Co się zaś tknie konwersacyjej z naszemi Polakami, tu już miłością moją ojcowską proszę was, dla Pana Boga, który stworzył niebo i ziemię, rozkazuję i zaklinam was pod moim ojcowskim błogosławieństwem, abyście sobie jako najostrożniej postępowali, i Pana Boga o to proszę i prosić będę, aby jako na[j]mniej Polaków było, gdzie wy będziecie stać [mieszkać], bo po prostu nasi radzi się z sobą wadzą [kłócą się] i na drugiego radzi podusczają [napuszczają], nowinki sieją jeden o drugim, jeden drugiemu ledaczego [wszystkiego] zajrzy [zazdrości], jeden drugiego psuje złym przykładem, złymi obyczajami, na złe rzeczy namawiają, radzi podusczają na starszych, na utraty niepotrzebne. Rzadki z nich czym się tam dobrym bawi. Widzimy też, że sroga ich rzecz, co cielętami przyjeżdżają do cudzej ziemie, wyjeżdżają zaś wołami do ojczyzny swojej. A tego mową swoją polską wielkim są impedimentem [utrudnieniem] do uczenia się języków.
Fragment przepisany z książki Joanny Orzeł „My, sarmaci”, s. 100-101, rozdział „O zróżnicowanej edukacji szlachty”.
Wrzuciłem, bo śmiesznie zabrzmiało, że już w XVII wieku i to ze strony ojca przyszłego króla tyle ojkofobii się wylało /s xD
Że to przestrzeganie przed polakami przy wyjeździe za granicę to nie jest nic nowego :POgólnie polecam książkę, dopiero 1/3 przebrnąłem, ale np. dla mnie, czyli osoby wyniosłej historię co najwyżej ze szkoły i internetu, jest tutaj bardzo dużo ciekawych rzeczy i zaskakującej nieraz prawdy.
[edit]
Ale może dodam jeszcze kontekst, w którym to zostało użyte w książce. Mianowicie szlachta (czyli Polacy, bo reszta to były chłopy) wysyłała za granicę dzieci, z początku to były stricte edukacyjne wyjazdy, na studia zza granicę itd., ale przekształciło się to później w podróżowanie w celu dobrej zabawy. Oczywiście nie wszyscy, stąd m.in. ten cytat, żeby pokazać, że niektórzy gardzili takim sposobem życia.

