znalazłem wersję polską: Dzieła zebrane tom 2 (1961)/F. Engels: Położenie klasy robotniczej) w Anglii/Stosunek burżuazji do proletariatu/ str. 575
Nie myślcie jednak, że „wykształcony” Anglik popisuje się
tak otwarcie tym sobkostwem. Przeciwnie, on ukrywa je pod
najpodlejszą obłudą. - Jak to, angielscy bogacze nie myślą
o biedakach, oni, którzy urządzili zakłady dobroczynności,
jakimi nie może się poszczycić żaden inny kraj? Otóż to, za
kłady dobroczynności! Jak gdyby to było przysługą wyświad
czoną proletariuszowi, że najpierw wysysacie z niego ostatnie
soki, aby potem móc nasycić jego kosztem swoje egoistyczne
faryzeuszowskie ciągoty do świadczenia dobrodziejstw i stanąć
przed światem w charakterze potężnych dobroczyńców ludz
kości, oddając wyżyłowanemu setną część tego, co mu się
należy! Dobroczynność, która bardziej wyzuwa z człowieczeń
stwa tego, kto ją wyświadcza, niż tego, kto z niej korzysta;
dobroczynność, która jeszcze gorzej poniewiera już i tak spo
niewieranego, która żąda, by odczłowieczony, wyrzucony poza
nawias społeczeństwa parias zrzekł się tego, co mu jeszcze
w ogóle zostało - swego prawa do człowieczeństwa -
by żebrał o jej łaskę, zanim będzie ona łaskawa wycisnąć mu
jałmużną piętno utraty człowieczeństwa na czole! Ale po cóż
to wszystko; posłuchajmy samej burżuazji angielskiej. Nie
minął jeszcze rok, jak czytałem w „Manchester Guardian”
następujący list do redaktora, wydrukowany bez wszelkich
komentarzy, jako rzecz całkiem naturalna, rozsądna:
Panie Redaktorze!
Od pewnego czasu spotyka się na głównych ulicach naszego miasta
mnóstwo żebraków, którzy swymi łachmanami, chorym wyglądem, nie
kiedy okropnymi, otwartymi ranami i okaleczeniami usiłują wzbudzić
w przechodniach współczucie często w sposób zgoła bezwstydny i do
kuczliwy. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie tylko płaci swój podatek
na ubogich, ale także hojnie popiera towarzystwo dobroczynności, to
uczynił chyba dosyć, żeby mieć prawo być zabezpieczonym przed tego
rodzaju nieprzyjemnymi i bezwstydnymi nagabywaniami; a po co płaci
się tak wysoki podatek na utrzymanie policji miejskiej, skoro nie chroni
ona człowieka nawet w takim stopniu, aby mógł spokojnie wejść do
miasta lub wyjść stamtąd? - Mam nadzieję, że opublikowanie tych kilku
wierszy w Pańskim poczytnym piśmie skłoni władze do usunięcia tego
zła (nuisance). Pozostaje oddana Wam
Pewna dama
Otóż macie! Angielska burżuazją jest dobroczynna z intere
su, nie daruje niczego bezinteresownie, traktuje swe datki jako
handel, zawiera z biednymi transakcję, mówiąc: Jeśli przezna
czam tyle a tyle na cele dobroczynne, to tym samym kupuję
sobie prawo domagania się, by mnie nie molestowano; wy
zaś obowiązujecie się za to pozostawać w swych ciemnych
norach i nie drażnić moich delikatnych nerwów wystawianiem
swej nędzy na widok publiczny! Możecie sobie nadal rozpa
czać, ale macie rozpaczać po cichu, to sobie zastrzegam, to
sobie kupuję swoją 20-funtową ofiarą na szpital! Przeklęta,
haniebna dobroczynności chrześcijańskiego burżua! - I tak
pisze „pewna dama” , tak jest, dama; dobrze robi, że się tak
podpisuje, na szczęście nie ma już odwagi nazwać się kobietą!
Skoro jednak takie są „damy” , jak dopiero wygląda sprawa
z „panami” ? - Powie ktoś może, że jest to pojedynczy wypa
dek. Ależ nie, ten list odzwierciedla wprost mentalność
znacznej większości burżuazji angielskiej, inaczej przecież nie
przyjąłby go redaktor, inaczej nastąpiłaby przecież jakaś od
powiedź, której daremnie szukałem w następnych numerach.
A co do rozmiarów tej dobroczynności, to przecież sam kano
nik Parkinson mówi, że biedni uzyskują daleko większe wspar
cie od równych sobie niż od burżuazji; a taka pomoc zacnego
proletariusza, który sam wie, czym jest głód, dla którego
dzielenie się skromnym posiłkiem jest ofiarą, którą ponosi on
jednak z radością - taka pomoc ma też całkiem inne zabar
wienie niż jałmużna rzucana przez pławiącego się w zbytku
burżua.
znalazłem wersję polską: Dzieła zebrane tom 2 (1961)/F. Engels: Położenie klasy robotniczej) w Anglii/Stosunek burżuazji do proletariatu/ str. 575
Nie myślcie jednak, że „wykształcony” Anglik popisuje się tak otwarcie tym sobkostwem. Przeciwnie, on ukrywa je pod najpodlejszą obłudą. - Jak to, angielscy bogacze nie myślą o biedakach, oni, którzy urządzili zakłady dobroczynności, jakimi nie może się poszczycić żaden inny kraj? Otóż to, za kłady dobroczynności! Jak gdyby to było przysługą wyświad czoną proletariuszowi, że najpierw wysysacie z niego ostatnie soki, aby potem móc nasycić jego kosztem swoje egoistyczne faryzeuszowskie ciągoty do świadczenia dobrodziejstw i stanąć przed światem w charakterze potężnych dobroczyńców ludz kości, oddając wyżyłowanemu setną część tego, co mu się należy! Dobroczynność, która bardziej wyzuwa z człowieczeń stwa tego, kto ją wyświadcza, niż tego, kto z niej korzysta; dobroczynność, która jeszcze gorzej poniewiera już i tak spo niewieranego, która żąda, by odczłowieczony, wyrzucony poza nawias społeczeństwa parias zrzekł się tego, co mu jeszcze w ogóle zostało - swego prawa do człowieczeństwa - by żebrał o jej łaskę, zanim będzie ona łaskawa wycisnąć mu jałmużną piętno utraty człowieczeństwa na czole! Ale po cóż to wszystko; posłuchajmy samej burżuazji angielskiej. Nie minął jeszcze rok, jak czytałem w „Manchester Guardian” następujący list do redaktora, wydrukowany bez wszelkich komentarzy, jako rzecz całkiem naturalna, rozsądna: Panie Redaktorze! Od pewnego czasu spotyka się na głównych ulicach naszego miasta mnóstwo żebraków, którzy swymi łachmanami, chorym wyglądem, nie kiedy okropnymi, otwartymi ranami i okaleczeniami usiłują wzbudzić w przechodniach współczucie często w sposób zgoła bezwstydny i do kuczliwy. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie tylko płaci swój podatek na ubogich, ale także hojnie popiera towarzystwo dobroczynności, to uczynił chyba dosyć, żeby mieć prawo być zabezpieczonym przed tego rodzaju nieprzyjemnymi i bezwstydnymi nagabywaniami; a po co płaci się tak wysoki podatek na utrzymanie policji miejskiej, skoro nie chroni ona człowieka nawet w takim stopniu, aby mógł spokojnie wejść do miasta lub wyjść stamtąd? - Mam nadzieję, że opublikowanie tych kilku wierszy w Pańskim poczytnym piśmie skłoni władze do usunięcia tego zła (nuisance). Pozostaje oddana Wam Pewna dama Otóż macie! Angielska burżuazją jest dobroczynna z intere su, nie daruje niczego bezinteresownie, traktuje swe datki jako handel, zawiera z biednymi transakcję, mówiąc: Jeśli przezna czam tyle a tyle na cele dobroczynne, to tym samym kupuję sobie prawo domagania się, by mnie nie molestowano; wy zaś obowiązujecie się za to pozostawać w swych ciemnych norach i nie drażnić moich delikatnych nerwów wystawianiem swej nędzy na widok publiczny! Możecie sobie nadal rozpa czać, ale macie rozpaczać po cichu, to sobie zastrzegam, to sobie kupuję swoją 20-funtową ofiarą na szpital! Przeklęta, haniebna dobroczynności chrześcijańskiego burżua! - I tak pisze „pewna dama” , tak jest, dama; dobrze robi, że się tak podpisuje, na szczęście nie ma już odwagi nazwać się kobietą! Skoro jednak takie są „damy” , jak dopiero wygląda sprawa z „panami” ? - Powie ktoś może, że jest to pojedynczy wypa dek. Ależ nie, ten list odzwierciedla wprost mentalność znacznej większości burżuazji angielskiej, inaczej przecież nie przyjąłby go redaktor, inaczej nastąpiłaby przecież jakaś od powiedź, której daremnie szukałem w następnych numerach. A co do rozmiarów tej dobroczynności, to przecież sam kano nik Parkinson mówi, że biedni uzyskują daleko większe wspar cie od równych sobie niż od burżuazji; a taka pomoc zacnego proletariusza, który sam wie, czym jest głód, dla którego dzielenie się skromnym posiłkiem jest ofiarą, którą ponosi on jednak z radością - taka pomoc ma też całkiem inne zabar wienie niż jałmużna rzucana przez pławiącego się w zbytku burżua.