• 66 Posts
  • 187 Comments
Joined 2 lata temu
cake
Cake day: lip 29, 2020

help-circle
rss
A landmark study tracks the lasting effect of having an abortion — or being denied one

Trwający ponad 10 lat projekt badawczy „The Turnaway Study” dr Diany Greene Foster daje wgląd w to, w jaki sposób poddanie się aborcji – lub otrzymanie odmowy przeprowadzenia zabiegu – wpływa na zdrowie psychiczne i sytuację ekonomiczną pacjentki. Zespół badawczy przeprowadził wywiady z każdą z praw…


Arguments for gas exploration and gas-fired power infrastructure in Africa are robbing us of vital time to switch to clean energy. …


Dodam, że sam dowiedziałem się o zmianie przepisów dopiero przedwczoraj po telefonie z gminy. 6 osób, które gościłem, nie wyrabiały PESELu, bo czekały na wyrobienie dokumentów (wyjazd dalej) lub uspokojenie się sytuacji w Ukrainie i powrót. Od kilku dni są już w Ukrainie i UK. Przed wyjazdem zrobiliśmy zakupy, dałem im pieniądze, żeby coś mieli na start, wysłałem paczki z pieluchami bo tam jest to towar deficytowy.


Zrobieni w PESEL. Rząd odciął część osób od wypłat za pomoc. „Pomogłam trójce dzieci, a państwo oszukało”

„Dzieci mieszkały u mnie przez miesiąc. Wiedziałam, że mogę im pomóc, bo rząd obiecał wypłatę 40 zł dziennie za każdą osobę. Ale potem zmienił zdanie. Teraz przychodzą rachunki za prąd, gaz, wodę, a ja wypłaty nie dostanę" - mówi OKO.press Anna Mazek z Podkarpacia …


“Nie mam nic do powiedzenia”. Tego powinien się trzymać przez najbliższe dekady.


Dodatkowe oczy, żeby lepiej tropić wrogów


Takimi ‘hakami’ montowałem drewniane rynny w chyży. Trochę zabawy z dopasowaniem i zrobieniem odpowiedniego spadku, ale efekt końcowy zadowalający.


Oczywiście że przeczytałem tekst, do którego wrzuciłem linka. Pomyślałem, że skoro wrzuculiłeś link do konkrernego miejsca a w treści jest informacja o odbudowie infrasgruktury technicznej, to po jej odbudowie może zostać dodana do OSM.


Widzę OSM w linku i tylko chcę zwrócić uwagę, że OSM Ukraina zwróciła się z prośbą o rozwagę/wstrzymanie się w przypadku mapowania terenu Ukrainy podczas wojny. Dodanie nowego elementu infrastruktury krytycznej może skutkować zainteresowanie osób niepożądanych.


18.06 byli… jebaniutcy opanowali nie tylko teleportacje, ale też podróże w czasie.


In a message to the National Population Headquarters, Iran’s Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei warned about the dangers of a declining birth rate. …



Substancje psychodeliczne wzmacniają komunikację między obszarami mózgu, które niekoniecznie kontaktują się ze sobą na co dzień. To pozwala w nowy sposób spojrzeć na różne sprawy – mówi w Radiu Naukowym Paweł Orłowski, doktorant w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Wraz z m.in


tl;dr jest tylko jedna droga łącząca Półwysep Kolski z Rosją…


Sprawa prawie w całości ogarnięta.

Paczki można nadać przez Meest.

Transport zorganizowaliśmy autobusem do Lwowa a potem pociągiem do Charkowa. Ze źródeł około przemyskich wiem, że działa znów tradycyjna droga dostania się do Lwowa, czyli Przemyśl-Medyka-przejście piesze granicy i marszrutka Szegini-Lwów.



Gleba to ekosystem tak różnorodny jak las deszczowy czy rafa koralowa, a zależy od niej 99% produkcji żywności. Jednocześnie bardzo niewiele o niej wiemy. Pod 1 m kw. nienaruszonej powierzchni gruntu w strefach umiarkowanych (np. w Wielkiej Brytanii) może żyć kilkaset tysięcy niewielkich zwierząt. O…


Powrót osób uchodźczych do Charkowa

Czołem Szemrane Szmerfy, 4 osoby mieszkające u mnie od marca są zdecydowane na powrót do Charkowa. Ma ktoś doświadczenie, jak.w ostatnim czasie najlepiej zorganizować transport, czy jest jakaś organizacja/grupa/miejsce w sieci gdzie można uzyskać informacje na ten temat?..


Mogli poczekać z ujawnieniem takich informacji aż zbiorą pokaźną kolekcję spadniętych dronów. No chyba że akcja trwa dłużej i już jest ten czas.



With the Supreme Court poised to overturn the constitutional right to abortion, an anarchist collective that makes DIY medicine has released detailed instructions for making abortion pills. The group has previously released instructions for making a DIY Epipen and for making daraprim, the pill that …


oblał się barszczem ukraińskim


Profesor Szymon Malinowski jest fizykiem atmosfery, ostrzegał w Polsce przed katastrofą klimatyczną jeszcze zanim stało się to modne. Pretekstem do naszej rozmowy jest mocny list otwarty, który prof. Malinowski podpisał razem z setką polskich naukowców “Sorry, nie taki mamy klimat”. Apelują do polit…


Władze w Pekinie wyznaczyły 518 obszarów, w których zidentyfikowano wybuch koronawirusa. W środę zamknięto ponad 40 stacji metra i wstrzymano 158 linii autobusowych. Mieszkańcy stolicy Chin obawiają się powtórki z Szanghaju, gdzie lockdown całego miasta doprowadził do braków w zaopatrzeniu żywności…


Rosjanie masowo podkładają miny oraz inne materiały wybuchowe na tymczasowo okupowanych terytoriach ukraińskich. Pierwsza fala rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainę w 2014 r. wymagała oczyszczenia ok. 16 tys. km2 w obwodach ługańskim i donieckim. Według wstępnych szacunków teraz to ok. 80 tys. km2 …


postawiona na swoim terenie stacja naprawy rowerów i ławka do odloczynku, tuż przy trasie rowerowej…


No tak, temat rzeka i szereg doświadczeń. Jako rodzic dziecka ze specjalnymi potrzrbami przeszliśmy przez systemowe przedszkole, przechodzimy systemową szkołę i przy dobrym kontakcie z dyrekcją wypracowujemy sesnowne rozwiązania. Ale wiem, że nie zawsze tak jest. Z kolei mam też przykład z leśnego, że rodzice wylierają fakt tego, że dziecko powinno ( oczywiście wg mnie, który od kilku lat siłą rzeczy styka się z różnymi problematycznymi przypadkami) pójść przynajmniej na jakąś kontrolę. Tak czy inaczej, leśne jest fajne bo jest w lesie. A wiadomo, że czas spędzony w lesie/na łące/ w bagienku jest lepszy :)


Wszystko to ładnie wygląda w teorii. W praktyce dziecko “podążające własnym torem” często nie potrafi trzymać przyborów do pisania w sposób użyteczny (celowo nie piszę właściwy, bo nie ma jednego takiego). A że nie potrafi kredką nic narysować, to tym bardziej będzie unikało zajęć. Poza tym brak systemu kar i nagród trwa wyłącznie do… spotkania z rodzicem. Sytuacja typu masz tu jeszcze cukierka, ale wyjdź z samochodu bo się spieszę nie jest rzadkością. Bywa też, że “niezależność dziecka” jest wytrychem dla rodzica, żeby nie przyznać, że dziecko ma specjalne potrzeby i warto skorzystać np. z wczesnego wspomagania rozwoju. Mając porównanie zarówno z klasycznymi placówkami jak i leśnym przedszkolem, trudno stwierdzić, że oba rozwiązania mają sporo wad i wcale leśne to nie jest tylko cud, miód i szczęśliwe dzieci.


Ale dobrze cofnąć się w czasie o kilkanaście lat.



Korwin sprawdza, w jaki sposób ten jego żelazny 1% potrafi szpagatować, żeby udowodnić, że to co on wypisuje, jest przejawem “wolności”.



Ciekawe, ile zajmuje naprawa takich uszkodzeń.


[ostatni fragment artykułu]

Paradoksalnie jedną z najczystszych wydaje się energetyka jądrowa. – Każdy kraj musi składować swoje odpady promieniotwórcze na własnym terytorium – tłumaczy doktor inżynier Paweł Gajda. – Wiemy, jak je zabezpieczyć, a z powodu olbrzymiej gęstości energetycznej paliwa jądrowego zajmują one bardzo mało miejsca. Gigawatowy blok energetyczny produkuje rocznie ledwie 25–30 ton wysokoaktywnych odpadów promieniotwórczych zajmujących objętość kilku metrów sześciennych. Dodatkowo na budowę odpowiedniego składowiska mamy dużo czasu. Pierwsze wypalone paliwo pojawiłoby się w nim ponad dekadę po uruchomieniu pierwszego reaktora, bo najpierw przechowuje się je na terenie elektrowni – wyjaśnia.

Czy zatem zielona energetyka jest możliwa? I to w perspektywie trzech dekad?

– Jak najbardziej – uważa profesor Szymon Malinowski. – Pod warunkiem, że będziemy postępować z głową, czego na razie nie robimy.

– Mam wrażenie, że zaczniemy robić to, co trzeba, dopiero gdy już naprawdę będzie bardzo źle – dodaje profesor Adam Cenian. – Podobnie było przecież w przypadku pandemii COVID-19. Naukowcy od dawna ostrzegali, że prędzej czy później ludzkość dopadnie jakaś nowa zaraza.

Gdy czytałem przepastne dzieło profesora Václava Smila, raz mi się śniło, że powinienem wstać z łóżka za potrzebą i zamiast się do tego zmusić, kalkuluję, ile pracy muszę wykonać, najpierw podnosząc nogi, a potem resztę ciała… Ten koszmar wydaje mi się dobrą metaforą trudów, które czekają ludzkość podczas transformacji energetycznej. Sam Smil jest sceptyczny wobec jej szybkiego przeprowadzenia. Uważa, że potrzeba na nią nie kilku dekad, ale pokoleń.

Przed powrotem do Polski jadę do maleńkiego Ardales, miasteczka świecącego bielą w piaskowych górach niedaleko Malagi. W jego okolicy znajduje się słynna Cueva de Ardales – jaskinia, którą jeszcze przed przybyciem do Europy Homo sapiens, co stało się przeszło 45 tysięcy lat temu, zamieszkiwali neandertalczycy.

W sierpniu ubiegłego roku tygodnik naukowy „PNAS” doniósł, że neandertalczycy uprawiali w Cueva de Ardales sztukę abstrakcyjną. Okazało się, że część czerwonych plam widniejących na stalagmitach rosnących w jaskini nie jest chaotycznym naciekiem tlenku żelaza, ale została natryśnięta przez jakiegoś neandertalskiego Jacksona Pollocka. I to niejednego, bo niektóre malunki pochodzą sprzed 65,5 tysiąca lat, a inne z okresu od 48,7 tysiąca do 45,3 tysiąca lat temu. Chcę je zobaczyć.

Cała jaskinia jest pełna rysunków. Nie są to tak spektakularne dzieła jak w Altamirze czy w Lascaux i Jaskini Chauveta we Francji, a bez wskazówek przewodnika są prawie nie do dojrzenia. Ale mają niewątpliwy urok. Odciski dziecięcych paluszków, obrysy dorosłych dłoni, schematyczne rysunki zwierząt, a nawet zmysłowy zarys kobiecego łona dziesiątki tysięcy lat temu zostawili ludzie, którzy chcieli jakoś się zorientować w otaczającym ich świecie. Czerwone znaki namalowane na stalagmitach przez neandertalczyków około 65 000 lat temu w jaskini w Ardales w Hiszpanii. Fot. Jon Nazca / REUTERS/ Forum

Swoje dziełka stworzyli w przestrzeni katedralnej. Skalne wnętrze Cueva de Ardales przypomina organiczne obrazy Hansa Rudolfa Gigera, szwajcarskiego malarza, który stworzył postać Obcego z kultowego filmu science fiction Ridleya Scotta. Ze ścian i sklepienia spływają nacieki węglanu wapnia. Ich sople wyrastają też z dna jaskini. Mam wrażenie, że znalazłem się w trzewiach Kosmosu. Stalagmity, stalaktyty i stalagnaty powstają z nanoszonego przez wodę węglanu wapnia pochodzącego z morskich organizmów, które miliony lat temu zamieszkiwały tę okolicę i po których został tylko ten minerał.

Kiedy gasimy latarki, słychać miarowe kapanie wody. Kap, kap, kap. Tak w Cueva de Ardales przelewa się czas. Kropla spada mi na głowę. Gdybym tu został, z czasem na moich szczątkach wyrósłby kolejny stalagmit.

Po powrocie do Sewilli i obowiązkowej sjeście (genialny śródziemnomorski wynalazek) idę na dwugodzinny spacer do centrum miasta, żeby z przyjemną prędkością przemaszerować dziesięć kilometrów i spalić część obiadu. Zmieniam część energii wiązań chemicznych składników mojego posiłku w energię cieplną i energię ruchu. Jednak zamiast ekscytować się tym, że spaceruję po pięknym europejskim mieście, w którym poprzednio byłem przeszło dwie dekady temu, odczuwam znużenie. Oddaliśmy nasze miasta samochodom – hałas i smród spalin są trudne do wytrzymania – a ich centra sprzedaliśmy turystom. Zastanawiam się, czy to najlepsze, na co nas stać.

Nad horyzontem wisi wielki, pomarańczowy księżyc. Obiecuje inny, lepszy świat. Trudno nie poddać się temu złudzeniu.

Tekst: Tomasz Ulanowski Grafiki i animacje: Jan Rosiek Redakcja i weryfikacja tekstu oraz wykresy: Marcin Czajkowski Wydawczyni: Barbara Sowa Materiał powstał przy wsparciu Małgorzaty Bobrowskiej-Jarząbek. Dziękujemy.

Tekst jest pierwszą częścią cyklu Soczewek Pisma zatytułowanych Ziemia. Kolejny materiał ukaże się w kwietniu.

Mecenasami serii Soczewek Pisma pod tytułem Ziemia są E.ON i mLeasing.

Tomasz Ulanowski -(ur. 1971), dziennikarz naukowy „Gazety Wyborczej”. Pisze głównie o globalnych zmianach klimatu, przyrodzie i biologii człowieka. Tłumacz, autor takich książek jak O powstawaniu Polaków i napisanej razem z prof. Bogusławem Pawłowskim Nagi umysł. Dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Ludzka natura bez złudzeń. Choruje na gorączkę polarną.


Statki emitują prawie 11 procent dwutlenku węgla pochodzącego z transportu. W ich przypadku jedyną zieloną technologią przyszłości wydaje się wodór oraz węglowodory syntetyczne i biopaliwa. Nawiasem mówiąc, pierwszy reaktor jądrowy (kiedyś romantycznie nazywany stosem atomowym) zasilił zwodowany w 1954 roku amerykański okręt podwodny USS „Nautilus”. Dzisiaj z tego rozwiązania korzysta część okrętów podwodnych, lotniskowców i innych okrętów wojennych oraz rosyjskie lodołamacze. Szersze zastosowanie reaktorów atomowych w cywilnym transporcie morskim nigdy nie wyszło poza prace eksperymentalne.

Podobnie problematyczna będzie dekarbonizacja lotnictwa, które dziś odpowiada za niemal 12 procent emisji CO2 pochodzących z transportu. Pierwszym logicznym krokiem mogłoby być ograniczenie rozpasanego lotnictwa pasażerskiego, generującego cztery piąte całkowitej emisji lotniczej. Jak ironizuje Václav Smil, „co roku dziesiątki milionów ludzi podróżują samolotem pomiędzy kontynentami tylko po to, żeby zafundować sobie raka skóry”.

Jeśli jednak nie zdołamy zniechęcić ludzi do ekstrawaganckich podróży lotniczych, pozostaje nam zmienić paliwo lotnicze na nisko- lub bezemisyjne. Baterie z odpowiednim zapasem prądu na dłuższe dystanse i w większych samolotach odpadają, bo już dziś do 40 procent całkowitej masy samolotów pasażerskich przypada na paliwo lotnicze. Pozostają ogniwa wodorowe, biopaliwa oraz paliwa syntetyczne, w których do produkcji węglowodorów wykorzystuje się zieloną energię elektryczną, uzyskany ekologicznie wodór i wychwycony z powietrza dwutlenek węgla. A także płynny, skompresowany wodór, schłodzony do temperatury minus 253 stopni Celsjusza. Badania nad zastosowaniem tych trzech technologii w lotnictwie dopiero raczkują.

Ogromnie trudne może się okazać namówienie ludzi do rezygnacji z codziennego poruszania się własnym samochodem. Auto (albo nawet dwa) w każdym domu to nie tylko wygoda, ale i nowoczesny wyraz ewolucyjnego atawizmu. W końcu przez blisko dwa miliony lat kolejni przedstawiciele rodzaju Homo byli nomadami. Dopiero 11,5 tysiąca lat temu rewolucja rolnicza sprawiła, że ci z gatunku sapiens na dobre osiedli w sztucznych jaskiniach, które nazwali domami i mieszkaniami. Potrzebę swobodnego przemieszczania się mamy więc we krwi i trudno ją będzie zdusić. Auto bywa też koniecznością – w sytuacji wykluczenia komunikacyjnego. A także symbolem statusu. Jak sarka w swojej książce Smil, samochód osobowy to substytut rumaka bojowego. Zmienia kierowcę w rycerza, dzięki czemu z arystokratyczną pogardą może on z góry spoglądać na pieszych wieśniaków. I ani myśli o tym, żeby do nich dołączyć.

Kiedyś w miejscu kompleksu słonecznego pod Sanlúcar la Mayor w Hiszpanii były pola uprawne. A jeszcze wcześniej – przed rewolucją rolniczą, która dotarła tu kilka tysięcy lat temu razem z migrantami z Anatolii – całą dolinę rzeki Guadiamar, od gór Sierra Morena po ujście do Gwadalkiwiru, porastały lasy dębowe. Dziś wśród niewielu pozostałych dębów pasą się czarne świnie iberyjskie. Pogryzają żołędzie, przekształcając część zawartej w nich energii w przyszłe jamón ibérico [hiszp. szynkę iberyjską – przyp. red.]. Pomiędzy lustrami parabolicznymi pasą się za to owce i kozy. Dzięki temu tereny zajęte pod elektrownię choć częściowo mają być wykorzystywane rolniczo.

Zanim wrócimy do Sewilli, krążymy z Nurią Selvą wśród wypalonych przez andaluzyjskie słońce pól. Krajobraz przypomina ten, który znamy ze zdjęć przysyłanych przez sondy podglądające Marsa. Szukamy domu miejscowego ornitologa. Pepe Tella wprowadził się tu w 2002 roku, kiedy mało kto w Hiszpanii słyszał o odnawialnych źródłach energii. Jego dom otaczały pola uprawne, na których roiło się od ptaków. Parę lat później rozpoczęła się budowa pobliskiego kompleksu elektrowni słonecznych.

– Mordor, prawda? – wita nas ornitolog, kiwając głową w stronę kompleksu i potwierdzając, że nie tylko ja mam skojarzenia z palącym okiem Saurona. – Żałuję, że przez ostatnie dwie dekady nie robiłem profesjonalnych obserwacji, które pokazałyby na twardych danych wpływ pobliskich elektrowni słonecznych na przyrodę. Teraz pozostaje mi tylko wrażenie, że przez nie wyniosły się moje ptaki. Elektrownia słoneczna pod Sanlúcar la Mayor w Hiszpanii, fot. Tomasz Ulanowski

Tella zdołał za to przywrócić częściowo przyrodzie swój własny dom. Kiedy go kupował – pokazuje nam zdjęcie – był śnieżnobiały i otoczony zadbanym, soczyście zielonym trawnikiem. Niewielki basen błyskał błękitem chłodnej wody. Obecnie po przyciętym równo trawniczku nie ma śladu. Suchy ogród porastają drzewa i krzewy. Basen jest pusty i zasypany igliwiem, bo przecież lato już się skończyło. Przyroda wzięła dom z powrotem we władanie.

Rozsiadamy się na zacienionym, przyjemnie chłodnym tarasie. Pepe zaprosił na spotkanie z nami Luisa Riosa, który kiedyś pracował w firmie Abengoa jako technik, obsługując rosnący po sąsiedzku kompleks elektrowni słonecznych. Pytam go, z jakimi problemami on i inni pracownicy musieli sobie radzić.

– Pierwszym była woda. Elektrownie wykorzystujące skoncentrowane światło słoneczne zużywają jej dużo. Ich instalacje nie są szczelne, ucieka z nich para. Na terenach suchych zaopatrzenie takich elektrowni w wodę jest kłopotliwe. Myśmy ciągle dostawali jej z sieci mniej, niż potrzebowaliśmy.

– A drugim?

– Wysoka śmiertelność ptaków – mówi Rios. – Te, które pechowo znalazły się w pobliżu wież, natychmiast ginęły. Znajdowaliśmy ich bardzo dużo, suchych jak papier. Kierownictwo elektrowni nie było w ogóle zainteresowane poszukiwaniem rozwiązania tego problemu. Trzecim kłopotem były wycieki oleju z instalacji zbierającej promieniowanie z luster parabolicznych. Ten olej jest tak toksyczny, że kiedy wyciekał, ubrani jak do skażeń chemicznych musieliśmy wybierać ziemię aż na trzy metry w głąb, byle tylko nie przedostał się do wód gruntowych.

– Która z trzech technologii słonecznych wykorzystywanych pod Sanlúcar la Mayor ma przyszłość?

– Tylko fotowoltaiczna – Rios nie ma wątpliwości. – Obie termo-solarne słabo się bilansują. Wymagają ogromnych nakładów i mają duży wpływ na środowisko, a produkują niewiele energii.

Nie oznacza to, że elektrownie fotowoltaiczne nie mają żadnego wpływu na środowisko. Jak w październiku ubiegłego roku w publikacji w „Nature” wykazali naukowcy z Wielkiej Brytanii i USA, przeszło połowa komercyjnych (o mocy wyższej od 10 kilowatów) instalacji fotowoltaicznych zajmuje tereny uprawne. Reszta okupuje przede wszystkim pustynie i łąki, tylko niewielki ułamek jest położony na terenach zabudowanych. Produkcja prądu ze słońca odciska więc piętno na przyrodzie ożywionej, zarówno tej udomowionej, jak i dzikiej.

– W Polsce pojawiają się na przykład pomysły stawiania farm fotowoltaicznych na obszarach Natura 2000, między innymi w Puszczy Białowieskiej czy w Górach Izerskich. Kompletna paranoja – denerwuje się profesor Szymon Malinowski. – Od czego mamy dachy budynków prywatnych, handlowych, usługowych czy przemysłowych? Możemy je przecież pokryć elektrowniami słonecznymi bez dodatkowych strat w środowisku naturalnym.

Jak w październiku 2021 roku wyliczali w piśmie „Nature Communications” naukowcy z Irlandii, Wielkiej Brytanii i Indii, panele fotowoltaiczne rozmieszczone na wszystkich dachach świata mogłyby rocznie wyprodukować tyle prądu, ile świat obecnie zużywa.

Pomijając nawet niszczenie przyrody pod budowę elektrowni i fabryk (słynny przypadek „lex Izera” w Polsce, czyli przyjęcie w sierpniu 2021 roku ustawy dopuszczającej wycinkę lasu w Jaworznie na potrzeby budowy fabryki samochodów elektrycznych), w najbliższych dekadach będzie narastała degradacja środowiska związana z wydobyciem koniecznych surowców i recyklingiem baterii, a także z zajmowaniem coraz większych przestrzeni pod panele fotowoltaiczne czy wiatraki. Jak wylicza Václav Smil, produkcja zielonej energii będzie potrzebować sto-, a może nawet tysiąckrotnie więcej gruntu niż pozyskiwanie jej z paliw kopalnych czy atomu.

Według szacunków zamieszczonych w 2020 roku w „Science” do końca najbliższej dekady po drogach całego świata ma jeździć niemal 150 milionów samochodów elektrycznych (a więc prawie piętnaście razy więcej niż obecnie), wyposażonych w ciężkie baterie litowo-jonowe. Kiedy się zużyją, trzeba będzie coś z nimi zrobić. Według ostrożnych szacunków doktora Paula Andersona z Uniwersytetu Birmingham obecnie ponownie wykorzystuje się co dwudziestą.

– Mam jednak wrażenie, że jeśli chodzi o recykling baterii, znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – wskazuje Sebastian Bykuć. – Wszyscy już zrozumieli, że są one zbyt cenne, żeby je wyrzucać. Jestem więc pewien, że infrastruktura potrzebna do ich recyklingu zostanie szybko rozwinięta, a baterie zyskają nie tylko drugie, ale i trzecie życie. Najczęściej stosowany w elektrolicie baterii przepływowych wanad nie ulega degradacji. Można go więc wykorzystywać bez końca.

Pozostają inne problemy.

Niedopowiedziane jest samo pojęcie energii odnawialnej. Przykładowo choć teoretycznie Dania czerpie prawie 44 procent swojej energii ze źródeł odnawialnych, to blisko połowa jej „zielonej” energii pochodzi ze… spalania drewna. A przeszło połowa duńskiego drewna opałowego jest importowana, głównie z krajów bałtyckich, USA, Kanady i Rosji, ale też z Polski. Elektrownie wiatrowe mają natomiast ledwie dwudziestoprocentowy udział w duńskiej energetyce odnawialnej i dziesięcioprocentowy w produkcji całej energii. Postępowa Dania uchodzi więc za jednego z zielonych liderów Unii Europejskiej, ale kosztem niszczenia przyrody w innych rejonach świata.

[końcówka w nowym watku, zbyt zagnieżdżony komentarz]


[1] Energia – prawdziwa waluta wszechświata…


Dobrze, że wreszcie zwracamy uwagę na gigantyczne majątki i nie mniejsze wpływy polityczne oligarchów. Źle, jeśli poprzestaniemy na rosyjskich. …


Stałym elementem dyskusji skupiających się wokół agresji Rosji na Ukrainę jest kwestia domniemanych gwarancji NATO dotyczących nierozszerzania Sojuszu na Wschód. Czy rzeczywiście udzielono takich zapewnień? Czy Putin ma rację, twierdząc, że Rosja została oszukana?..


Beton - Kyiv Calling

cover The Clash w wersji o Kijowie #JBCptn…


Rosja prosi Chiny o wsparcie militarne.

Artykuł z Financal Times wyciągnięty zza paywalla dzięki 12ft ladder. …