Tak, są na to badania, tylko jest jeden istotny czynnik, który z wygody wszyscy pomijają.
Kobiety fantazjują o czymś, nad czym de facto mają kontrolę: w głowie wybierają sobie formę tego gwałtu, wygląd oprawcy i cały kontekst w którym to się wydarza. Jak w fantazjach z pogranicza BDSM*, w rodzaju tych opisywanych przez De Sade’a, podmiot myślący ma pełną władzę nad wyobrażonym aktem, nawet jeśli w tej wyobraźni spotyka go coś nieprzyjemnego, jakaś przemoc lub przymus. Pewnie gdyby chciano zbadać sprawę głębiej i spytać o to, jaki aspekt fantazji podnieca najbardziej, dowiedzianoby się czegoś precyzyjniejszego. Bo serio, fantazje i fetysze nie chodzą racjonalnymi drogami i nie można ich analizować dialektycznie czy dedukcyjnie.
Kiedy kobieta jest znienacka napadnięta przez typa w przestrzeni publicznej albo gwałci ją jej własny partner (co zdarza się najczęściej), nie ma żadnej kontroli nad żadnym aspektem zdarzenia: pada ofiarą przemocy wbrew swojej woli, a nie ‘zgodnie z fantazją’.
Fantazje często nie służą też do tego, by je urzeczywistniać. Choćby właśnie dlatego, że na fantazję masz totalny wpływ.
__ *) pogranicza, bo samo BDSM opiera się na totalnej konsensualności
Otóż to: to że się ma jakąś fantazję, nie znaczy, że w rzeczywistości miałoby się na nią ochotę (bo w rzeczywistości prawie nigdy tak nie wyglądają).
Bo nie masz nad nimi kontroli. Imo to kluczowy czynnik, dlatego tak napisałam.
Pytaniez czy faktycznie mają na to jakiekolwiek badania. Ludzie masowo fantazjują o końcu świata czy dowolnych innych katastrofach, to nie znaczy, że faktycznie realnie chcą ich doświadczyć, ale jest faktem.
Ja jebie, onet jak zwykle z raczyskiem




