cross-postowane z: https://szmer.info/post/11541566
Co się zaś tknie konwersacyjej z naszemi Polakami, tu już miłością moją ojcowską proszę was, dla Pana Boga, który stworzył niebo i ziemię, rozkazuję i zaklinam was pod moim ojcowskim błogosławieństwem, abyście sobie jako najostrożniej postępowali, i Pana Boga o to proszę i prosić będę, aby jako na[j]mniej Polaków było, gdzie wy będziecie stać [mieszkać], bo po prostu nasi radzi się z sobą wadzą [kłócą się] i na drugiego radzi podusczają [napuszczają], nowinki sieją jeden o drugim, jeden drugiemu ledaczego [wszystkiego] zajrzy [zazdrości], jeden drugiego psuje złym przykładem, złymi obyczajami, na złe rzeczy namawiają, radzi podusczają na starszych, na utraty niepotrzebne. Rzadki z nich czym się tam dobrym bawi. Widzimy też, że sroga ich rzecz, co cielętami przyjeżdżają do cudzej ziemie, wyjeżdżają zaś wołami do ojczyzny swojej. A tego mową swoją polską wielkim są impedimentem [utrudnieniem] do uczenia się języków.
Fragment przepisany z książki Joanny Orzeł „My, sarmaci”, s. 100-101, rozdział „O zróżnicowanej edukacji szlachty”.
