- cross-posted to:
- wolnaua
- cross-posted to:
- wolnaua
Tekst dostępny też w oryginalnej wersji ukraińskiej /Текст також українською мовою
W idealnym świecie Polacy zrobiliby krok w tył i pozwolili Ukraińcom samodzielnie uporać się ze swoją przeszłością, bez dodatkowej presji i podgrzewania antyeuropejskich nastrojów (sprzężonych z antypolskimi) w Ukrainie. Tymczasem realistyczny scenariusz wygląda tak, że zarówno Polakom, jak i Ukraińcom dobrej woli w obu krajach przyjdzie rozmawiać na bardzo nieprzyjemne tematy przede wszystkim z rodakami.
Antyukraińska propaganda w Polsce dysponuje wystarczająco bogatą bazą materiałów, by przekonać odbiorców o rzekomej bliskości kulturowej Ukraińców i Rosjan oraz wysokiej cenie mieszania się w ich wojnę. Wyłącznie Ukraińcy mogą przekonująco udowodnić gotowość do zrewidowania własnych upodobań, uprzedzeń, nawet tradycji i odrzucenia tego, co w rzeczywistości jest produktem rosyjskiej imperialnej indoktrynacji, przebranej za element „ukraińskiej narracji nacjonalistycznej” – nikt tego za nas nie zrobi. Prawdziwa, nie raptem kosmetyczna dekolonizacja będzie bolesna nie tylko dla tych Ukraińców, którzy wychowali się w rosyjskiej kulturze i uważają ją za część swojej tożsamości.
Problemu antyukraińskich nastrojów nie rozwiąże więc samo wyeliminowanie „ukraińskiego nacjonalizmu” (jakkolwiek wyobrażają go sobie radykałowie) ani zniknięcie ukraińskich migrantów, ani wycofanie się z pomagania Ukrainie. Ukraińscy liberałowie mają prawdopodobnie jeszcze mniejsze szanse na ujarzmienie demona: są nawet większymi wrogami niż ukraińscy nacjonaliści – z ostatnimi przedstawiciele polskiej prawicy mogą się dogadać przynajmniej w kwestii „Gejropy”.
