szkolna
!szkolna
help-circle
rss
Źle śpią, nie płaczą. Bawią się w śmierć, kopanie okopów i grobu
Dziewczynka pada na podłogę. Inne dzieci łapią ją za nogi i ręce. Rzucają pod ścianę. Kilkulatka udaje, że została rozstrzelana, a reszta - że pozbywa się zwłok. Monika Marković i jej mąż Jan Marković założyli Centrum Rozwoju Psychofizycznego TUTU, które udziela wsparcia uchodźcom z Ukrainy. Potrzebują go nie tylko dzieci.

cross-postowane z: https://szmer.info/post/146173 > >73 proc. ankietowanych każdego dnia korzysta z prywatnego sprzętu i materiałów biurowych. > > >— Nauczyciele często wręcz sponsorują swoje miejsca pracy. Urzędnik idzie do pracy, w której dostanie nie tylko komputer, ale nawet ołówek, ślusarz nie przynosi do warsztatu swojej maszyny, dziennikarze nie przychodzą na wywiady z prywatnymi kamerami czy mikrofonami. Pamiętam, że Nauczyciel Roku 2011 Anna Sosna z Częstochowy zrobiła wyliczenie, ile w roku szkolnym 2015/2016 roku musiała zainwestować w swoją pracę i w materiały dla uczniów. Wyszła jej niebagatelna kwota 4671,74 zł. W kolejnych latach też publikowała takie wyliczenia i były to duże kwoty — powiedziała Aleksandra Rezler, prezeska Okręgu Śląskiego ZNP.



Nauczycielka skazana na codzienną tułaczkę: 12 km na piechotę do uczniów
Poniedziałek, tuż po godz. 6. Zuzanna Kuran, nauczycielka z Sieradza, wiezie samochodem niepełnosprawna córkę - 23-letnią Kaję - do swojej mamy. Tam zostawia auto, którym jej przyjaciele wożą Kaję na rehabilitację. Nauczycielka idzie na przystanek, o 6.50 wsiada do autobusu, którym przez blisko godzinę jedzie do Włocina-Kolonii. O 8 rozpoczyna dwugodzinne zajęcia z uczniem, potem przez pół godziny, zgodnie z planem, jest dostępna dla ucznia i jego rodziców. O 10.30 wyrusza pieszo do Polesia. To 8 km, musi się śpieszyć, bo o 12.30 zaczyna kolejne zajęcia, również trwające 2 godziny. Po ich skończeniu musi jeszcze dojść 4 km do Wrzącej, skąd o 15.30 odjeżdża autobus do Sieradza. Do miasta wraca o 16.30. 4,5 godziny zajęć, 5 godzin podróży. To nie scena z pozytywistycznej noweli, ale zwykły dzień nauczycielki Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Sieradzu. Zuzanna Kuran z dziećmi niepełnosprawnymi pracuje od 2004 roku, do niedawna na miejscu, w Sieradzu. Ale na nowy rok szkolny otrzymała przydział zajęć indywidualnych w miejscowościach Włocin-Kolonia i Polesie. Miejscowości te są od siebie oddalone o 8 km i nie kursuje pomiędzy nimi żadna komunikacja publiczna. - Dyrektorka szkoły doskonale zna moją sytuację, prosiłam o zmianę grafiku - mówi Zuzanna Kuran. Na próżno.

Pierwsza wywiadówka: Fizyka nie będzie, etyka w sobotę
Wychowawczyni oznajmiła, że nie będziemy korzystać z dziennika elektronicznego, ponieważ w naszym technikum informatycznym nie ma informatyków, którzy mogliby obsługiwać taki portal. Mama Stasia, który zaczyna naukę w warszawskim technikum, dowiedziała się na pierwszej wywiadówce, że nauczyciela niemieckiego nie ma. Lekcje poprowadzi polonistka, która jednak tego języka nie zna. W informatycznym technikum Oliwiera brakuje fizyków i informatyków, nie ma nawet komu prowadzić elektronicznego dziennika – będzie papierowy. Ojciec Michała z drugiej klasy liceum usłyszał, że nie będzie dyskusji o narkotykach w szkole, bo obowiązuje RODO. Pogadankę o zagrożeniach wygłosi historyczka, która przyznała, że musi się do niej przygotować. Mama Julii i Jurka, bliźniaków ósmoklasistów z Krakowa, dowiedziała się, że kółka matematycznego przygotowującego do egzaminu może nie być, bo matematyczka będzie nadrabiać zaległości z uczniami z Ukrainy. W polskich szkołach brakuje prawie 17 tysięcy nauczycieli, w samej Warszawie ponad 3 tysiące. <br> Technikum: dziennik butów – Spóźniłem się trzy minuty na pierwsze zebranie i od razu byłem w szoku – opowiada Arek, ojciec 14-letniego Oliwiera, który w tym roku rozpoczyna naukę w jednym z warszawskich techników. – Wszedłem do wypełnionej rodzicami sali gimnastycznej, przemawiała pani dyrektor: „Pod tym dachem nie będzie żadnej presji ze strony rodziców. Ja jednoosobowo odpowiadam za to miejsce i ja jednoosobowo podejmuję decyzje. Tak, przepisy prawa nie będą przestrzegane literalnie. Zarówno fizyka, jak i informatyka będą prowadzone w pierwszym roczniku dla całej trzydziestokilkuosobowej klasy bez podziału na grupy. Dlaczego? Dlatego że nie mam nauczycieli. Potrzebuję pilnie zatrudnić osoby do prowadzenia fizyki oraz informatyki, ale nikt się nie zgłosił. Wobec tego z góry zapowiadam, że mogą państwo iść do kuratorium ze skargą, że przepisy nie są przestrzegane, ale to i tak nic nie da. Przyjdzie kontrola, ja dostanę kilka stron zaleceń i na tym się skończy". Zamurowało mnie. W pierwszym odruchu chciałem głośno zaprotestować. Nie żyjemy w czasach jednoosobowego przywództwa, tylko współpracy, zespołowego rozwiązywania problemów, słuchania. Chciałem krzyknąć, żeby na nas nie pokrzykiwać. Że mam prawo iść do kuratorium i zgłosić łamanie prawa mojego dziecka, bo to jest instancja odwoławcza, która mi przysługuje w państwie prawa. Chciałem wejść na krzesło i namawiać innych rodziców do buntu. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy ktokolwiek z rodziców mnie poprze. Z mam, bo na sali zdecydowaną większość stanowiły mamy. Przyglądałem się dyrektorce i ogarnęła mnie jednak bezsilność. Jej i moja. Pomyślałem, że ona przemawia jak kapitan tonącego statku. „Szanowni państwo, informatyk po studiach na wolnym rynku może liczyć na 12 tys. zł pensji. Ja mogę zaoferować 3 tys., może trzy trzysta z jakąś premią. Nawet jeśli dam mu dwa etaty, nie będzie to dla niego opłacalne. Nikt tu nie chce przyjść i to jest problem nie tylko nasz, ale też całego szkolnictwa branżowego" – grzmiała. I co? Poczułem się jak głupek. Miałem wyskoczyć z mową o komunikacji miękkiej, gdy nam zalało pokład i stoimy po pas w wodzie? Zapytałem sam siebie: a informatyka szkole załatwisz, mądralo? Nie załatwisz, bo nawet jeśli jakiegoś znasz, to przecież nikt tu z branży IT za te 3 tys. zł nie przyjdzie. I to cud, że w ogóle jest jakiś informatyk i poprowadzi zajęcia chociażby hurtem dla 35 uczniów, bez tego podziału na grupy. <br> A potem wychowawczyni wzięła nas do klasy. Mówiła o dzienniku butów. Będzie prowadziła taki dziennik, w którym będzie zapisywała, który uczeń kiedy zapomniał kapci. Mamy się liczyć z tym, że uczeń bez kapci na 95 proc. zostanie złapany, bo woźna pilnuje. Jeśli trzy razy w ciągu semestru dojdzie do takiej groźnej sytuacji, zostanie wezwany rodzic – uwaga – w godzinach pracy szkoły. Czyli dodatkową karą dla rodzica za brak kapci dziecka będzie fakt, że musi brać urlop, żeby przybyć na dywanik. Wówczas odbędzie się rozmowa z pedagogiem szkolnym, podczas której matka czy ojciec zostaną oficjalnie poinformowani o braku kapci. Wychowawczyni oznajmiła też, że nie będziemy korzystać z dziennika elektronicznego, ponieważ w naszym technikum informatycznym nie ma informatyków, którzy mogliby obsługiwać taki portal. Będziemy korzystali z zeszytów. Każdy uczeń ma podstemplować zeszyt w sekretariacie i w tak oznakowanym kajecie będzie się odbywała korespondencja na linii szkoła – rodzice. Według nowych przepisów mających na celu zachęcenie do WF-u uczniowie powinni składać deklaracje, jakiego typu zajęcia sportowe ich interesują, a szkoła powinna tworzyć różne sekcje – np. taneczną, pływacką. My jednak dostaliśmy do podpisu już gotowe deklaracje, że wszystkie nasze dzieci wybierają lekcje ogólnosportowe, „bo szkoła i tak nie ma pieniędzy na co innego". Pomimo zapowiadanych przez rząd zmian strzelnicy nie będzie, bo na nią też nie ma środków. <br> Podczas wyczytywania listy okazało się natomiast, że mamy w klasie pięcioro uczniów z Ukrainy, których nazwisk wychowawczyni nie potrafi nawet rozczytać. Oni za to ni w ząb nie mówią po polsku. Szkoła nie ma żadnego planu, jak ich wspomóc. Rozumiem, że zakładamy, iż po prostu otworzą podręcznik na odpowiedniej stronie i wykują przyczyny powstania listopadowego czy budowę pantofelka. Wychowawczyni zapowiedziała, że nie ma mowy o zaufaniu do młodzieży. Jeśli uczeń zgłosi, że ma wizytę u dentysty i musi wcześniej wyjść, ona zadzwoni do rodzica i sprawdzi to. Pieniądze na radę rodziców lepiej wpłacić od razu w sekretariacie, zamiast dawać dziecku, które może je przehulać. Czyli od razu dajemy młodym znać, że zakładamy, iż będą chcieli nas oszukiwać, ale zamierzamy być sprytniejsi. <br> No i pieniądze. Nie wolno zapomnieć o pieniądzach. Szkoła jest publiczna, utrzymywana z naszych podatków. Więc jeśli nie dorzucimy z kieszeni, nie ma szans, żeby starczyło. Składka na radę rodziców jest dobrowolna, ale jeśli nie wpłacimy, papieru do ksero nie będzie. Część lekcji będzie szła na straty, bo zamiast wypełniać zadania, dzieci będą je przepisywały na kartki. Dowiedzieliśmy się, że niestety mamy opinię szkoły bezpiecznej. To źle. Samorząd może w bezpiecznej szkole uruchomić dodatkowe klasy, nawet jeśli nie ma dla nich miejsca. Wtedy młodzież uczyłaby się na zmiany – druga zmiana to nauka mniej więcej od 15 do 20. Tak już jest w kilku liceach w okolicy. Jedna matka skwitowała, żebyśmy puścili plotkę na miasto, że u nas wieczne bijatyki i dilerka. Może w ten sposób uchroni się dzieci przed nauką wieczorami.

Obywatelski HiT, czyli Czarnek przeciera oczy ze zdumienia
Można sensownie uczyć o Żołnierzach Wyklętych? O kontrkulturze i rewolcie studenckiej '68 roku? O roli Kościoła? Można, korzystając z materiałów pozbawionych ideologii. Jednym z autorów Obywatelskiego HiT-u jest Wojciech Roszkowski. Tak, ten sam, bo jest ich w pewnym sensie dwóch





cross-postowane z: https://szmer.info/post/136506 > >W tym roku zakaz obejmie już 168 ulic. Na 114 z nich zakaz obowiązuje od 2020 r., co było podyktowane potrzebą zachowania dystansu w związku z pandemią COVID-19. > > > >Celem zakazu jest zapewnienie dzieciom bezpiecznego dojścia do szkół, szczególnie dzieciom ze szkół podstawowych, a także zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza. Robi się to przez ustawienie przeszkód utrudniających przejazd, ale tak by zapewnić przejazd służbom miejskim, pogotowiu, straży, itp.



>Gościem specjalnym konwencji „Przyjazna Szkoła” zorganizowanej przez Lewicę był Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

cross-postowane z: https://szmer.info/post/125038 > - Dostałam telefon od dyrektorki mojej szkoły z Ukrainy, że mam wracać, bo lekcje - w części - będą się już odbywać normalnie - mówi nam jedna z ukraińskich nauczycielek, która uciekła przed wojną do Lublina i tu znalazła pracę. Przyznaje, że nie chce wyjeżdżać. W podobnej sytuacji są też inni pedagodzy z Ukrainy.


Dyrektorka szkoły podstawowej napisała list do kurii. "Chcemy uniknąć tego, aby lekcje religii były umieszczane w planie lekcji na ostatnich godzinach, gdyż może to spowodować rezygnację rodziców z tych zajęć tuż przed bierzmowaniem" - apelowała. Kogutorium to organizacja non profit zajmująca się wspieraniem edukacji poprzez obserwację oraz społeczny nadzór instytucji oświatowych. Rodzice, nauczyciele i uczniowie zgłaszają się do niej jeśli zauważą nieprawidłowości w funkcjonowaniu danej placówki. Tym razem zgłoszono zastrzeżenia wobec statutu jednej ze szkół podstawowych w Podkowie Leśnej i poproszono o sprawdzenie jego zgodności z prawem. <br> Jeden z członków Kogutorium poinformował nas, że statut pozwalał na niepromowanie ucznia, który drugi raz z rzędu uzyskał ocenę naganną. To niezgodne z prawem i wymaga poprawy, a na tym nie koniec. Dyrektor miał przyznane uprawienie do wyznaczenia opiekuna samorządu uczniowskiego, choć to samorząd uczniowski samodzielnie ma prawo do wyboru opiekuna na podstawie ustawy - wymieniał nasz rozmówca.

"Szkoła jest jak Dzień świra. Nikt już nie ma zaufania do Czarnka". Nauczyciele odchodzą ze szkół w Warszawie
W stołecznych szkołach brakuje 3 tys. nauczycieli. Młodzi, którzy dojeżdżali do Warszawy z Radomia czy Płocka, nie chcą już pracować przy tablicy za tak marne pieniądze. Starsi założyli grupę na Facebooku i dopingują się do zmiany zawodu. Magdalena pracuje w jednej z warszawskich placówek jako pedagog szkolny. Jeszcze żyje końcówką wakacji, stara się nie myśleć o szkole, gdzie zajmuje się rozwiązywaniem sytuacji kryzysowych wśród uczniów. Teraz w kryzysie znaleźli się nauczyciele. – Przyszedł moment, kiedy więcej pożytku z mojej pracy będzie w innym miejscu, poza szkołą – stwierdza Magdalena. Dodaje: - W szkole jest coraz mniej przestrzeni do pracy. Są nowe przepisy, interpretacje tych przepisów, brakuje zaufania do naszych kompetencji. Raczej porzucę zawód. Prowadzę firmę zajmującą się poradnictwem psychologicznym, a po pandemii wiele osób potrzebuje pomocy, nie tylko uczniowie.

Religia w szkołach będzie obowiązkowa? Rodzice są oburzeni samym pomysłem. Jednak resort edukacji ma plan. Zamierza wprowadzić obowiązkowy przedmiot religii lub etyki od kolejnego roku szkolnego.

wiedza wolna od szurii

  • 0 users online
  • 1 user / day
  • 5 users / week
  • 5 users / month
  • 9 users / 6 months
  • 17 subscribers
  • 63 Posts
  • 29 Comments
  • Modlog