiedzione z marksowskiej koncepcji społecznej własności środków produkcji która jest niby sprzeczna z własnością prywatną), wcale nie musi nim być.  I fakt, że kapitalistyczne profesorki dochodzą do takich a nie innych wniosków, mówi nam parę rzeczy: 1. Kapitalizm jest w stanie przejąć nie tylko każdą narrację, ale również potencjalnie każdy model ekonomiczny, nawet pozornie z nim sprzeczny. To elastyczność, którego żaden z systemów dotąd nie miał.  Gdy własność pracownicza upowszechni się w kapitalizmie, będzie ona oczywiście pozbawiona tego demokratycznego elementu o który walczyli syndykaliści, pozostawi też wyraźną hierarchię zarządzania w taki czy inny sposób, ale przy cwanej implementacji pozostawi pracowników o wiele bardziej zadowolonymi ze swojej pozycji, a więc jeszcze mniej chętnymi do zrzeszania się w związki i walkę o swoje prawa. Dostaną potencjalnie i tak więcej, niż by się spodziewali. 2. Być może własność pracownicza środków produkcji nigdy nie była tak naprawdę realną alternatywą wobec tego, co robi z nami cywilizacja przemysłowa. I nie mówię tego jako jakiś anprym, ale jako ktoś kto jest dość przerażony tym, w jakim stopniu uzależniliśmy się od tzw cywilizacyjnego rozwoju, razem z jego negatywnymi skutkami. Engels chciał przekonać ludzi, że wraz z przejściem do socjalizmu niechybnie wzrosną siły produkcyjne człowieka. Kapitalizm wytrącił mu ten argument z ręki, bo sam sprawił, że owe możliwości zwielokrotniły się od połowy XIX wieku. I chociaż twardogłowi socjaliści sarkają, że biedy to wciąż nie skasowało, to twarde dane mówią jasno, że ludzie w dowolnym regionie świata są dziś średnio bogatsi niż sto lat temu. Tak, rosną nierówności, ale głównie dlatego, że bogaci są naprawdę obrzydlwiie bogaci. Misja cywilizacyjna socjalizmu i socjalizmu wolnościowego, czyli podniesienie poziomu produkcji i wyciągnięcie światowych mas z biedy, dokonuje się tak czy owak. Jeśli wprowadzimy własność pracowniczą, na mocno wytartych czerwonych i sztandarach nie zostanie już zbyt wiele. Ankomy i ansyndy dalej będą walczyć o obalenie państwa, ale w sumie to tyle. 3. Czy w dzisiejszych czasach potrzebujemy jeszcze "wzrostu sił wytwórczych", wzrostu produkcji? Kiedy tak postawić pytanie, większość odpowie pewnie że nie, a jednak czerwone i czarno-czerwone doktryny wciąż tkwią w dawnych ramach analizy zjawisk. Produkujemy przecież dość, problemem są raczej szybko psujące się urządzenia i oczywiście wciąż słaba dystrybucja zysków i środków tak, by zaradzić globalnym problemom. Produkujemy sumarycznie zbyt dużo, konsumujemy na potęgę (zwłaszcza biedne dotąd regiony które, prawem elementarnej psychologii, będą sobie jeszcze długo odbijać lata niedostatku – widzicie to przecież w Polsce, to co dopiero w Tunezji czy Mongolii). Nawet jeśli przyjąć klasyczny zestaw cnót socjalizmu i tych anarchistów którym do niego blisko, trudno nam uzasadnić konieczność produkowania jeszcze więcej. A to na tym, tak serio, opierała się stara doktryna Engelsa (Marks był bardziej fuckworkowy, dlatego jego osobiste spojrzenie na tę kwestię wymazuje się z czerwonej historii). W modelu własności pracowniczej – czy to pod kapitalizmem czy to pod socjalizmem – wciąż musimy produkować więcej niż w zeszłym roku, wciąż uczestniczymy w jakiś sposób w mechanizmach konkurencji i niezależnie od rodzaju dystrybucji (rynek czy centralne planowanie), produkcja bywa celem samym w sobie. Niezależnie czy idzie o "większy zarobek", czy o "zaspokojenie potrzeb", wszystko wciąż musi rosnąć. Kapitalizm musi rozbudowywać fabrykę, bo dzięki temu robotnicy zarabiają, co przeklada się na większą konsumpcję i zapotrzebowanie na ich własną pracę, ale przecież de facto socjalizm działa podobnie. Centralne planowanie również chce przychylić nieba konsumentowi i robotnikowi zarazem, chce nie tylko zaspokoić potrzeby, ale również zagwarantować pracę, poczucie sensu, dealienację. Nie myśli o granicach wzrostu, nawet za cenę marnowania zasobów i zanieczyszczania środowiska. Ankom i ansynd zakładają milcząco, że skomplikowane powiązania ekonomiczne "jakoś się rozwiążą" na drodze dobrowolnych umów, że rozmaite zakłady produkujące rozmaite rzeczy jakoś się tam dogadają dla dobra wszystkich, a najważniejsze jest raczej to, by były demokratyczne i zdehierarchizowane. Każdy z tych modeli tak naprawdę kończy się rynkiem, jakąś konieczną miarą standardów wymiany rzeczy i usług. W wysoko cywilizowanym społeczeństwie jak nasze autakria nie jest możliwa bez odrzucenia pewnych dobrodziejstw tej cywilizacji, c'nie. 4. Anarchizm powinien więc jeszcze bardziej dystansować się od wysokocywilizacyjnych koncepcji jeśli chce pozostać alternatywą. W anarchizmie chodzi o wolność, zniesienie hierarchii i możliwość renegocjacji każdej normy i każdego dogmatu, nie o rozwiązanie wszystkich wielkich problemów świata i uczynienie z nas wszystkich służebników Sprawy. Anarchizm to dla mnie odzyskiwanie życia w takim stopniu, w jakim warunki na to pozwalają. W przeciwieństwie do koncepcji engelsowskich, które są materialistyczne, anarchizm jest imho "ideologiczny", bo nie zakłada ślepo, że byt społeczny kreuje świadomość społeczną i nigdy odwrotnie. Anarchistą jest się imho dlatego, że wierzy się w pewne wartości i wierzy się że ludzie w dużej mierze też kierują się wartościami, nie tylko atawizmem posiadania i zabezpieczania swojego bytu. Że relacja pomiędzy "bazą" a "nadbudową" nie jest de facto dialektyczna, tylko moniczna, że ten podział jest czysto abstrakcyjny, nawet jeśli czasem przydatny do mędrkowania i analiz. Że człowiek jest istotą wielowymiarową i wyznacznik dobrego życia nie jest taki sam dla każdego. Więc sorry, ale nie chce mi się umierać na ołtarzach własności pracowniczej ani tym podobnych dogmatów, bo one nie są według mnie tożsame z tym, o co walczę. PS. Jebać pracę.



O nowej książce Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk "Kto się boi gender?".

CPK: „czasy feudalizmu”, „dostaniemy grosze”, „centralna katastrofa ekologiczna”.
*Budowa megalotniska i szprych kolejowych wyrzuci z domów kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Litania zarzutów z ich strony jest długa. Wszystkie gminy i ich mieszkańcy protestują. A PiS proceduje przepisy, które dramatycznie obniżą odszkodowania* Follow-up do tego co wklejałam [ostatnio](https://szmer.info/post/66653). Wielkiej rewolucji z tego nie będzie, bo ludzie z gmin które pójdą pod budowę kolei chcą w rzeczywistości wyższych odszkodowań i pewnie je dostaną. Natomiast sprawa buntu samych mieszkańców Baranowa i okolic ma jakiś potencjał.

Powiem cynicznie: należy pozwolić na to, by powstały linie kolejowe i połączenia które idą z budżetu na CPK (bo one w dużej mierze ratują sytuację infrastruktury w Polsce), a zablokować samą budowę lotniska i nie dopuścić żeby gleby II i III klasy zostały zalane betonem.

Grafika na profil która zapewni ci bana na wszystkich social mediach. :)
![](https://szmer.info/pictrs/image/8a70adb0-ac2c-402e-9b76-96b199b2ecbe.png)

Regulacje dotyczące stanu wojny w Ukrainie rozluźniają gorset obowiązków ciążących na pracodawcy, ułatwiają też pracownikowi pracę zdalną. Z kilku rewelacji wymienionych przez Deloitte w artykule powyżej: - możliwość przedłużenia tygodnia pracy do 60 godzin i skrócenia tygodniowego odpoczynku do 24 godzin (ofc przez pracodawcę, nie przez ciebie kmiocie) - możliwość natychmiastowego oddelegowania pracownika w inne miejsce bez okresu przygotowawczego - wypowiedzenia umowy na pstryknięcie palca, także podczas urlopów/zwolnień (wyjątki dla "essential workers" i ludzi mieszkających na obszarze ogarniętym wojną) - opcja zawierania tylko ustnej umowy z pracownikiem - brak kar za opóźnienia w wypłacie jeśli uzasadni się to działaniem "siły wyższej" - opcja "zawieszenia umowy" zamiast zmuszania do wybierania bezpłatnego urlopu - zawieszenie wszystkich kontroli lokalnego odpowiednika PIP aż do zakończenia wojny Jeśli ktoś myśli że to nic takiego, bo prawo obowiązuje tylko w stanie wojny, pragnę przypomnieć że 3/4 kraju nie jest objęte konfliktem w sposób bezpośredni, a sama wojna (tak jak i stan wojenny) może potrwać jeszcze kilka lat, podczas których to prawo ma szansę utrzymać się w mocy. Gospodarka Ukrainy jest oczywiście w głębokiej recesji i szacuje się, że PKB kraju spadło nawet o 30%. Niestety recepty na ten stan rzeczy są jak zwykle wyciągnięte z neoliberalnego podręcznika. Krążą plotki o rzekomej roli amerykańskich "doradców" przy tworzeniu nowego prawa w Ukrainie, ale nie wiem czy mają coś wspólnego z prawdą. Nie trzeba być Amerykaninem, żeby wymyślić tak proste rzeczy.