Wszyscy się pozachwycali tym newsem w mediach, to powiem co powinno być powiedziane:
Jeśli musimy pisać, że “imigranci przynoszą nam korzyści”, albo “zarabiają na siebie” to znaczy że jesteśmy już w skrajnej defensywie wobec nacjonalistów i ksenofobów. A ich wcale nie obchodzi to, czy Ukraińcy kosztują coś państwo, czy nie. To dokładnie tak samo jak z ruchem antyszczepionkowym: wbijesz gola do bramki, to ją przestawią, i za chwilę problemem będzie coś innego. Albo problem wymyślą (vide słynne “Ukraińcy dostają mieszkania za darmo”).
Tak defensywny dyskurs nie przekonuje nikogo - kto Ukraińców nie lubi, i tak lubić ich nie zacznie. Fakty nie przemawiają do ludzi którzy kierują się głównie uprzedzeniami. Za to nacjonaliści mogą sobie gratulować, że cała debata publiczna idzie pod ich dyktando: to oni wysuwają oskarżenia, które trzeba teraz mozolnie debunkować, a oni w tym czasie sfabrykują tysiąc nowych.
Jest jeszcze inny problem. Merkantylizacja humanitaryzmu nigdy nie prowadziła do niczego dobrego. Jeśli serio zaczynamy wyceniać czyjąś “przydatność społeczną”, to odbije się czkawką. Bo jeśli dyskurs dalej będą kształtować szowiniści to będziemy już zawsze zmuszeni sprawdzać te same dane. Kiedyś Ukraińców będzie jeszcze więcej, w końcu wielu przejdzie w Polsce na emeryturę lub zrezygnuje z pracy na rzecz rodziny itp, w pewnym momencie ich kontrybucja do systemu będzie bardziej przypominać “rozkład normalny”, gdzie przecież składki nie są w stanie sfinansować systemu.
I wtedy maszynka ruszy na nowo i będzie tak samo jak z Polakami w UK, którzy są rzekomo winni “dziury w NHS”.
Proszę, nie powielajmy tych newsów i nie powołujmy się na dane i liczby w dyskusji z zafiksowanymi ludźmi. Albo będziemy podkreślać, że idzie nam przede wszystkim o ludzki wymiar tego wszystkiego i o to, że każdy człowiek ma prawo do życia, albo przegramy tak czy owak, bo nie da się grać w oparciu o cudze reguły.


