wsPyRAjąca - Poznań 161 queer
!kolektywpyra
help-circle
rss
Minęło parę dni od "Marszu Niepodległości" w Poznaniu. Stało się to, przed czym przestrzegałyśmy: że dojdzie do otwartego łamania prawa, że będą nienawistne hasła i czyny, że będą race, że będzie brunatnie. Dlatego właśnie pod pomnikiem Adama Mickiewicza, któremu zdjęto już niebiesko-żółty szalik, stanęła niewielka grupka osób z tęczową flagą. Początkowo były to trzy osoby, otoczone przez wściekły tłum, próbowano im wyrwać flagę, która nosi na sobie ślady tej walki. Potem zjawiły się kolejne osoby, dwóch nie dopuszczono do reszty i tak koło Mickiewicza znalazły się trzy flagi - tęczowa, osób transpłciowych i Akcji Antyfaszystowskiej. Osiem osób, trzy flagi. W tle nienawistne okrzyki, groźby, zapowiedzi przemocy, race, atmosfera rozgrzana do czerwoności. Mundurowi chcący, by osoby pod pomnikiem odsłoniły swoje sylwetki, swoje twarze, niby w celu legitymowania, kpiący z tego, że rozmawiają z czapką. Raptem kilka osób dostało mandaty za race, lecz te pojawiały się przez cały przemarsz. Z ulicy Roosevelta rozlegały się donośne huki petard. "Straż marszu" nie reagowała. Oczywiście spisane zostały pokojowo protestujące osoby, które nie skandowały. Stały i rozmawiały jedynie między sobą, podtrzymując się na duchu. Dookoła zakaz p_d_ł_wania, śmierć, demoralizacja, śmierć, raz sierpem i raz młotem, śmierć wrogom ojczyzny białych cishet katolików. To nie jest pierwszy raz, gdy pokojowy, dozwolony prawem protest spotyka się z represjami, bo za takowe należy uznać spisywanie osób, które stoją z flagami mniejszości czy z flagą antyfaszystowską. Te flagi nie wyrażały niczego nienawistnego. Akceptacja, miłość, różnorodność, antyfaszyzm, antynacjonalizm. Spisanych zostało osiem osób. Wszystkie pod pozorem złamania art. 52 pkt. 2 Kodeksu wykroczeń, czyli za zakłócanie zgromadzenia. Za plecami spisujących mundurowych flary, lecz "to nie ich problem". Przecież można, nie? Twierdzili, że to nie jest łamanie prawa. Wszystkie osoby, które zostały spisane, mają opiekę prawną. Wiedzą, co robić dalej. W tym gronie są zarówno weteranki, które z takimi zarzutami nieraz wygrały, jak i osoby spisane pierwszy raz, dla których jest to nowość i pierwsze zetknięcie z represjami systemowymi. Będziemy Was na bieżąco informować o tym, co dzieje się w sprawie. Te kilka osób stanęło naprzeciw rozwrzeszczanego, nienawistnego tłumu, lżącego je. Były gotowe na konfrontację z tym zalewem nienawiści oraz na konsekwencje. Wykazały się ogromną odwagą i determinacją, by pokazać, że faszyzacja Poznania nie będzie szła bez oporów. I tym bardziej wstyd dla Jacka Jaśkowiaka i Centrum Zarządzania Kryzysowego, że dopuścili do tego przemarszu i w jego trakcie nie zareagowali w żaden sposób. Wstyd dla Jacka Jaśkowiaka, od którego gabinetu nadal nie mamy odpowiedzi na prośbę o spotkanie. Przedstawiciel CZK powinien zareagować już w momencie, gdy był czytany regulamin - kiedy wspomniano o "miejscu na pirotechnikę", bo takiej nie może być na zgromadzeniu publicznym i koniec, kropka. Przedstawiciel CZK i funkcjonariusze powinni rozwiązać przemarsz, gdy użycie pirotechniki się powtarzało, kiedy skandowano nienawistne hasła czy zaatakowano osoby z tęczową flagą. Nie pryzmujemy argumentu, że "nie dało się zakazać". Oczywiście to działa tylko wtedy, gdy chce się zakazać Marszu Równości, jak w Gnieźnie czy w Lublinie, prawda? Teraz wracamy pić sojowe latte, ale jeśli będzie trzeba, znów staniemy naprzeciwko rozwrzeszczanych faszoli. Tyle razy, ile będzie trzeba. Plus jeden, na wszelki wypadek.

Dziś, na ponurą pamiątkę Nocy Kryształowej, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem. Faszyzm ma wiele twarzy. To nie tylko "smutne wiatraczki" czy "fasces", to także krzyże celtyckie, falangi, mieczyki Chrobrego, kombinacja jedynki i czwórki czy dwóch ósemek. Faszystowskie nie były tylko NSDAP czy PNF. Dziś na scenie europejskiej nie brakuje niestety krzewienia faszystowskich poglądów w nowym wydaniu. Faszyzm to nie tylko Szoah, to także codzienny antysemityzm, to krzyczenie "ustawie 447", to nakręcanie spirali nienawiści poprzez fake newsy, pomówienia i teorie spiskowe. Faszyzm to nie tylko mówienie o zagładzie Żydów czy Romnja, ale usuwanie z przestrzeni publicznej i uciszanie wszelkich "niepasujących" mniejszości: PoC, LGBT+, osób z Ukrainy, stygmatyzowanie ich, piętnowanie, sianie moralnej paniki, bo chcą "niszczyć rodziny" czy "zabierać miejsca pracy i mieszkania". Faszyzm to w końcu nie tylko to, co działo się we Włoszech czy w III Rzeszy lub w Hiszpanii. Faszyzm ewoluuje. Ale wraz z nim ewoluuje też myśl antyfaszystowska. Jason Stanley czy Umberto Eco wskazują na cechy faszyzmu, które możemy wychwycić w otaczających nas narracjach. II wojna światowa, zagłada, śmierć, obozy koncentracyjne - to nie wzięło się z powietrza. Zaczynało się na długo wcześniej. *"I oto jednego dnia, w tych wczesnych latach 30. na ławkach pojawia się napis: "Żydom nie wolno siadać na tych ławkach". Można powiedzieć nieprzyjemne, to jest nie fair, to nie jest ok, ale w końcu jest tyle ławek dookoła, można usiąść gdzie indziej, nie ma nieszczęścia"* - mówił Marian Turski, ocalały z Holokaustu. - *"Pojawia się obok, jest tam basen pływacki, napis: "Żydom zabroniony wstęp do tej pływalni". Można znów powiedzieć, nie jest to przyjemne, ale w końcu Berlin ma tyle miejsc, gdzie można się kąpać, tyle jezior, tyle kanałów, prawie Wenecja. Jednocześnie gdzieś indziej pojawia się napis: "Żydom nie wolno należeć do niemieckich związków śpiewaczych". No to co, niech sami chcą śpiewać, muzykować, niech się zbiorą, będą śpiewali, okej. Potem pojawia się napis i rozkaz "dzieciom żydowskim, niearyjskim, nie wolno się bawić z dziećmi niemieckimi, aryjskimi". Będą się bawić same. A potem pojawia się napis: "Żydom sprzedajemy chleb i produkty żywnościowe tylko po godzinie 17". To już jest utrudnienie, jest mniejszy wybór, ale w końcu po 17 też można robić zakupy."* I zaraz potem Marian Turski uderza w pulpit, mówiąc: *"Uwaga, uwaga, zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, powolutku, stopniowo, dzień za dniem, ludzie zaczynają się oswajać z tym, i ofiary, i oprawcy, i widzowie, świadkowie"*. Dziś jesteśmy świadkiniami i świadkami podobnych zakusów, podobnych metod. "Strefy wolne od LGBT", "STOP 447", krzyki o Polsce tylko katolickiej, tylko narodowej. Wiece i ulotki o "ukrainizacji Polski", mówiące o "roznoszeniu chorób", o "zabieraniu przestrzeni życiowej". Napaści na osoby z Ukrainy, na osoby LGBT+, na pokojowo protestujące w obronie swych praw kobiety, osoby z macicami. 2019 rok, Białystok, próba queerfobicznego pogromu, gdy z różańcami w rękach, półgębkiem odmawiający "Ojcze Nasz" rzucali się na bezbronnych ludzi. Nagonka z ambon, nagonka podczas "marszów niepodległości", podpalone mieszkanie, podpalona tęcza, poranieni ludzie z kontry antyfaszystowskiej. Świadkowie przywykają, że "tylko raz do roku przejdą", że "musimy czekać do wyborów", że liberalna demokracja ma nas ocalić sama z siebie, przy okazji na piedestał wynosząc osoby takie jak Giertych, ojciec współczesnej faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej. Oprawcy przyzwyczajają się, że wolno im więcej i więcej, rozpychają się łokciami. Ofiary coraz częściej pozostają same, przedstawiane nawet przez "sojuszników" jako "niemiecka antifa" czy "sami sobie winni". Martin Luther King już lata temu z goryczą przyznawał: *"Jestem blisko dojścia do przykrego wniosku, że największą przeszkodą w walce Czarnych o swoją wolność nie jest członek Ku Klux Klanu, czy Rady Białych Obywateli, ale umiarkowany Biały, którego bardziej obchodzi „porządek” niż sprawiedliwość; który woli negatywny pokój, definiowany przez nieobecność napięcia, od pozytywnego pokoju, definiowanego przez obecność sprawiedliwość; który ciągle mówi „Zgadzam się z celem, do którego dążysz, ale nie mogę zgodzić się z twoimi metodami akcji bezpośredniej”; któremu w swojej protekcjonalności wydaje się, że może ustalać, kiedy będzie odpowiedni czas na wolność innego człowieka; który żyje złudzeniami czasu i nieustannie radzi Czarnym, by poczekali na „lepszy moment”."* Obojętność zabija. Faszyzm zaś nie jest poglądem, a zapowiedzią zbrodni.

JAŚKOWIAK, HAŃBA! Nie pomogły ostrzeżenia, że faszolki nie pójdą grzeczniutko, nie pomogły petycja ani list otwarty. "Marsz Niepodległości" nie został zakazany i nie dość, że szambo w internecie od wielu dni wybija (czego próbki dalej), tak na dodatek organizatorzy otwarcie deklarują... *używanie środków pirotechnicznych*! Zgodnie z art. 4 pkt. 2 ustawy Prawo o zgromadzeniach (Dz. U. 2022 poz. 1389) **w zgromadzeniach nie mogą uczestniczyć osoby posiadające przy sobie broń, materiały wybuchowe, wyroby pirotechniczne lub inne niebezpieczne materiały lub narzędzia**. Ponadto Kodeks wykroczeń (Dz.U. z 2022 r. poz. 2151) w art. 52 w par. 1 mówi, że **kto bierze udział w zgromadzeniu, posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe, wyroby pirotechniczne lub inne niebezpieczne materiały lub narzędzia podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny**. Zapowiedź, że będzie "wyznaczona strefa" do pirotechniki, jest zwyczajnie niezgodna z prawem! I przed tym m. in. przestrzegałyśmy. Pojawiają się też inne kwiatki, takie jak *zakaz flag Ukrainy* (dyskryminacja ze względu na narodowość) czy Unii Europejskiej, ale jak widać CZK i Jaśkowiakowi to nie przeszkadza. *Do dziś nikt nie odpowiedział na nasze maile z ubiegłego tygodnia*, w których prosimy o spotkanie z Jaśkowiakiem. Tak władza "słucha" ludzi - milczy w obliczu faszyzacji przestrzeni publicznej, ignoruje głosy sprzeciwu. Sutryk we Wrocławiu przynajmniej starał się zakazywać tych nacjonalistycznych pochodów i rozwiązywać je. Można więc otwarcie deklarować łamanie prawa, jeśli jest się ze środowisk nacjonalistycznych i faszyzujących, a wszystko pod przykrywką "patriotyzmu". I władze z "Konstytucją" na ustach nie kiwną palcem.

Dziś, zgodnie z zapowiedzią, pojawiłyśmy się na Placu Kolegiackim, by wręczyć petycję oraz list otwarty ws. zakazu "Marszu Niepodległości" w Poznaniu. Będzie to wpis trochę dłuższy, bo chcemy poruszyć nie tylko kwestię wydarzeń w południe. Z okazji na pokazanie swoich faszystowskich gąb skorzystało dwóch łebków, w tym znany już Marcin Konieczny. Zamaskowani, z kapturami na łbach weszli za dwoma osobami z PyRy do Urzędu Miasta, próbowali zatrzymać złożenie petycji, wewnątrz usiłowali odsunąć osoby od stanowiska. Dzięki interwencji strażnika miejskiego zostali wyproszeni, a potem mieli randkę z pałarzami. No ale jak ktoś zamaskowany, odwalając podejrzany szajs, robi to na kamerach i przy radiowozie, to nie będziemy im psuć zabawy. Co do samej wizyty w urzędzie, to Jaśkowiaka nie było, nie udało się także dziś umówić, choć urzędniczka rozmawiająca z nami robiła, co w jej mocy, żeby jakoś ogarnąć temat. Petycja została złożona, ale... jest 30 dni na odniesienie się do niej. W skrócie - Jaśkowiak może temat olać. Co do terminu, to chcemy od razu zaznaczyć, że nawet wcześniejsze złożenie petycji niewiele mogłoby dać, bo te 30 dni na odpowiedź i tak kończyłyby się już po 11 listopada, ponieważ zgromadzenie zarejestrowano 17 października. Mamy więc koszmarnie długi termin, nieadekwatny do naglących sytuacji. O sprawie napisały redakcje wPoznaniu.pl oraz poznańska Wyborcza. Jako że Tomaszowi Nyczce wypowiedział się Maciej Kubiak z CZK, które przepuściło to zgromadzenie, poczuwamy się w obowiązku skomentowania i skorygowania steku bzdur, który wystękał z siebie Kubiak, wprowadzając w błąd opinię publiczną. Mówiąc, że "Prezydent Poznania nie ma prawnych możliwości zakazania przeprowadzenia zgłoszonego zgodnie z prawem zgromadzenia", Kubiak kłamie w żywe oczy. Artykuł 14 ustawy Prawo o zgromadzeniach (na którą to ustawę Kubiak się powołuje) mówi wyraźnie: "Organ gminy wydaje decyzję o zakazie zgromadzenia nie później niż na 96 godzin przed planowaną datą zgromadzenia, jeżeli" i wymienia trzy sytuacje, z czego w naszej petycji powołujemy się aż na dwie z nich. Kubiak kłamie w żywe oczy, gdy ignoruje zapisy o możliwości zakazania zgromadzenia ze względu na "cel naruszający wolność pokojowego zgromadzania się", " odbycie naruszające przepisy karne" czy "odbycie mogące zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach". Żeby nie szukać daleko przykładu: na tej podstawie wydano zakaz Marszu Równości w Gnieźnie. Ale to nie jest pierwszy raz, gdy ekipa z CZK otwarcie idzie na rękę środowiskom skrajnie prawicowym, zasłaniając się przepisami (których nie znają lub nie rozumieją albo co gorsza zwyczajnie wybiórczo traktują), bo podobne sytuacje miały miejsce pod GPSK na Polnej. Pamiętamy nadal ten jeden raz, gdy jeden z przedstawicieli CZK przyszedł na spęd zygociarzy z różańcem w widocznym miejscu i pod przykrywką przepisów ignorował skargi mieszkańców. Mamy więc dwie sprawy: beznadziejne przepisy dotyczące petycji oraz CZK, które prędzej zje własne podeszwy, niż sięgnie do mniej wygodnej części przepisów. W tej opowieści jest też niezrozumiałe grodzenie się fizyczne - barierki jak na lotnisku lub w sądzie, by wejść do urzędu, symbol oddzielania się za prawnymi i fizycznymi barierami od potrzeb osób przebywających w Poznaniu i płacących tu podatki. Tutaj chcemy oddać głos jednej z osób komentujących artykuł na Wyborczej, że "jak już raz się zacznie maszerowanie nazioli, to już będzie co roku". Tak się zaczyna - od cichego przyzwolenia na zło, od ignorowania art. 13 Konstytucji RP, od wybiórczego traktowania art. 256 i 257 KK przez władze publiczne i organy ścigania oraz sądy, przez bronienie "wolności słowa" (gdzie "wolność słowa" oznacza wg urzędników możliwość wygłaszania antyludzkich treści), aż do przyzwolenia na fizyczne zagrożenie dla ludzi oraz infrastruktury. To jest chowanie głów w piasek. Mamy w sobie gorycz po zderzeniu z systemem, ale mamy też w sobie wolę walki. Dzięki Wam udało się pokazać skalę poparcia, bo chociażby więcej podpisów pod petycją niż zdeklarowanych uczestników faszystowskiego pochodu. W najbliższych dniach będziemy publikować teksty czy materiały mówiące o wybiórczym rozumieniu "wolności słowa", kapitulacji służb już przed laty, aktualizować dane dotyczące petycji i listu otwartego oraz mówić o tym, co można nadal zrobić. Bo prawa do kontrmanifestacji nie można odebrać tak długo, jak nie ma w niej aktu przemocy, a przy tym mundurowi nie mogą ingerować w przebieg niezakazanego zgromadzenia (w tym spontanicznego) czy zmuszać uczestniczące osoby do zaniechania uczestnictwa (Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, XI W 3412/17). Wykluczone powinno być stosowanie sankcji wobec osób zachowujących się pokojowo (Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, III W 533/18). Co więcej, orzecznictwo (tu: Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, XI W 2059/17) wskazuje, że kontrmanifestacje mogą także być wyrazem sprzeciwu wobec bierności służb państwowych. Mamy więc prawo kontrmanifestować w świetle przyzwolenia władz miasta na pochód skrajnej prawicy. Nie zapominajmy o tym.

Jak już pisałyśmy, Centrum Zarządzania Kryzysowego zezwoliło na organizację "Marszu Niepodległości" w Poznaniu, jakby w ogóle ignorując, jakie środowiska i jacy ludzie biorą się za organizację oraz jakie poglądy stoją za Konfederacją. Pisałyśmy też, że formy oporu mogą być różne. Do brunatnego przemarszu zostały dwa tygodnie, co dało trochę czasu na napisanie petycji i listu otwartego do prezydenta miasta. Domagamy się zakazania "Marszu Niepodległości" - dość mamy rokrocznie w Polsce nienawistnych haseł, dewastacji mienia publicznego i prywatnego oraz ignorowania jawnego naruszania prawa przez funkcjonariuszy. Osoby prywatne mogą podpisać się pod petycją, dla organizacji (zarówno sformalizowanych, jak i grup nieformalnych) powstał list otwarty. Żeby nie wklejać wszędzie dwóch linków, całość znajdziecie pod zgrabnym adresem [www.linktr.ee/antifapoznan2022]() i z przejrzystego menu możecie wybrać interesującą Was pozycję. Pod każdą z nich znajdziecie treść listu i możecie się z nią zapoznać. Wolność słowa nie obejmuje mowy nienawiści i podżegania do niej, swoboda poglądów nie obejmuje dyskryminacji i nawoływania do gorszego traktowania czy wręcz do przemocy. Bierzemy więc sprawy we własne ręce, skoro władze samorządowe i mundurowi wybiórczo traktują przepisy prawa. POZNAŃ WOLNY OD FASZYZMU!

cross-postowane z: https://szmer.info/post/174824 > Joanna Zajchowska wykonała kawał dobrej roboty, pisząc ten artykuł. Chylimy czoła przed wszystkimi osobami, które odważyły się opowiedzieć o swoich doświadczeniach z Jakubem Wilczyńskim, myślami jesteśmy ze wszystkimi jego ofiarami. > > Tygodnie mozolnej i cichej pracy ludzi zaangażowanych w pomoc pokrzywdzonym zaowocowały artykułem, lecz na tym nie koniec! > > Jeśli został_ś poszkodowan_ przez Wilczyńskiego, to możesz napisać zarówno do Grzegorza Janoszki, jak i na bezpiecznego maila Kolektywu PyRA, który udostępnia swoje zasoby dla sprawy: kolektyw.pyra@protonmail.com - tu Twoje doświadczenia są bezpieczne! > > A patoprzedsiębiorcy przypominamy - nosił wilk razy kilka... 🐈‍⬛

Wiecie, jak to jest, jak osoba na bramce przepuści łatwego gola, takiego naprawdę przewidywalnego do wybronienia? Takiego najbardziej oczywistego? Mówi się wtedy, nierzadko w gniewie, że „ktoś puścił szmatę”. No, to miasto Poznań puściło całkiem srogą szmatę. W tym roku, w związku z rozwaleniem centrum miasta, w tym (znowu!) ulicy Święty Marcin, nie odbędą się jej imieniny w tradycyjnej lokalizacji. Było do przewidzenia, że okazję wykorzystają środowiska faszystowskie, żeby zrobić „marsz niepodległości”. O ile damscy bokserzy raczej wybierają się do Warszawy, tak w Poznaniu taki marsz organizuje tzw. Konfederacja, czyli zrzeszenie partii skrajnie prawicowych. Nowy przewodniczący tego faszystowskiego tworu już dostał furtkę do „wolnych mediów” i na antenie pewnego radia zdążył już powiedzieć o pewnym austriackim akwareliście. Zresztą co tu dużo mówić – poparcie dla łamania praw człowieka, uzależnianie ich od zasobności portfeli, pragnienie jeszcze większego wyzysku, jęczenie o „segregacji sanitarnej” i narażanie tym samym ludzi na jeszcze większe niebezpieczeństwo, kumplowanie się z „Kamractwem” czy przykładanie rąk do nagonki na osoby LGBT+ to tylko skrót „zasług” tego środowiska dla Polski oraz Poznania. Faszyzm ma to do siebie, że lubi się ludziom podlizać. Poudawać ideę godną dyskusji i poszanowania w przestrzeni publicznej. Pokazać, że są „normalni”, że coś nas z nimi łączy. Że przecież „mimo różnic” możemy razem maszerować ramię w ramię. Tutaj – jak w haśle marszu – łączyć ma nas Polska. Ale jaka Polska? Taka, jak mówi Mentzen, czyli bez Żydów, bez prawa do legalnej, bezpiecznej i bezpłatnej aborcji na żądanie, bez osób LGBT+, bez sprawiedliwego systemu podatków i redystrybucji? Polska odcięta od Unii Europejskiej? Niby „za życiem”, a bez poszanowania zdrowia i żyć najsłabszych, najmniej zamożnych? Jest w Niemczech takie powiedzonko, że jak przy stole siedzi dziesięć osób i faszysta, i te dziesięć osób normalnie z tym faszystą rozmawia, to przy stole mamy jedenastu faszystów. I niech tę przestrogę wezmą sobie do serca wszyscy ci, którzy pomyśleli o tym, że w imię „wspólnej Polski” nie zaszkodzi dołączyć do Konfederacji. Skrajnie prawicowi działacze już deklarują, że będą słać zaproszenia do różnych polityków, do prezydenta miasta, choć liczą się z odmową. I dobrze. Choćby w imię paradoksu Poppera faszyści nie powinni być uczestnikami debaty publicznej. Gorzej, że marsz „łączącej nas Polski” jest pokazywany jako wydarzenie dla wszystkich, w tym dla rodzin z dziećmi. Te „rodziny z dziećmi” to stały element faszystowskiej retoryki. Z jednej strony rodzina jest święta, ale tylko ta heteroseksualna, cispłciowa, katolicka, narodowa, biała. Z drugiej – nawet taka rodzina jest tylko przykrywką, bo co kogo obchodzą malutkie dzieci, którym koło głów latają race i butelki? Wszystko w imię „walki z lewactwem” czy corocznego rozwalania stolicy. Dwa lata temu faszyści spalili mieszkanie tylko dlatego, że w jego pobliżu wisiały flagi tęczowa oraz Strajku Kobiet. To był wystarczający powód do ciskania racami, od których zajął się warsztat, pełen unikatowych dzieł. Pomocy udzielili nie chłopcy narodowcy, lecz queery i działacze lewicowi. W 2017 roku faszyści brutalnie obeszli się z „czternastoma kobietami z mostu”, działaczkami antyfaszystowskimi. Organizatorów i uczestników takich „patriotycznych” przedsięwzięć prowokuje wszystko, co nie „ich” – tęczowe flagi, symbol błyskawic, barwy ukraińskie (organizatorzy „marszu niepodległości” w Poznaniu byli obecni na pikiecie przeciwko „ukrainizacji Polski”). Dlatego właśnie uważamy, że przede wszystkim ten marsz powinien się nie odbyć. Nawet jeśli został zarejestrowany jako „legalny”, to zgoda na niego powinna zostać wycofana. W obliczu charakteru „marszów niepodległości” w innych dużych miastach Polski nie ma żadnej gwarancji, że będzie to „piękny, rodzinny” marsz, że nie będzie pretekstem do rozrób, że jakaś tęczowa flaga na cudzym balkonie nie stanie się ofiarą rozwrzeszczanych faszystów, którzy mają gęby pełne frazesów o patriotyzmie i wyjątkowo krótkie rączki do pomocy w akcjach humanitarnych czy prospołecznych. Naszym antyfaszystowskim obowiązkiem jest opór wszędzie tam, gdzie faszyzm podnosi swój oślizgły łeb. Naszym antyfaszystowskim obowiązkiem jest umiejętność dostrzegania faszyzmu wszędzie tam, gdzie ten próbuje stroić się w piórka „wartości rodzinnych”, „pokojowych przemarszy”, „wspólnego świętowania”. Musimy umieć oskubać faszyzm z tych narracyjnych piórek i nie tylko rozpoznać, że to nie o rodziny z dziećmi chodzi, lecz także głośno krzyczeć i ostrzegać. Bo faszyzm nie wziął się znikąd, nie zaczął się od nagłych pogromów, on nie spadł z nieba. Mamy bolesną nauczkę od historii, że nie można czekać, aż faszyzm nabierze siły i rozpędu. Trzeba go tłumić w zarodku tu i teraz, gdziekolwiek się pojawi. Dlatego zachęcamy i będziemy zachęcać do oporu. Wachlarz jest szeroki i zależnie od podejścia do legalizmu każda osoba znajdzie coś dla siebie. Nie we wszystkich formach działań musimy się stuprocentowo zgadzać, ale jeśli jest dzięki temu szansa, by powstrzymać przemarsz faszystów przez nasze miasto, warto próbować. Możecie dać nam też znać, jeśli macie pomysł na jakąś inicjatywę – w większej grupie raźniej i skuteczniej. Grafika uspołeczniona od Sybila www.linktr.ee/mykofanes

cross-postowane z: https://szmer.info/post/163664 > Kolejne historie osób pokrzywdzonych przez firmę Jakuba Wilczyńskiego i przez niego samego. Link do pierwszych 3 relacji i krótkiego wprowadzenia w komentarzu. > _____________________________________________ > Katarzyna: > To czas na moją historię. Na początku: obiecywanie złotych gór. Dobre pieniądze, szybko umowa o pracę, darmowe wejściówki do innych lokali, zniżki na barach we wszystkich punktach należących do niego (niego z małej litery? A No tak, bo żeby napisać wielką trzeba sobie zasłużyć na szacunek). Do tego wszystko pod wielkimi hasłami tolerancji, walki o równość, pod przykrywką tęczowej flagi (nie)sprawiedliwości. Zaczęłam pracę w jednym z poznańskich lokali (na swoje nieszczęście), w których JW przebywał najczęściej. Jak tylko przekraczał próg drzwi, wszyscy stawali na rzęsach, a dookoła unosiła się atmosfera ciągłej paniki. Nie bez powodu. Z równowagi potrafiło go wyprowadzić dosłownie wszystko. Od złego koloru serwetek na stołach, po za małe utargi (bo przecież wiadomo, że to wina obsługi). > W tym lokalu przepracowałam rok. Naoglądałam się spotkań mocno zakrapianych alkoholem (częściej można go było widzieć pod wpływem wszelkiego rodzaju środków odurzających, niż bez, jednak ciężko stwierdzić co było gorsze), mocno krzywdzących i mobbingujących tekstów oraz zachowań (jakbyś pokazała cycki, to miałabyś większe napiwki; jakieś klepanie po tyłku jako forma zaczepki), rzucania talerzami, szklankami czy butelkami, generalnie agresji słownej i fizycznej. Po roku czasu zostałam przeniesiona na inne miejsce (typowe zachowanie: najpierw zwolnił całą ekipę jednego miejsca, na szybko kompletował zespół, który miał mu ratować dupę). Ucieszyłam się, że będę miała mniejszą styczność z JW. Ach w jak wielkim błędzie wtedy byłam. Postawił mnie na stanowisku powiedzmy ‚zarządzającym’ i dopiero wtedy się zaczęło. Ciągle pretensje, wyrzuty, krzyki, groźby zwolnieniem z pracy (jakim zwolnieniem, skoro umowa nie istniała, o czym dowiedziałam się przy rozliczaniu PITu). Na towar trzeba było sobie samemu uzbierać lub wykładać z własnej kieszeni. Ciagle wizyty w ‚biurze’ u księgowych z żądaniem pieniędzy. Wypłaty? Albo uzbierasz sobie sama, albo nie będzie, jakoś się z tego wytłumaczysz. > Czara goryczy się przelała, gdy przy wymyślaniu nowego pomysłu i nowego menu rzucił we mnie talerzem z jedzeniem. Powiedziałam, że rezygnuje, koniec, nie dźwignę więcej psychicznie. Więc co? Zakazy wstępu do wszystkich lokali, zakaz wejścia do miejsca pracy, żeby zabrać swoje rzeczy (ha! Nawet laptopa prywatnego, który robił za służbowy), stawianie ochrony w drzwiach, kiedy próbowałam odzyskać swoje rzeczy oraz ciężko zarobione pieniądze (bo przecież musiałam być na stanowisku 24h na dobę). Na wypłatę czekałam około 3 miesięcy. Oczywiście pan JW nie odbierał telefonów, w pewnym momencie zablokował nawet numer, żeby go nie nękać. Jest mi strasznie, strasznie przykro, że ktoś taki, ktoś kto nawołuje o tolerancje, szacunek i pilnowanie praw społeczności LGBT+, jest tak bardzo okrutnym i pozbawionym jakiejkolwiek empatii i szacunku potworem (nie człowiekiem, bo człowiekiem przestał być już dawno). Alkohol, narkotyki, kolesiostwo, agresja, mobbing. To są główne określenia, które można przypisać do pracodawcy jakim jest JW. I ciągły, ciągły strach. O swoją posadę, pieniądze i bezpieczeństwo. Mam nadzieję, że dosięgnie go ręka sprawiedliwości i niezmiernie cieszę się, że ludzie w końcu zaczynają mówić, i że całe przysłowiowe szambo w końcu się wylało. > _____________________________________________ > Agnieszka: > "Ach, jak wszyscy to i ja opowiem o swojej krótkiej współpracy z Kubą (i tym cudownym wypłacaniem pieniędzy na czas), oraz incydencie w HAHu podczas organizowanej przeze mnie i Psychedelic Cult imprezy psytrance. > 1. Zostałam poproszona wraz z moim kolektywem o udekorowane części Plaży Wilda. Po dwóch tygodniach dekoracje były już gotowe i na miejscu, a w planach mieliśmy również kolejne projekty. No i przyszła kolej płatności, które jak w załączonych poniżej skrinach [skriny, o których mowa wrzuciłem w komentarze – przyp. GJ] jakimś cudem nie mogły dojść do skutku przez ponad miesiąc! Kuba umawia się ze mną w biurze na konkretną godzinę, po czym nie zjawia się bez słowa, a później się dowiaduję, że nawet nie było go w Poznaniu... Tak samo umówił mnie rzekomo do Factory Idea do kobiety, która wypłaca pieniądze (Agnieszka) na dzień i godzinę, w której ona nigdy tam nie pracowała (to powiedział mi inny pracownik w biurze, kiedy do niego przyszłam). Jest to kompletny brak szacunku do cudzego czasu. I sorry, ale naprawdę jak człowiek wkłada swój prywatny hajs i czas w coś, dla kogoś, to to minimum powinno być chociaż szczerze napisać “ej sory, nie mam siana będzie za tydzień / dwa", naprawdę zrozumiałabym to, a nie latała jak debil na nieistniejące spotkania po odbiór hajsu. > 2. Fakt, że to nie Kuba, ale incydent w HAHu na organizowanej przeze mnie i kolektyw Psychedelic Cult imprezie. Event był na dwóch salach (Pandemonium i Gimela), grało 8 DJ sety po dwie godziny. Nagle przybiega do mnie dziewczyna jednego z ostatnich grających, mówiąc, że ktoś każe DJowi przestać grać i na niego krzyczy. Idę tam i spotykam najebanego typa, z którym nigdy wcześniej w HAHu nie miałam do czynienia (a to nie był nasz pierwszy event). Pytam o co chodzi. On do mnie, że mam w tej chwili wyłączyć muzykę. To moim pierwszym pytaniem było "kim jesteś?". "Nie powinno cię obchodzić kim jestem, jak mówię, że masz wyłączać to wyłączaj" mówione już agresywnym krzykiem. Powiedziałam, że muzyki nie wyłączę, bo dogadane mamy do 6:00 z menagerem jak ostatnio. Leciały w moją stronę kurwowania, krzyki i groźby odłączenia kabli. Z mojej strony pytanie o imię i stanowisko tej osoby w HAHu, padło przez całą kłótnię chyba z 15 razy, za każdym razem bez odpowiedzi z coraz większą agresją. Mówiłam, że muzykę wyłączę, jeśli przyjdzie mi to powiedzieć menager i nie będzie problemu. Czekaliśmy na niego ponad 20 minut. W międzyczasie cały czas słyszałam, że "za kogo ty się gowniaro uważasz etc". Sama na końcu naprawdę przestałam być miła, bo nerwy mi już puściły, uczulenie mam na najebanych drących się na mnie typów. Ostatecznie przyszedł menager i dopiero przy nim ów mężczyzna raczył mi powiedzieć jak ma na imię i że jest właścicielem czy też udziałowcem, a nie chciał mi mówić, bo nie lubi się tym dzielić... WTF. Później raz miałam okazję widzieć go za biurkiem w biurze. Takie to jest traktowanie pracowników i ludzi. Nie dziw się, że czara goryczy w internecie się przelała, jak sobie swoimi pracownikami podcierasz dupę i dbasz tylko o siebie. Ludzie mają dosyć być traktowani jak szmaty". > _____________________________________________ > Maeva: > “Brokatowe Damy dostały hajs za swój klip nagrywany w 2019 jakieś dwa miesiące temu, czyli w sumie po trzech latach czekania, tłumaczeń, odsyłania nas, ignorowania wiadomości itd. :))) Dopiero kiedy sprawa poszła do kogoś innego niż Kuba, hajs się nagle znalazł w dwa dni 🤠Argumentem zastoju była oczywiście pandemia, ale nie oszukujmy się, wyglądało to jakby próbowano przeczekać aż sprawa się przedawni i zapomnimy jaka była między nami umowa. Te pieniądze to dla HaHu waciki, nam zdołały opłacić w 85% miks i mastering płyty. Zresztą nasza osoba frontmańska latami była przez HaH najzwyczajniej jxbana na hajs i manipulowana, z czego wciąż wychodzi do tej pory. W międzyczasie zdążyli założyć label i wydają jakąś niskiej jakości porutę, na co oczywiście też pieniądze się znajdują. > Więc ani przez sekundę nie jestem w stanie wątpić w to, że osoby pracownicze nie dostawały pieniędzy, nieważne ile akapitów szanowny pan prezes naplecie”. > _____________________________________________ > Agnieszka: > "Moja przyjaciółka została bezpodstawnie zwolniona z krzykiem za rzekome picie w pracy (ona nie pije) i niekasowanie przyjaciół za alkohol (mnie nawet kasowała bez zniżki, swoją najlepsza przyjaciółkę). Kuba wydarł się na nią tak, że wybiegła z płaczem". > _____________________________________________ > Niektóre imiona relacjonujących zostały zmienione. Na załączonym skrinie usilne, daremne prośby byłej pracownicy o zwrot zaległych pieniędzy. > Osoby poszkodowane, które czują, że potrzebują się skonsultować, pogadać, potrzebują porady, czy chcą utworzyć pismo do odpowiednich instytucji mogą pisać na mail: kolektyw.pyra@protonmail.com.
1

10 października raszyści postanowili wziąć odwet za nielegalnie postawiony Most Krymski (choć wątpliwe, żeby "komisja śledcza" tak szybko ustaliła winnych; nawet Macierewicz lepiej się krył) i zbombardowali wiele ukraińskich miast, w tym stolicę. W Warszawie, pod ambasadą rosyjską (dalej nie wydalono z Polski raszystowskich dyplomatów!) odbyła się demonstracja polsko-ukraińska w ramach protestu przeciwko ostrzeliwaniu budynków cywilnych w zamian za most. Nawet na tzw. lewicy pojawiły się głosy opłakujące rzewnie te trzy ofiary, zapominając o Buczy czy Iziumie, ale to jest odrębny temat. Wśród przemawiających brylowała Marta Lempart - samozwańcza liderka "strajku kobiet", która jest jak mityczny Midas, tylko trochę na odwrót - jakiego ruchu się nie dotknie, to jątrzy, skłóca i dzieli. Tak jak było z protestami w 2020 roku, z "radą konsultacyjną", jej transfobicznymi koleżankami czy marudzeniem na Tęczowe Disco w tzw. "Boże Ciało", bo cioci jest smutno. Nie było inaczej w czasie poniedziałkowego protestu. Lempart przyznała, że dla Rosjan, dla żadnego z nich, nie ma w ogóle współczucia. Gdzie ich protest, gdzie ich sprzeciw. Nie pytajcie Marty ani o masowe protesty u początku lutowej agresji (bo wojna i okupacja trwają od 2014 roku!), ani o zatrzymanych za udawanie trzymania transparentu, ani o represje. Dla niej to nie istnieje. Nie pytajcie też Marty o ultimatum dla rządu PiS-u i jego obalanie. Liberałowie są mocni jedynie w gębie, z łatwością szafują "radykalnymi" hasłami, a potem ludzie zostają w kotłach i na komendach z zarzutami, bo liberalne matrony są zbyt zajęte walkami o wygodne miejsca na listach KO. Pod scenę, z której Lempart krzyczała "WYPIERDALAĆ!" i szczuła tłum na wszystkich Rosjan, nawet tych sprzeciwiających się wojnie, podszedł Rosjanin z biało-niebiesko-białą flagą - symbolem Wolnej Rosji, antymilitarystycznej, wolnej od autorytaryzmu, demokratycznej. I nie, nie jest to flaga mile widziana w Rosji putinowskiej. Nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy gdyby ten chłopak wrócił do Rosji, a służby namierzyłyby go z taką flagą nawet na polskim proteście, to czy jego zdrowie i życie nie byłyby zagrożone. Nie chcemy przy tym symetryzować tego z cierpieniem osób z Ukrainy, uciekających przed wojną, walczących o swój kraj. Ten post nie ma tego na celu. Ludzie pytają: "gdzie są Rosjanie?" - odpowiadamy więc, że są. Oni sami odpowiadają. A co robimy my jako Polacy? Ten chłopak z biało-niebiesko-białą flagą podszedł, by odpowiedzieć Lempart, że są tutaj, że protestują razem z nimi. I co usłyszał? "WYPIERDALAJ!" - skandowane przez Lempart, przez "przewodzących" protestem, przez podburzony polski tłum. Osamotniony - bo odłączył się od grupki znajomych Rosjan z podobnymi flagami - pod sceną pośród rozwrzeszczanego tłumu. Lempart kazała policji - z którą podobno tak bardzo się nie lubią - zabrać chłopaka. Nie wiadomo, gdzie jest ani czy jest bezpieczny. Jeśli jest tu na czasowy pobyt, ta "interwencja" może zaważyć na dalszych losach legalizacji jego pobytu w kraju. Z relacji słyszymy, że w opozycji do podjudzonych Polaków reagować próbowali Ukraińcy czy Białorusini - także ofiary reżimu Łukaszenki, a przecież nikt nie przegania ich z biało-czerwono-bialymi flagami i nie każe im "wypierdalać", bo Łukaszenka macza paluchy w atakach na Ukrainę. Szkoda, że Lempart i jej kumpele, w tym Czerederecka, nie były tak skuteczne w 2020 roku, w końcu łatwiej jest napuścić tłum na osamotnionego chłopaka niż zrobić z tłumem coś pożyteczniejszego niż bezsensowne odbijanie się od Żoliborza. To nie jest pierwszy raz, gdy my, ci "lepsi", pytamy: gdzie są Rosjanie, czemu nie protestują? A gdy protestują, to ignorujemy to, a potem dostają zakaz eksponowania nazwy czy flagi Wolnej Rosji na Paradzie Równości. Tak, to o stowarzyszeniu Za Wolną Rosję. Gdy na naszym instagramowym stories w lutym pojawił się przypadkowy kadr, pokazujący zawieszony na płocie poznańskiego konsulatu napis, że każda osoba z Rosji jest za to odpowiedzialna, wylało się na nas wiadro pomyj, że nie mamy empatii, współczucia i ogólnie chuje złamane jesteśmy. A teraz? Antyfaszyzm nie ma jednej nacji, nie może mieć tylko dwóch - polskiej i ukraińskiej - no, może trzech, jak nagle i osoby z Białorusi nie zaczną być uznawane jako obca, szkodliwa agentura. W Rosji są antyfaszystki, antyfaszyści. Poczytajcie o losach osób, które otwarcie wyrażają swój sprzeciw. Popytajcie może nawet ludzi z Za Wolną Rosję - tych, którzy uciekli przed represjami. A jeśli chcecie używać hasła "gdzie ci Rosjanie", kiedy ci stoją obok Was i również protestują tylko po to, by poniżać osoby narażające się na represje i publiczne poniżenie nawet w "demokratycznym" kraju, to lepiej zamilknijcie. Bo Gruzja, bo "obudzili się dopiero przy poborze", bo "wszyscy są źli", bo "ich wina, mogli obalić Putina" (pozdro OSK i KOD), bo boli mnie chuj. Bo może wcale nie chodzi tu o "demokrację", tylko o wyżycie się i wyładowanie swoich narodowych kompleksów. A gdy tłum milczy lub dołącza się do poniżania protestujących Rosjan, to nie ma tutaj nic antyfaszystowskiego, nic demokratycznego. Jest tylko nacjonalistyczny jazgot. Nie bądźcie obojętni - także wtedy, gdy podkurwiony przez samozwańczą liderkę tłum naskakuje na osamotnionych w tłumie ludzi z biało-niebiesko-białymi flagami. Chyba że dla was narodowość sprawia, że nie są już ludźmi, nawet jeśli sprzeciwiają się polityce swego państwa - wtedy możecie się od razu zapisać do jakiegoś nacjonalistycznego ruchu i przestać udawać, że tu chodzi o demokrację. BY UCHRONIĆ ŚWIAT OD DEWASTACJI ANTYFASZYZM NIE MOŻE MIEĆ DWÓCH NACJI! [Opis sytuacji złożony został z relacji Igora Isajewa oraz obecnych tam osób niebędących wpatrzonych bezkrytycznie w "nasz lepszy" nacjonalizm.]
5

PONIEDZIAŁEK, GODZ. 9:00, TRÓJPOLE 21 - ROZPRAWA! Niektórym nigdy nie jest dosyć. Pieniędzy, władzy, poczucia całkowitej kontroli nad debatą publiczną. Za kotarą słów o otwartym, wolnym mieście jest moralna zgnilizna. Anna została już raz skazana z art. 212 Kodeksu karnego, czyli za zniesławienie. Wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie pozostawiają złudzeń - artykuł ten jest w Polsce nadużywany i służy zamykaniu ust ludziom mówiących o krzywdach, o własnych doświadczeniach, kiedy te nie są piękne i kolorowe. Art. 212 KK jest przepisem używanym w tzw. SLAPP-ach, czyli strategicznych pozwach przeciwko partycypacji społecznej. Ludzi zmusza się do przepraszania za słowa, w których opisywali swoje przeżycia, a nawet za to, co padało w korespondencji prywatnej. W ten sposób sygnalistki i sygnaliści są uciszani, zaś dla innych osób ma to być sygnał: nie warto. Będę cię ciągać po sądach i wyduszę z ciebie kilkunastotysięczne odszkodowanie w majestacie prawa. Anna po raz kolejny jest ciągana po sądach przez tego samego radnego, choć ten dostał już i publiczne przeprosiny, i dziesięć tysięcy złotych zadośćuczynienia, i gładkie słówka oraz wyrazy wsparcia od osób, od których część z nas się tego nie spodziewała. Tak oto, w majestacie prawa rzekomo chroniącego "dobra osobiste" radnego, sądy dają przyzwolenie na poniżanie ofiary przemocy, w tym systemowej. Nie, żaden sąd żadnym wyrokiem nie nakaże nam myśleć, że było inaczej. Wierzymy Annie, nie przestaniemy jej wierzyć. Ta rozprawa to apelacja. Spotkajmy się przed sądem w poniedziałek rano. Kto tylko może wpaść choć na chwilę - niech przyjdzie. Piszcie o tym, mówcie swoim bliskim, przyjaciołom, znajomym - niech w społeczności nie zniknie świadomość, że w Poznaniu karze się za mówienie o swoich doświadczeniach, bo po drugiej stronie stoją aparat represji i bogaci kolesie.

COŚ ŚWITA ZZA CHMUR! Jak mogło się Wam już obić o monitory, uszy oraz inne wyświetlacze, Florentyna została przetransportowana do gnieźnieńskiego szpitala na oddział koedukacyjny. Co więcej osobom, które we wtorek próbowały interweniować, dziś udało się po małych i większych przygodach oraz rozmowach wreszcie osobiście spotkać z Florentyną, która finalnie zyskała dwie zaangażowane i oddane sprawie pełnomocniczki trzymające ręce na pulsie i będące pod telefonem. Mamy w sobie ogromną nadzieję, że pierwsza doba pobytu w nowej placówce przebiegnie komfortowo oraz że Florentyna otrzyma wreszcie krytyczne leczenie na chorobę Crohna. Leczenie psychiatryczne nie sprawa, że inne choroby magicznie znikają. To, co chcemy zaznaczyć, to że jesteśmy świadkiniami ogromnej, niesamowitej solidarności w społeczności. Nawet jeśli dookoła nas szaleją rożne burze i traktuje się nas jak intruzów, próbując zniechęcać do walki o podstawowe nasze prawa, potrafimy się solidaryzować i walczyć o siebie nawzajem. Trzymamy kciuki, jesteśmy w gotowości i regenerujemy siły.
6

Od samego początku uważnie przyglądamy się sprawie Florentyny, przebywającej w jednym z poznańskich szpitali, zaś dziś, kiedy tylko udało się wyrwać z prywatnych obowiązków, mogłyśmy zaangażować się w bezpośrednią pomoc, w tym prawną. Prawo cywilne wyraźnie pozwala mieć więcej niż jednego pełnomocnika, więc gdy tylko pojawiła się taka potrzeba, najbardziej doświadczone z nas w tym zakresie ruszyły do akcji, choć okołoprawnicze akcje mają to do siebie, że nie ma fajerwerków, nie są ultraspektakularne. To w dużej mierze żmudna dłubanina, notatki i burze mózgów, co i jak można zrobić. We wtorkowy wieczór niewiele udało się zdziałać. Zasłaniano się brakiem ordynatora i lekarza prowadzącego, pojawił się nawet zgrzyt z przekazaniem jedzenia. Tak, osobie, która wielu rzeczy nie może jeść i czekała na ciepły posiłek. Jedno jest pewne - nie odpuścimy tej sprawy, niezależnie od placówki, w której Florentyna miałaby się znaleźć. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by uzyskała leczenie adekwatne do stanu zdrowia oraz by szanowano jej prawa pacjenckie, w tym prawo do tajemnicy lekarskiej. Jutro ciąg dalszy. Mamy nadzieję, że wszystko ułoży się pomyślnie. Trzymajcie kciuki za Florentynę, za wszystkie osoby zaangażowane w pomoc i nagłaśniajcie jej historię! (dobre artykuły pojawiły się w Newsweek Polska oraz Radio TOK FM, polecamy Waszej uwadze) Queery zjednoczone są niezwyciężone! _____________________________________________ Przypominamy: Florentyna została przyjęta na oddział gastroenterologii na leczenie, na które czekała od dawna w związku z zaostrzeniem choroby Leśniowskiego-Crohna. Z nieznanych przyczyn została nagle przeniesiona na oddział psychiatryczny, gdzie nie otrzymuje należytej opieki medycznej w związku z chorobą gastroenterologiczną. Jest zakuwana w pasy, bo rzekomo "przeszkadza" częstym chodzeniem do toalety. Została także przeniesiona na męski pododdział, co jest złamaniem tajemnicy lekarskiej. Florentyna została wyoutowana wbrew swej woli. Z relacji Maja Heban wynika, że Florentyna nie ma w łóżku nawet poduszki, musi spać na metalowych, uwierających klamrach. Jest w ciągłym stresie, co pogarsza objawy choroby. Monitorujemy sytuację i trzymamy rękę na pulsie.
5

cross-postowane z: https://szmer.info/post/150872 > Grzegorz Janoszka, aktywista i działacz na rzecz praw pracowniczych, zbiera historię osób pracujących w lokalach Jakuba Wilczyńskiego, czyli nie tylko w klubach sieci HAH, lecz także w poznańskiej gastronomii. > > Pierwsza część jego reportażu o warunkach pracy w lokalach Wilczyńskiego, w którym oddaje w większości głos osobom zatrudnionym w "Imperium HAH", okraszona jest także zarysem sytuacji oraz "głosówką", czyli wiadomością głosową od Wilczyńskiego do pracowników. > > Wilczyński, samozwańczy obrońca i sojusznik społeczności LGBT+ oskarża pracujące osoby o "ociotowanie lokalu". > > Całość dostępna jest na profilu Grzegorza Janoszki: https://www.facebook.com/yanoshka/posts/pfbid02xuN1yNuDoEkJydWcc7K8J3KxvKdL1CzCi4VtMptc2MXTqSc3CKSWDy5TwkqEmAvql
3

NASZĄ OJCZYZNĄ JEST CZŁOWIECZEŃSTWO – PONAD NARODAMI, ZAWSZE ANTYFASZYSTOWSKO! Być może łatwiej pisałoby się podsumowanie kontrdemonstracji „na świeżo”, tuż po niej. Mimo wszystko jednak dobrze było dać myślom okrzepnąć, dać sobie czas na to, aż wszechogarniający gniew na to wszystko trochę ucichnie i zostawi po sobie konkretne refleksje. W deszczu, na zimnie, nieugięcie. Grupa osób antyfaszystowskich większa od pikiety posklejanej z ludzi ze środowisk, które są nam aż za dobrze znane. Antyszczepionkowcy, przeciwnicy prawa do aborcji, pospolici awanturnicy spod szyldu prawicowych ugrupowań, kibole używający barw klubu do siania faszystowskiej propagandy. Po drugiej stronie niesamowita solidarność ponad różnicami w poglądach, bo były i osoby związane z lewicową partią, i ktoś z czerwonej młodzieżówki oraz osoby, którym poglądami bliżej w stronę Abramowskiego. --- Po stronie faszystowskiej pikiety – „Polska dla Polaków”, pogarda dla cudzoziemców, pod płaszczykiem katolicyzmu najgorsze poglądy, najbardziej poniżające, upokarzające. Tak, jak przed laty spod kościołów ruszały akcje pogromowe przeciwko Żydom, tak teraz spod znaku „wielkiej Polski katolickiej” wskazuje się kolejnych wrogów Polski – osoby queerowe, w sytuacji uchodźczej, o poglądach socjalistycznych, niosące pomoc potrzebującym. Jest tak, jak w wierszu Tuwima, poety pochodzenia żydowskiego: „Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni”. Powtarzamy historię faszyzacji. Nad Poznaniem znów krąży endeckie widmo. Po stronie antyfaszystów solidarność ponad narodami, bo wśród nas były nie tylko osoby z Polski i Ukrainy. Choć z różnych zakątków świata, to okazało się, że mamy wspólną ojczyznę – człowieczeństwo. Pomimo różnych języków, różnych doświadczeń z faszyzacją przestrzeni publicznej w naszych krajach, tak samo świadome zagrożenia i tego, że faszyzacji trzeba stawiać opór zawsze i wszędzie tam, gdzie tylko się pojawia. Konfederaci promowali broszurę i treści, które są absolutnie niedopuszczalne w kraju, który chce się zwać demokratycznym i szanującym prawa człowieka. Ograniczanie dostępu do opieki medycznej uchodźcom, „ochrona życia, nie poziomu życia” (w imię prawicowej zasady – urodziło się, więc wyjebane), pomysły wyjęte wprost z idei gett ławkowych. Krzyczenie, że Polacy są dyskryminowani we własnym kraju. Że są zagrożeni. Że to akcja przesiedleńcza, że czeka nas depopulacja. Obok takich słów nie można przechodzić obojętnie, jeśli nie chcemy powtórki z ubiegłego wieku. --- Lżono nas. Obrażano. Podczas gdy część osób usiłowała obudzić sumienia (o ile istnieją) konfederatów, przemówić im do rozumu (?), tak w naszą stronę leciały prześmiewcze teksty i wyzwiska. I nie dziwota, że za którymś razem, kiedy kpiono z flagi anarchoqueerowej, że co to za państwo, ktoś odkrzyknął „twoja stara”, a na ich durne teksty o szacunku do polskiej flagi czy o rzekomych spiskach „sraken pierdaken”. Że kiedy jedna z braunistek, proszona po wielokroć, żeby odeszła, bo nie chcemy z nią rozmawiać, nie chcemy mieć z nią interakcji i gówno nas jej „argumentacja” obchodzi, podchodziła coraz bliżej z coraz bardziej bezczelnymi tekstami, ktoś nie wytrzymał i powiedział „spierdalaj”. Bo faszysta nierzadko rozumie tylko i wyłącznie język, którego sam używa: pogardy i przemocy. Dopiero dosadne słowa spowodowały reakcję. Oczywiście przy okazji także oburzenie, że jak tak śmią! Nie oburzały ich za to słowa, które były kierowane w nas. Z cenzurą, bo dla Facebooka (który nie ma problemu z rasistowskimi i queerfobicznymi tekstami na prawicowych stronach) będzie to pretekst do zrzucenia nam strony. „Pedofile”. „Szmaty”. „K_rwy”. „Kretynki”. „Pustaki”. T_czowe śmiecie”. „Zakaz p_d_łowania”. „Cała Polska krzyczy z nami – wypierdalać z p_d_łami”. Obrażanie wyglądu, ubioru. Groźby. --- Zapytacie być może: gdzie była p_licja? Otóż, gdy tylko uformowała się kontrdemonstracja większa od tej faszystowskiej, podeszła do nas i ostrzegła, że mamy nie przeszkadzać. Kiedy nasi zgłaszali, że lecą w naszą stronę dosłownie wulgaryzmy, to usłyszałyśmy, że PROWOKUJEMY. Tak, podejście do p_licjanta jest według nich „prowokacją!” To nie jest pierwszy raz. A faszyści i p_licja to jedna koalicja. Faszole pięknie dziękowali mundurowym, ci się do nich pięknie uśmiechali. Jeszcze przydałoby się jednym i drugim wypierdalać na jakąś odosobnioną, bezludną wyspę, żeby sami sobie realizowali swoje pomysły na państwo i jego politykę. --- Jeszcze przed akcją docierały do nas głosy, że robienie kontrdemonstracji to… robienie faszystom zasięgów. Że przez nas będą mieli większą atencję. Szkoda, że te same osoby nie były tak odważne i nie pojechały osobiście do Warszawy powiedzieć tego kontrze do marszu dotyczącego „ukrainizacji Polski”. Jesteśmy antyfaszystkami. To dla nas oczywiste, że wszędzie tam, gdzie próbuje się ludziom wciskać brunatną propagandę, musi być opór. Że każdy przejaw oporu i niezgody, choćby to było pokazanie środkowego palca, podarcie ulotki czy krzyknięcie „chwała Ukrainie” w nawiązaniu do tematu pikiety, pokazuje faszystom, że są niemile widziani. I rzeczywiście, ludzie byli ośmieleni, by pokazywać brak zgody na takie poglądy w przestrzeni publicznej. Dziękowali nam za obecność. Osoby z Ukrainy przychodziły do nas, przytulały. Czuć było, że kontrdemonstracja jest potrzebna. Z tego miejsca dziękujemy serdecznie wolontariatowi SIS – za okazane serce, za bycie z nami, za przyniesienie nam ciepłej herbaty, gdy na zimnym deszczu sztywniały nam ręce i przemakały buty. Za dobre słowa, za rozmowy, za możliwość ogrzania się. Za gościnę. --- Taka właśnie jest historia tej akcji – przeciwko faszyzującym konfederatom opiewającym jednorodność etniczną, znieczulicę i nienawiść do kompletu z katolicyzmem stanęła grupa odważnych, empatycznych osób. Przeciwko „wielkiej Polsce” – międzynarodowa solidarność. Bo choć pochodzimy z różnych krajów i różnych środowisk, mówimy językiem antyfaszyzmu i człowieczeństwa, językiem troski wobec drugiego człowieka. O tym, dlaczego zawsze należy odpowiadać oporem i dlaczego grzecznością i ukłonami nikt faszystów jeszcze nie pogonił, być może kiedyś powstaną osobne teksty. A teraz wiele z nas leczy przeziębienia, bo aura była niezbyt przyjazna.

Władze Poznania, choćby kreowały się na nie wiadomo jak postępowe (postępujące cięcie połączeń, podwyżek płac w magistracie i dostępu do lokali to też postęp, nie? - być może Jacek Jaśkowiak), kompletnie ignorują zagrożenia ze strony - mówiąc wprost - faszystów zawoalowanych w różne bogoojczyźnianie, patriotycznie czy "dobroczynnie" nazwy. W tę środę, na Moście Dworcowym, odbędzie się "pikieta" środowiska faszystowskiego, związanego z Grzegorzem Braunem. Będzie mówić o "ukrainizacji" Polski, czyli de facto siać będzie nienawiść do osób w sytuacji uchodźczej, niezależnie od dopisków, że nie czepiają się "prawdziwych ofiar wojny". Gówno prawda, delikatnie rzecz ujmując. Nie da się połączyć tego z nawoływaniem o "ukrainizacji". Zgłoszenie o zgromadzeniu przyjęło poznańskie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Jak udało nam się ustalić, posypały się maile dotyczące tej sytuacji. Jak to jest, że miasto wydaje zgodę na zgromadzenie jawnie łamiące przepisy, a teraz wymiguje się, że nie mogą tego zakazać, bo nie ma naruszeń przepisów? Co z artykułem 119 Kodeksu karnego, który mówi o publicznym nawoływaniu do przemocy i gróźb do osób ze względu m. in. na przynależność narodową czy etniczną? Co z artykułem 30 Konstytucji RP, mówiącym o przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, którą władze publiczny winny szanować oraz ją CHRONIĆ? Co z artykułem 32 Konstytucji RP, który zakazuje dyskryminacji w życiu publicznym z jakiejkolwiek przyczyny? Centrum Zarządzania Kryzysowego twierdzi, że pikieta pt. "stop ukrainizacji Polski" nie narusza żadnego z wyżej wymienionych, a poza tym to od tego jest p_licja. Nie pomagają argumenty, że działają według włsnego widzimisię, nie wypełniają swych obowiązków i faworyzują prawicowe grupy i działania. Nie przekonują połamane ręce protestujących, setki zatrzymań, ignorowanie zgłoszeń dotyczących "różańców" pod oknami szpitala czy drastycznych treści. Oni, niczym Piłat, umywają ręce. Jesteśmy więc znów w sytuacji, gdzie władze i wszelkie "służby" pozostawiają problem, bo przecież "wolność słowa", bo co złego może się stać, gdy pozwolimy faszolkom pieprzyć o "ukrainizacji" niedaleko punktu pomocy uchodźcom? Władze Poznania, Centrum Zarządzania Kryzysowego - wstyd. Szacunek wszystkim osobom, które się pofatygowały i napisały do CZK, dzwoniły, próbowały argumentować. Bo zachowałyście się w tym momencie tak, jak trzeba. Dlatego właśnie potrzebna jest nasza mobilizacja. Oczywiście, że nie zaszkodzi nadal suszyć głów decydentom w CZK i władzom Poznania. Do środy jest jeszcze trochę czasu. Może większy wkurw ludzi ruszy coś "urzędowo". Może. A tymczasem zachęcamy, żeby się zorganizować i oprotestować to faszolskie gówno: https://www.facebook.com/events/795769084993130 Przypominamy nasz Telegram, który ostatnio, z braku większych akcji, jest trochę martwy, ale może się przydać w środę: t.me/gdzie_co_poz Jeśli macie siłę i czas, możecie dalej próbować dobijać się do sumień decydentów z CZK, zadawać pytania, mówić o swoich doświadczeniach z tym, jak p_licja wybiórczo reaguje, kiedy i na kogo jej wygodnie, to na pewno nie zaszkodzi. Stop brunatnizacji Poznania!
7

DROGIE BILETY, NIEWSPÓŁMIERNE PENSJE - CO GWARANTUJE NAM MPK POZNAŃ? Dziś, tj. 20 sierpnia 2022 r. na poznańskiej Wyborczej ukazał się artykuł przedstawiający aktualną sytuację w MPK Poznań. Autorką jest Sylwia Sałwacka. Jeszcze niedawno pisałyśmy o nadchodzących podwyżkach cen biletów oraz w systemie PEKA, choć jakość komunikacji regularnie się pogarsza, nie tylko przez remonty robione bezmyślnie, powodujące coraz większe trudności z dojazdami do miejsc pracy i nauki. Poznań ma jedną z najdroższych, jeśli nie najdroższą komunikację miejską w Polsce! Pomyślicie: w takim razie osoby kierujące tramwajami i autobusami, dbające o nasze bezpieczeństwo, a także personel sprzątający i czuwający nad sprawnością pojazdów są stosownie opłacane. Nic bardziej mylnego! Jak podaje Maciej Szkudlarek z Biura Komunikacji Społecznej MPK w Poznaniu, na rękę to ok. 3,5 tysiąca złotych. Osoby zatrudnione w charakterze motorniczych i kierowców opowiadają zaś o trudnych warunkach, nadgodzinach i niepewności, która towarzyszy im w pracy. Pracownice i pracownicy mówią o dziesiątkach odwoływanych kursów. Na ten moment MPK dysponuje ok. 150 wakatami. Żeby zapełniać luki, MPK woli zatrudniać ludzi np. przez agencje pracy. Woli takie rozwiązania niż godne warunki i uczciwe umowy o pracę! Osoby pracujące za kółkami i sterami pojazdów MPK! Każdego dnia robicie, co w Waszej mocy, by wypełniać powierzone Wam zadania i bezpiecznie oraz jak najpunktualniej przewozić ludzi. Osoby konserwujące i naprawiające pojazdy - pracujecie, by żadna usterka nie stwarzała zagrożenia dla pasażerek, pasażerów i osób kierujących. Osoby sprzątające pojazdy - robicie, co w Waszej mocy, byśmy mogły jeździć czystymi autobusami i tramwajami. Za Waszą ciężką i ważną pracę należy się nie tylko godna płaca, rewaloryzowana o rosnące koszty życia. Należą Wam się godne warunki, umowy o pracę i gwarancja, że będzie Was wystarczająco, by żadne nie musiało nadwyrężać sił, wykonując tak odpowiedzialne zadania. My, pasażerki i pasażerowie, nieraz psioczymy na ciągle rosnące opóźnienia, wypadające kursy, absolutny bałagan w remontach i cięte połączenia. Mamy w tym wszystkim świadomość, że robicie co w Waszej mocy, a MPK jako spółka od dawna ma - brzydko mówiąc - wywalone na jakość usług czy warunki pracy. A coś nam mówi, że krewni i znajomi królika w spółkach zarabiają "nieco" więcej niż motornicza czy kierowca... Jeśli przyjdzie czas, że osoby pracujące w MPK powiedzą "dość" - będą mieć rację. I naszego wsparcia, pasażerek, pasażerów, społeczniczek i aktywistów będą potrzebować. Finalnie przecież jedziemy na jednym wózku. My, traktowani jak zło konieczne pasażerowie i pracownice.
6

Coś w Poznaniu mocno jebło, ale nie był to tym razem ani beton, ani kolejna zapowiedź podwyżki, a Grupa Stonewall zaliczyła taką odklejkę, że człowiekowi rzygać się chce. Masa queerów na co dzień robi wiele ważnych rzeczy. Promują antyfaszystowskie postawy, sprzeciwiają się dyskryminacji, w tym antysemityzmowi, walczą o to, by nie nazywano nas pedofilami, zwłaszcza że w 2020 roku prawica urządziła nam pod tym względem wyjątkowe piekło. A potem wchodzi Stonewall i dosłownie sra na naszą mozolną, wieloletnią, trudną pracę. I tak, oddzielamy tęczowo-kapitalistyczną grupę od socjalnego, antyfaszystowskiego queeru. Stonewall wypuścił posta o Karolu Szymanowskim. W końcu był gejem, a jak był gejem, no to wiadomo, że trzeba o nim coś puścić, nie? Nieważne, że był mizoginem, antysemitą (warto doczytać, do czego doprowadzały antysemickie postawy w II RP) i wielbicielem mło- jebanym groomerem. Słowem wyjaśnienia: grooming to działania manipulacyjne, przy pomocy których osoba starsza wiekiem nawiązuje więź z osobą o wiele młodszą - z nastolatkiem czy nawet dzieckiem - aby zapewnić sobie jego zaufanie, a potem doprowadzić do stosunku seksualnego. O groomingu mówimy także w przypadku, kiedy osoba bardziej "doświadczona życiowo" ze względu na wiek wchodzi w związek z o wiele młodszą. 35-letni Szymanowski i 15-latek to aż za dobrze trafiony przykład. Bo co z tego, że według naszych dzisiejszych standardów prawnych 15-latek jest "legalny"? Wciąż istnieje dwudziestoletnia przepaść wieku i doświadczeń. Tworzy to olbrzymie pole do nadużyć. Związek 15-latka z 35-latką nie może być zdrową relacją. Wszystkie te zarzuty jednak Stonewall przełyka, bo przecież Szymanowski wielkim kompozytorem i gejem był, a że miał ciągoty do dojrzewających chłopców? Nie, ubrali to w słowa "wielbiciel młodych mężczyzn", pokazując grooming jako coś neutralnego, jeśli nie pozytywnego. Wszak młodzi chłopcy mieli duży wpływ na twórczość! Na szczęście w społeczeństwie, także w naszej tęczowej banieczce, świadomość dotycząca groomingu stale rośnie, co jest dobrą informacją. Szybko zaroiło się pod postem Stonewalla od komentarzy zwracających uwagę nie tylko na mizoginię czy antysemityzm, lecz na grooming Szymanowskiego. Po kilkunastu godzinach, zamiast skasować ten odcinek i post oraz przeprosić, w imieniu Grupy Stonewall wiadomość wystosował Mike Urbaniak. Nie wiemy, czy to miał być damage control, bo jeśli tak, to wyszło obrzydliwie i zwyczajnie chujowo. "Każda osoba znająca życie i twórczość Karola Szymanowskiego wie doskonale, jak fascynacja młodymi mężczyznami wpływała na jego życie osobiste i twórcze. Szymanowski nazywał ich efebami – to słowo o greckiej etymologii oznaczające młodych, około 18-letnich mężczyzn weszło do wielu języków nowożytnych i oznacza potocznie urodziwego młodzieńca" - argument odnoszący się do starożytnej Grecji nadaje się może co najwyżej do tego, żeby potłuc go o kant czegokolwiek będącego w zasięgu. To, że coś było kiedyś normą, nie oznacza, że było i jest dobre. Poszukiwanie młodych, niedoświadczonych kochanków i wykorzystywanie ich przez o wiele starszych facetów jest złe. Po prostu. I podpinanie się Szymanowskiego pod to nie ratuje go w żaden sposób wizerunkowo. "Druga powiązana z tym kwestia, która pojawiła się w komentarzach to zarzut pedofilii, który jest już zwyczajnym nonsensem. Między „młodymi mężczyznami”, a dziećmi jest jednak zasadnicza różnica. Za pedofilię uważa się „czynności seksualne wobec dzieci przed okresem dojrzewania”, a współczesny kodeks karny mówi, że karze podlega osoba, która „obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej”. Szymanowski nie tylko nie popełniał żadnych czynów zabronionych według dzisiejszych o wiele ostrzejszych kryteriów prawnych i obyczajowych, ale również nie popełniał ich – co o wiele ważniejsze – według wymogów prawnych czy obyczajowych czasów, w których żył. A żył w czasach, w których 23-letnie kobiety nazywano „starymi pannami”, a ślub brało się w wieku lat 19." - powoływanie się na to, że to "legalne", jest obrzydliwe. Co z tego, że było to (Kodeks karny z 1932 roku) i jest "legalne", skoro jest niewłaściwe, krzywdzące i złe? 15-latek to jeszcze dziecko. 18-latek to osoba dopiero wchodząca w dorosłość. A krzywdzące normy, przywołane na końcu, powinny być piętnowane, a nie pokazywane, że "kiedyś to było". No było - i pozostaje krzywdzące oraz podłe. "Nie będę tu już nawet wspominał o tym, że oceniając przeszłość według dzisiejszych norm, należałoby uczyć w szkole, że Władysław Jagiełło to pedofil, bo był już po czterdziestce, kiedy ożenił się z 12-letnią Jadwigą Andegaweńską." - DOKŁADNIE TAK MIKE, WSPÓŁŻYCIE Z 12-LATKĄ TO CZYN PEDOFILNY I NALEŻY GO NAZYWAĆ PO IMIENIU! I należy uczyć, że małżeństwa dzieci były i są złe. Czasy i normy - ustalane głównie przez cishet dziadersów czy "wielbicieli młodych mężczyzn" na przestrzeni wieków - się zmieniają. Krzywdy ofiar pozostają. Nie można ich usprawiedliwiać "innymi czasami". Ofiary pedofilii, groomingu, wykorzystywania, przymusowych małżeństw nie mogą zostać przemilczane. Wzywamy Grupę Stonewall do usunięcia tego "wykładu" oraz posta i czegokolwiek, czym miał być komentarz Urbaniaka. Bo zaraz się okaże, że taki Waldemar Krysiak też jest kontrowersyjny, ale przecież jest gejem, więc może też zasłuży na swój odcinek? A teraz idziemy się kolektywnie zrzygać.

Dni Petlury (25–27 lipca 1941)
cross-postowane z: https://szmer.info/post/95179 > 27 lipca przypada rocznica zakończenia tak zwanych "Dni Petruly". Były to lwowskie pogromy ludności żydowskiej. Aresztowania i zabójstwa Żydów we Lwowie nastąpiły bezpośrednio po zajęciu miasta przez Wehrmacht po ataku Niemiec na ZSRR w 1941. Były one połączone z grabieżą ich mieszkań. Zaplanowano je i zorganizowano przez niemieckie władze okupacyjne przy udziale milicji ukraińskiej i cywilnych bojówkarzy ukraińskich nacjonalistów z podlwowskich wsi. Nazwano je "Dniami Petruly" w związku z tym iż miały jakoby być zemstą za zamordowanie przez Żyda Symona Petlury - ukraińskiego dowódcy i działacza niepodległościowego. > > Co ciekawe Symona Petrulę zastrzelił Szolem-Szmuel Szwarcbard. Żydowski anarchista i przyjaciel Nestora Machno... > 18 października 1927 rozpoczął się proces Szwarcbarda – za jego uniewinnieniem wypowiadali się m.in. Albert Einstein, Henri Bergson, Maksim Gorki i Aleksander Kiereński. Z obroną Szwarcbarda współpracował były premier Węgierskiej Republiki Ludowej (1918–1919) – Mihály Károlyi, a obrońcą w sądzie został Henri Torres. Po ośmiu dniach ława przysięgłych zadecydowała o wypuszczeniu Szwarcbarda na wolność.

Nasz stosunek do KOD-u jest chyba dość znany i jasny. Przyczyn jest wiele, a jedną z nich prezentujemy poniżej. A w zasadzie to prezentuje ją radca prawny, Paweł Norbert Strzelecki. Paweł przedstawia się na swym profilu jako "radca prawny, turysta, KOD Wlkp (Komitet Obrony Demokracji w Wielkopolsce - przyp.), miłośnik historii, wikipedysta". Prywatnie - mąż Klaudii Strzeleckiej, radnej z PiS-u. Za pośrednictwem jednego z wpisów przedstawia się także jako zwolennik odbierania praw ludziom ze względu na pochodzenie z określonych części Polski. "Galicyjskie wsie czy byłe PGRy to nie są "potencjalni wyborcy" - to najgorszy sort Polaków. Trzeba jasno pokazać kto jest wrogiem Polski. Zabierz babci dowód" - pisze Paweł w swym wpisie na Twitterze. Wcześniej pisze o nich także jako o "dziurach i ciemnogrodach". Postawa taka stoi w jawnej sprzeczności z istotą demokracji oraz poszanowania praw człowieka. Paweł atakuje wyborczynie i wyborców nie ze względu na poglądy, lecz ze względu na zamieszkanie czy pochodzenie z konkretnych rejonów Polski. Taka szkodliwa stygmatyzacja, w połączeniu z frazą o "pokazywaniu, kto jest wrogiem Polski", trąci na kilometr retoryką pogromową. Przy nasileniu takiej narracji grozi wręcz samosądami - nawet na tych osobach ze wspomnianych rejonów, które mają poglądy inne niż te wyznawane przez prawicę. Liczy się pochodzenie. Artykuł 11 Kodeksu Etyki Radcy Prawnego w punkcie pierwszym stanowi: "Radca prawny obowiązany jest dbać o godność zawodu nie tylko przy wykonywaniu czynności zawodowych, ale również w działalności publicznej i w życiu prywatnym". Jeśli takie wypowiedzi są akceptowalną normą dla Komitetu Obrony Demokracji, to stanowią niebezpieczny trend - poniżania i odczłowieczania w imię "właściwej" koalicji czy partii. I nie różni się w zasadzie wiele od retoryki partii rządzącej. Od takich rzeczy się zaczyna - wykluczanie ze względu na pochodzenie, postulaty odebrania praw wyborczych. Nie na darmo po internecie krąży powiedzenie "podrap liberała, a wyjdzie faszysta". Pogarda dla osób z mniejszych ośrodków, mniej "zaradnych", mniej zamożnych, mniej wykształconych, poprzez postulaty dotyczące ograniczaniach demokratycznych praw, są niebezpiecznym przejawem i wymagają stanowczej reakcji. *Po opublikowaniu na Facebooku powyższego wpisu "Pokolenie KOD", czyli wielkopolska sekcja KOD-u, zareagowała emotką "haha" na nasze uwagi dotyczące niedemokratycznego, klasistowskiego i obrzydliwego podejścia do ludzi ze względu na pochodzenie. Najwyraźniej to jedyne, na co można liczyć ze strony niemających sobie nic do zarzucenia "demokratów". Wysłałyśmy stosowną informację wraz ze screeenami do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Poznaniu. Zobaczymy, czy im także będzie do śmiechu na widok klasistowskich fikołków ich członka.*
6

PROTEST OSÓB PRACUJĄCYCH W SĄDACH I PROKURATURACH! Liberalne środowiska wiele uwagi poświęcają tzw. "wolnym sądom" czy obronie sędziów i prokuratorów. Niewiele jednak mówi się o sytuacji, w jakiej od lat znajduje się trzon całego wymiaru sprawiedliwości. Osoby pracujące w sądach i prokuraturach nie mają prawa do strajku. Mają bardzo ograniczone narzędzia do wyrażania niezadowolenia z warunków pracy oraz płac. Są na tym polu zakładnikami systemu, który każe dla siebie pracować za marne pieniądze, dźwigać na barkach ciężar funkcjonowania placówek wymiaru sprawiedliwości, a który jednocześnie ogranicza prawo do protestowania. W tym poście nie będziemy się spierać na temat zasadności istnienia wymiaru sprawiedliwości w obecnej formie. W tym poście wyrażamy pełne wsparcie dla protestujących. Na dzień 23 lipca o godzinie 12:00 NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości zaplanował pikietę przed Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu. Gorąco zachęcamy do przyjścia i wyrażenia wsparcia protestującym! Tylko razem jesteśmy w stanie wywrzeć presję na rządzących!
4

wsPyRAjąca - Poznań 161 queer
!kolektywpyra

    KANAŁ NA TELEGRAMIE: t.me/gdzie_co_poz

    STRONA NA FACEBOOKU: facebook.com/KolektywPyRA

    INSTAGRAM: instagram.com/kolektywpyra

    • 0 users online
    • 1 user / day
    • 1 user / week
    • 2 users / month
    • 6 users / 6 months
    • 20 subscribers
    • 35 Posts
    • 20 Comments
    • Modlog