Może warto dopuścić możliwość, że to nie jest jakaś jedna wielka konspira organizowana przez jedną konkretną fundację z USA, a szerszy problem, w którym Heritage Foundation ma oczywiście jakąś rolę, ale nie jest jakimś mitologicznym Sauronem.
Jak chcesz napisać własną analizę skupiającą się na Heritage Foundation, to ją napisz. Nawet podrzucę Oku, może będą zainteresowani opublikowaniem! Krytykować łatwo.
Moim zdaniem analiza @didleth@szmer.info jest świetna i w punkt. Umieszcza całe to gadanie o “bezpieczeństwie dzieci w Internecie” w bardzo konkretnym kontekście, który dobrze może tłumaczyć, czemu to jest wybitnie problematyczny pomysł.
Chętnie napisałabym jakąś analizę, ale niestety po pierwsze, systemowe analizy zbyt bezpośrednio wskazujące winnych to coś czego liberalne media nie lubią (zaraz usłyszysz że “pachnie foliarstwem”), po drugie jestem zajęta zapierdalaniem w korpo za trochę więcej niż minimalną i walką z problemami psychicznymi, więc mam prawo wymagać od kogoś, kto pisze duży tekst o czymś, żeby chociaż nie pominął wątku, który jest bezpośrednio związany z całą ideą “dbania o dzieci w internecie”. Zwłaszcza że cały wasz tekst zmierza do konkluzji, że niezbędne są de facto regulacje państwowe, które zmuszą platformy do odpowiedniego ‘zarządzania treścią’, zaś wpływ na kształt tych regulacji chce de facto mieć konserwatywna międzynarodówka, skoligacona jak najbardziej z Big Techami, ale tymi od AI (m.in. dlatego np. szef Anthropic, tej słynnej ‘woke korporacji’, jest finansowo zaangażowany w ową kampanię w Stanach).
A łudzić się, że europejscy decydenci będą w stanie i będą chcieli ostatecznie wymyślić sami cokolwiek, bez sięgania do albo zamorskich wzorców legislacyjnych, albo przynajmniej rozwiązań technologicznych (podsuwanych im przecież przez te same big techy, o których wspomina tekst…) to święta naiwność. Tak samo jak przekonanie, że całe to poruszenie europejskich legislatorów w temacie nie ma absolutnie nic wspólnego z gorączką za oceanem.
Więc, odpowiadając na twoje zarzuty z innego subwątku - nie, nie uważam że mam ‘bezpośredni’ dowód na powiązania europejskich pomysłów z amerykańskimi, natomiast uważam że amatorskie zdiagnozowanie prostej choroby u dwóch związanych ze sobą organizmów na podstawie bliźniaczo podobnych objawów, jest co najmniej uprawnione. Plus fakt, że to szeroko pojęta amerykańska prawica posiada odpowiednie zaplecze technologiczno-lobbystyczne, oraz fakt, że europejskie elity w większości przypadków i tak na dłuższą metę tańczą tak jak im Wielki Brat zagra, UPRAWNIA MNIE DO DOKONANIA KILKU ZAŁOŻEŃ WSTĘPNYCH.
Bo sorry ale to jest trochę jak drobiazgowe analizowanie kampanii “przeciwko ideologii gender” z 2013 roku w Polsce, kompletne pomijanie obecnych w niej wpływów fundacji finansowanych prosto z Rosji, i w odpowiedzi na krytykę szarżowanie na rozmówcę że “a może ludzie po prostu mają dosyć tego że ich dzieci są narażone na widok gejów odgrywających niesmaczne scenki na paradach wolności”.
UPRAWNIA MNIE DO DOKONANIA KILKU ZAŁOŻEŃ WSTĘPNYCH.
Jasne. Ale nie uprawnia do wymagania od każdej osoby piszącej na dany temat by zawsze zawierała dokładnie te same założenia wstępne, pod rygorem mieszania przez Ciebie z błotem.
Może mogłam być milsza, może mogłam mieć lepszy dzień. Ale to wy we dwójkę od rana na mnie wsiedliście jak na łysą kobyłę, a autorka odmówiła rozmowy ze mną pod pretekstem zrobienia ze mnie jakiegoś foliarza.
Jak już, to problem jest po obu stronach. Ale tylko jedną próbuje się zepchnąć do narożnika.
Może warto dopuścić możliwość, że to nie jest jakaś jedna wielka konspira organizowana przez jedną konkretną fundację z USA, a szerszy problem, w którym Heritage Foundation ma oczywiście jakąś rolę, ale nie jest jakimś mitologicznym Sauronem.
Jak chcesz napisać własną analizę skupiającą się na Heritage Foundation, to ją napisz. Nawet podrzucę Oku, może będą zainteresowani opublikowaniem! Krytykować łatwo.
Moim zdaniem analiza @didleth@szmer.info jest świetna i w punkt. Umieszcza całe to gadanie o “bezpieczeństwie dzieci w Internecie” w bardzo konkretnym kontekście, który dobrze może tłumaczyć, czemu to jest wybitnie problematyczny pomysł.
A według mnie pomija jeden z kluczowych aspektów.
Chętnie napisałabym jakąś analizę, ale niestety po pierwsze, systemowe analizy zbyt bezpośrednio wskazujące winnych to coś czego liberalne media nie lubią (zaraz usłyszysz że “pachnie foliarstwem”), po drugie jestem zajęta zapierdalaniem w korpo za trochę więcej niż minimalną i walką z problemami psychicznymi, więc mam prawo wymagać od kogoś, kto pisze duży tekst o czymś, żeby chociaż nie pominął wątku, który jest bezpośrednio związany z całą ideą “dbania o dzieci w internecie”. Zwłaszcza że cały wasz tekst zmierza do konkluzji, że niezbędne są de facto regulacje państwowe, które zmuszą platformy do odpowiedniego ‘zarządzania treścią’, zaś wpływ na kształt tych regulacji chce de facto mieć konserwatywna międzynarodówka, skoligacona jak najbardziej z Big Techami, ale tymi od AI (m.in. dlatego np. szef Anthropic, tej słynnej ‘woke korporacji’, jest finansowo zaangażowany w ową kampanię w Stanach).
A łudzić się, że europejscy decydenci będą w stanie i będą chcieli ostatecznie wymyślić sami cokolwiek, bez sięgania do albo zamorskich wzorców legislacyjnych, albo przynajmniej rozwiązań technologicznych (podsuwanych im przecież przez te same big techy, o których wspomina tekst…) to święta naiwność. Tak samo jak przekonanie, że całe to poruszenie europejskich legislatorów w temacie nie ma absolutnie nic wspólnego z gorączką za oceanem.
Więc, odpowiadając na twoje zarzuty z innego subwątku - nie, nie uważam że mam ‘bezpośredni’ dowód na powiązania europejskich pomysłów z amerykańskimi, natomiast uważam że amatorskie zdiagnozowanie prostej choroby u dwóch związanych ze sobą organizmów na podstawie bliźniaczo podobnych objawów, jest co najmniej uprawnione. Plus fakt, że to szeroko pojęta amerykańska prawica posiada odpowiednie zaplecze technologiczno-lobbystyczne, oraz fakt, że europejskie elity w większości przypadków i tak na dłuższą metę tańczą tak jak im Wielki Brat zagra, UPRAWNIA MNIE DO DOKONANIA KILKU ZAŁOŻEŃ WSTĘPNYCH.
Bo sorry ale to jest trochę jak drobiazgowe analizowanie kampanii “przeciwko ideologii gender” z 2013 roku w Polsce, kompletne pomijanie obecnych w niej wpływów fundacji finansowanych prosto z Rosji, i w odpowiedzi na krytykę szarżowanie na rozmówcę że “a może ludzie po prostu mają dosyć tego że ich dzieci są narażone na widok gejów odgrywających niesmaczne scenki na paradach wolności”.
Jasne. Ale nie uprawnia do wymagania od każdej osoby piszącej na dany temat by zawsze zawierała dokładnie te same założenia wstępne, pod rygorem mieszania przez Ciebie z błotem.
Ja tylko napisałam ‘zrób risercz’.
Może mogłam być milsza, może mogłam mieć lepszy dzień. Ale to wy we dwójkę od rana na mnie wsiedliście jak na łysą kobyłę, a autorka odmówiła rozmowy ze mną pod pretekstem zrobienia ze mnie jakiegoś foliarza.
Jak już, to problem jest po obu stronach. Ale tylko jedną próbuje się zepchnąć do narożnika.