- cross-posted to:
- wolnyinternet
- cross-posted to:
- wolnyinternet
Najbardziej irytujące w szkodliwym, obrzydliwym i zniewalającym monopolu wielkich spółek cyfrowych jest to, że sami zapakowaliśmy się w całą tę kabałę. Cyberkorpy mogą dostarczać nam kiepskie produkty, a my z nich korzystamy, bo nie chce nam się szukać alternatyw.
No i ja rozumiem, że w zgiełku codzienności walka z big techami może nie być wysoko na liście priorytetów każdego z nas. Ale są takie rzeczy, które można zrobić bez wpadania w króliczą norę. Na przykład zmienić przeglądarkę internetową na nie tylko bardziej prywatną, ale też po prostu lepszą.
No dalej, zrób sobie prezent.

A LibreWolf? Taki polecany był kiedyś.
Jest spoko, ale dla niektórych może być upierdliwy; stawia priorytet na prywatność kosztem wygody/swobody usera. Np. w zakresie ustawienia preferencji na cimne strony (bo to ułatwia profilowanie). No i blokuje elementy canvas, co może wywalać jakieś korporacyjne strony.
Teraz raczej to kwestia preferencji - jest duże zróżnicowanie. Polecam sobie poprzeglądać alternatywy, bo mają bardzo różne przewagi.
Niby to wiem, a siedzę na tej Operze od lat bo po prostu zawsze było mi na niej najwygodniej. Na FF przerzucam się po niektóre rzeczy. Obie uważam za dość zasobożerne, ale tak z punktu widzenia użytkowniczki to spoko.
Obecna Opera to nie ta sama Opera, co dawniej, jeżeli używałeś ją jeszcze przed przejściem na Chromium. Przeglądarką tych samych twórców, Europejską i ceniącą prywatność, jest Vivaldi. Gorąco polecam!
Używałam Vivaldi przez x lat właśnie po tej aferze z przejściem na Chromium, ale poza pierdylionem konfiguracji i bogactwem motywów (które też są zasobożerne) nie znalazłam w niej ostatecznie nic fajnego.
Nie pamiętam dlaczego przestałam, nawet miałam moment przerzucenia się na to słynne Brave, ale w sumie to stwierdziłam że też nie daje mi nic szczególnego, a w dodatku wspieram po cichu jakiś kryptobiznes dzbana wywalonego z Mozilli za homofobię.
Kiedyś łudziłam się chyba że istnieje przeglądarka naprawdę szybka i zmniejszająca maksymalnie wszystkie zasobożerności obecnych stron www, ale w ostateczności to chyba nieprawda. Ile by się nie powyłączało reklam, ile trackerów czy skryptów nie zablokowało, to przecież jest w końcu granica za którą korzystanie z internetu jest zwyczajnie niewygodne.
Dlatego wróciłam znowu do starego szitu który znam dobrze i z którym jakoś tam się zaprzyjaźniłam. I na którym wszystko działa bez problemu. A że żre pamięć i procesor jak każda inna…