pdfy, ksiażki, ziny...
!biblioteka
help-circle
rss


> Nowele o charakterze krótkich reportaży przedstawiają sceny rozgrywające się w więzieniu. W opisanych historiach na plan pierwszy wybijają się motywy destrukcyjnego wpływu tego miejsca na osadzonych i ich cierpienia, zderzonych z obojętnością, a niekiedy wręcz okrucieństwem władz i służb więziennych. Konopnicka, pokazując surowe, bezduszne reguły, rządzące życiem więziennym, oszczędnie, choć zarazem bardzo sugestywnie, przedstawiła świat wewnętrzny swoich bohaterów, szkicując delikatną kreską portrety więźniów i więźniarek oraz decydentów i strażników. Pisarka z iście socjologiczną wnikliwością bada relacje panujące wewnątrz klasycznej ,,instytucji totalnej” i wpływ nieludzkiego systemu na degradację moralną oraz psychologiczną jednostki. W poszczególnych nowelach pojawiają się motywy przemocy, upodlenia, choroby, żalu, ale także nieokiełznanej potrzeby wolności i ucieczki za wszelką cenę — nawet za cenę życia. > >Obrazki więzienne stanowią relację z rozmów autorki z więźniami i pracownikami więzień, a także z jej bezpośrednich obserwacji. Surowy i zarazem osobisty styl tych nowel pokazuje nieco inne, niezwykle interesujące, oblicze pisarki, znanej większości czytelników ze szkolnych lektur i utworów dla dzieci.

autorką: - Szóste wymieranie. Historia nienaturalna - Pod białym niebem. Natura przyszłości




>Wolne Lektury to biblioteka internetowa czynna 24 godziny na dobę, 365 dni w roku, której zasoby dostępne są całkowicie za darmo. W jej zbiorach znajduje się 6413 utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami, motywami i udostępnione w kilku formatach - HTML , TXT , PDF, EPUB, MOBI, FB2. W bibliotece znajduje się również kilkaset audiobooków, czytanych przez takich aktorów jak: Danuta Stenka, Jan Peszek, Andrzej Chyra, Paulina Holtz, Andrzej Seweryn czy Adam Fidusiewicz. Można ich słuchać w formatach MP3 i Ogg Vorbis. Audiobooki są również dostępne w formacie DAISY dostosowanym do potrzeb osób słabowidzących, niewidomych oraz osób mających trudności z czytaniem. > >Z udostępnionych zasobów można korzystać również poprzez bezpłatną aplikację mobilną. Umożliwia ona bezpośredni i wygodny dostęp do zasobów biblioteki na urządzeniach mobilnych. Aplikacja dostępna jest na systemy Android oraz iOS. Strona internetowa jest również dostosowana do używania na urządzeniach mobilnych. > >Wszystkie utwory zamieszczone w bibliotece Wolne Lektury można zgodnie z prawem bezpłatnie przeglądać, słuchać, pobierać na swój komputer, a także udostępniać innym i cytować.

Darmowe audiobooki z publicznej domeny czytane przez wolontariuszy
Fajna inicjatywa, znalazłam na mastodonku. Przeklejam Audiobooki po polsku: https://librivox.org/search?primary_key=51&search_category=language&search_page=1&search_form=get_results (Głównie klasyki typu adaś micek ale też inne)

Już 3 września tego roku zapraszamy na Poznański Zinfest! Targi odbędą się w Atelier Łazęgi Poznańskiej, natomiast prelekcje, spotkania, warsztaty w Zinku ! Chcemy stworzyć wyjątkową przestrzeń dla wszelkich twórców i osób, które chcą poznać świat niezależnych publikacji, komiksów, literatury, grafiki czy aktywizmu. Więcej informacji wkrótce! FB: Poznań ZInfest IG: poznan.zinfest
4
Poznań Zinfest

>Syntetyczny przegląd historii i teraźniejszosci the commons - "dóbr wspólnych" - jako sposobu zarządzania zasobami (niekoniecznie materialnymi) dla dobra społecznego, nie zaś dla zysku. > >Autor przytacza przykłady skutecznych systemów dóbr wspólnych, jak też stawia nowe wyzwania, dotyczące zarządzania zasobami w skali globalnej. > >W książce zarysowana jest też perspektywa nowej roli państwa - jako strażnika dóbr wspólnych, działającego zgodnie z zasadą pomocniczości.




Pojawienie się ładowanej do rewolwerów i pistoletów amunicji zespolonej, telefonu i, jak się okaże, przede wszystkim samochodu dało przestępcom zupełnie nowe możliwości... Nieco starszy Czytelnik (czyli taki w wieku niżej podpisanego) pamięta być może z telewizji polskiej nadawany za ancien regime′u znakomity francuski serial „Brygady tygrysa”. Owe „brygady” nie były bynajmniej wymysłem scenarzystów. W 1907 r. Georges Clemenceau, wszechwładny minister spraw wewnętrznych i jednocześnie francuski premier, dostrzegł potrzebę gruntownego zreformowania policji. Czas był najwyższy, bo gdy wspominana do dziś z rozrzewnieniem la belle époque zamieniła się w fin de siècle, nowe wynalazki zrewolucjonizowały również metody popełniania zbrodni. Pojawienie się ładowanej do rewolwerów i pistoletów amunicji zespolonej, telefonu i, jak się okaże, przede wszystkim samochodu dało przestępcom zupełnie nowe możliwości, tymczasem francuscy żandarmi na prowincji jeździli konno, policjanci w miastach co najwyżej na rowerach, a jedni i drudzy raporty pisali piórem ze stalówką. Czytaj też: Od ostrza, wody, świni. Zabójstwa w dawnej Anglii Brygady starego tygrysa Clemenceau, nazywany nie tylko przez swoich zwolenników „starym tygrysem” (a sam o sobie lubiący mówić, że jest „pierwszym gliniarzem Francji”), powołał na stanowisko Prefekta Policji Célestina Henniona, wybitnego praktyka i człowieka wierzącego w nowoczesność. Za jego namową Clemenceau zgodził się zorganizować 12 wydzielonych „brygad mobilnych”, od przezwiska ministra nazwanych przez prasę „brygadami tygrysa”. Mieli w nich służyć tylko najbardziej doświadczeni policjanci, wyposażeni we wszystko, co najlepsze: nowoczesną broń palną, maszyny do pisania, telefony stacjonarne i polowe, przenośne radiostacje iskrowe, zestawy do badania odcisków palców i samochody (początkowo marki De Dion-Bouton, później w nowocześniejsze auta Panhard et Levassor). Co ciekawe, funkcjonariusze ćwiczyli savate (boks francuski) i canne de combat (walkę laską lub kijem). Brygady otrzymały też wsparcie wymiaru sprawiedliwości – co prawda w serialu policjanci zostali przedstawieni jako niezwykle sympatyczni panowie, ale niech nikogo nie zwiodą ich meloniki i wypomadowane wąsy; w rzeczywistości często używali metod różniących się niewiele od tych stosowanych przez przestępców, co prokuratura i sądy akceptowały bez szczególnych wahań. Nie wdając się w rozważania o moralności francuskiej policji, przyznać trzeba, że Clemenceau miał rację – brygady szybko dowiodły swojej skuteczności, a w 1912 r. starły się zwycięsko z przeciwnikiem, z którym ta dawniejsza, tradycyjna policja nie miałaby żadnych szans. Przeciwnika tego prasa francuska nazwała „gangiem Bonnota” lub „gangiem samochodowym”. Trudne złego początki Jules Bonnot był typowym dla tamtej epoki pospolitym bandytą, szukającym usprawiedliwienia dla swoich działań w ideologii anarchizmu. Urodził się w 1876 r., miał więc w momencie opisywanych poniżej wypadków lat 35. Od 10. roku życia wychowywał go samotny ojciec, niepotrafiący zmusić chłopca do nauki – młody Bonnot szybko porzucił szkołę, co jego nauczyciele przyjęli z ulgą. Pracować zaczął jako 14-latek, zmieniając często zatrudnienie, bo nie potrafił podporządkować się żadnym rygorom ani autorytetom. Już rok później po raz pierwszy wszedł w konflikt z prawem, schwytany na wędkarskim kłusownictwie. Drugi wyrok otrzymał cztery lata później za bójkę na potańcówce. Kiedy podniósł rękę na ojca, ten wyrzucił go z domu. W 1896 r. policja w Nancy aresztowała młodego Bannota za sutenerstwo. Służba wojskowa najwyraźniej nieco przytemperowała jego temperament, bo zakończył ją z dobrą opinią, zawodem mechanika samochodowego i licencją strzelca wyborowego. Próbował się ustatkować – w 1901 r. ożenił się z młodą krawcową i zaczął pracować. Ale Bonnota bardziej niż zapewnienie bytu rodzinie interesowała ideologia anarchistów, stracił więc posadę i wyjechał do Szwajcarii, skąd niebawem został wydalony, bo zaatakował brygadzistę żelaznym prętem. Po powrocie do Francji znalazł zatrudnienie w zakładach Berlieta, gdzie zaangażował się w organizację strajków. Wydalony z „wilczym biletem”, najął się jako mechanik w niewielkim warsztacie i tu spotkało go kolejne, tym razem osobiste niepowodzenie – w 1905 r. jego pryncypał uwiódł mu żonę i bojąc się zemsty, wyjechał wraz z nią i dzieckiem Bonnota za granicę. Mimo wielu prób pogodzenia się z żoną ta pozostała nieugięta – anarchista nigdy więcej nie zobaczył jej i syna. Przez kilka kolejnych lat Bonnot zajmował się pospolitymi przestępstwami, zawiązując w Lyonie spółkę z podobnym mu działaczem, włoskim piekarzem Giuseppe Platano. Za 25 tys. franków, odziedziczone przez tego ostatniego, obaj panowie założyli warsztat samochodowy, a powierzone ich pieczy maszyny wykorzystywali do popełniania przestępstw; w tym czasie Bonnot nauczył się również pruć sejfy i kasy pancerne. W 1910 r., uciekając przed depczącą mu po piętach policją, nasz bohater wyjechał na krótko od Londynu, gdzie nawiązał nie tylko nowe kontakty polityczne, ale miał też, wedle niepotwierdzonych później plotek, zatrudnić się jako kierowca Conana Doyle′a. Po powrocie do Lyonu wraz z Platano ukradł auto marki De Dion-Bouton, które wykorzystano do kolejnego napadu. Znów ścigani przez policję (na rowerach, więc bezskutecznie) uciekli obaj w stronę Paryża. Gdzieś po drodze Platano stracił życie – jak Bonnot wyjaśniał później paryskim towarzyszom, Platano sam postrzelił się z rewolweru (dwa razy w głowę), choć można podejrzewać, że te 25 tys. franków miały chyba coś wspólnego z całą sprawą... Krwawe rajdy W Paryżu Bonnot skierował pierwsze kroki do redakcji gazety „L′Anarchie”, jak nazwa wskazuje, organu anarchistów. Tam poznaje zarówno żądnych działania, ale niedecydowanych sympatyków idei, jak i podobnych mu rzezimieszków. Wśród członków przyszłej „bandy Bonnota”, liczącej łącznie ponad 30 osób, wyróżniali się Octave Garnier, Raymond Callemin, René Valet i Etienne Monier. Dyskusje i przygotowania do działania, przeplatane lekturą pism Bakunina i Nietzschego, trwały kilka miesięcy. Wreszcie w grudniu 1911 r. grupa przeszła od słów do „akcji bezpośredniej”. Najpierw została „zrewindykowana” luksusowa limuzyna Delaunay-Belleville (ulubiona marka cara Mikołaja II), następnie zaś, 21 grudnia, gang dokonał swojego pierwszego napadu. Celem był bank Société Générale w Paryżu. Samochód z Bonnotem za kierownicą zatrzymał się przy krawężniku, Callemin i Garnier zaatakowali konwojenta, powalając go dwoma strzałami z rewolwerów. Zrabowany worek z pieniędzmi wypadł na ulicę z odjeżdżającego auta, ale Callemin zdołał go podnieść, Bonnot, strzelając w powietrze, rozpędził gromadzący się tłum i anarchiści odjechali bez przeszkód. Rabunek wywołał szok wśród opinii publicznej, tym większy, że był to pierwszy zanotowany przypadek napadu na bank z użyciem samochodu. Łup okazał się stosunkowo niewielki – zaledwie 5 tys. franków i trudne do upłynnienia papiery wartościowe. 31 grudnia Bonnot zabił nocnego stróża próbującego zapobiec kradzieży kolejnego samochodu. 27 lutego 1912 r. Bonnot, Garnier i Callemin ukradli w Paryżu jeszcze jedną limuzynę Delaunay-Belleville. Jadący z, jak to się dziś mówi, nadmierną prędkością samochód usiłował zatrzymać na ulicy policjant – Garnier zabił go trzema strzałami z rewolweru. Przypadek sprawił, że policjant również nazywał się Garnier, a rzecz cała wydarzyła się przed restauracją Garnier... Policja, wyśmiewana przez prasę, poczuła się zmuszona do energiczniejszych działań. Zaczęto nękać miejscowych anarchistów, przeszukania szybko przyniosły efekt, aresztowano wiele osób, do których „rewindykatorzy” zwracali się o pomoc. Bonnot jednak nie zamierzał się wycofać ani dać o sobie zapomnieć. Wysłał list z politycznym manifestem do gazety „Le Matin”, udał się też osobiście do redakcji konserwatywnego „Le Petit Parisien”, gdzie wymachując pistoletem Browning, wygłosił mowę o „walce z policją do ostatniego naboju”. W marcu grupa ukradła, tym razem na drodze, kolejny samochód, zabijając kierowcę i raniąc właściciela. Auta użyto do napadu na bank w Chantilly na północy Francji, skąd zrabowano 50 tys. franków w walucie i złocie, zabijając przy okazji dwóch pracowników. Struże prawa na rowerach nie zdołali ich zatrzymać. Ale policyjna pętla zaczęła się już zaciskać. Wystrzałowy koniec W kwietniu zostali aresztowani Callemin i Monier. 24 kwietnia w Paryżu, podczas przeszukania domu jakiegoś sympatyka anarchistów, policjanci natknęli się na Bonnota. Zdołał zbiec, zabijając jednego i raniąc drugiego, ale sam otrzymał poważny postrzał w ramię. Wiedząc o tym, policjanci poszukiwali miejsca, gdzie przestępca mógłby udać się po pomoc medyczną. Trzy dni później agenci zlokalizowali kolejną kryjówkę Bonnota, tym razem w miejscowości Choisy-le-Roi w rejonie Île-de-France. Zgromadzono większe siły i przystąpiono do regularnego oblężenia. Co jakiś czas Bonnot wybiegał na schody otoczonego budynku i strzelał do policjantów, sam unikając kul, przerwy wykorzystując na pisanie testamentu. Wreszcie postanowiono sięgnąć po środki ostateczne – pod dom podłożono ładunek dynamitu i wysadzono frontową ścianę. Kiedy policjanci wpadli do środka, Bonnot wciąż się bronił – został zastrzelony, w jego ciele znaleziono sześć kul, w tym dwie w głowie. Następnego dnia gazety opublikowały zdjęcie policjantów wywlekających jego ciało za ręce i nogi. Garnier i Valet, najbrutalniejsi członkowie gangu, pozostali na wolności do 14 maja, ich kryjówkę zlokalizowano w miejscowości Nogent-sur-Marne, również w Île-de-France. Tym razem oblężenie trwało aż dziewięć godzin, użyto wojska wyposażonego w karabin maszynowy Hotchkiss. Budynek wysadzono, walczących do ostatka anarchistów zastrzelono. W lutym 1913 r. odbył się proces pozostałych przy życiu członków gangu Bonnota – wydano cztery wyroki śmierci i dwa dożywotnich ciężkich robót, krótszych nie wspominając. Śmiać się nie ma z czego, ale wspaniała musiała być ta epoka, kiedy policyjne

Ze względu na 'znajomości', na pewno nie jestem tu obiektywny, ale to chyba pierwsza polska publikacja o narkotykach i uzależnieniu, którą mogę z czym sumieniem polecić. Szczególnie rodzicom ale myślę, że młodsze osoby, czy osoby używające też mogą się tu sporo nauczyć.
8

Po polskiej stronie internetu często spotykamy się z anarchistyczną krytyką demokracji ograniczającą się krytyk systemów przedstawicielskich. Brakuje nam wciąż analiz idących głębiej, do samej jej istoty. Dlatego zapowiadamy premierę polskiego wydania książki kolektywu CrimethInc. – „Od demokracji do wolności”.

Elegia o dworcach i przystankach
cross-postowane z: https://szmer.info/post/49898 > >Kiedy Olga Gitkiewicz zaczęła pisać Nie zdążę, sprzedała samochód. Żeby mnie nie kusiło – powiedziała w wywiadzie. Po półtora roku musiała jednak ponownie kupić auto, aby książkę dokończyć. Do wielu rozmówców inaczej by nie dotarła. > > > >Nie zdążę jest zapisem podróży. Autorka wylicza: 2200 km busem, 34 000 km pociągiem, 3000 km na piechotę, 3400 km samochodem osobowym. I jak w podróży zmienia się krajobraz za oknem, tak w tym reportażu migają nam przed oczami miasta, miasteczka, wsie. Sołectwa, gminy, powiaty, województwa. Czasem inne państwa i inne kontynenty.

Information Hoarding: The Need to Know and Remember (pdf)
Ciekawy artykuł o odmianie OCD (ang. *Obsessive-Compulsive Disorder*, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsywne) znanej jako "chomikowanie informacji" (ang. *information hoarding*). Wymienia przykładowe wzorce myślowe związane z tym zaburzeniem, często spotykane problemy oraz metody terapii. Artykuł znalazłem czytając artykuł [The Internet May Encourage ‘Information Hoarding’](https://www.technologyreview.com/2010/09/27/90210/the-internet-may-encourage-information-hoarding/), który też polecam. Jako przyczynę wskazuje się tam model dzisiejszego "dziennikarstwa", które stale zalewa nas informacjami, niejako wymuszając "chomikowanie".

Moje luźne wrażenia z lektury najgłośniejszej książki ostatniego sezonu. "Nie ma i nie będzie" to zbiór reportaży o dziejach najnowszych kilku mniejszych (od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców) polskich miast: Wałbrzycha, Tarnobrzegu Włocławka, Skarżyska-Kamiennej, paru innych. Książka, zgodnie z tytułem, jest katalogiem rzeczy, których nie ma (i zapewne faktycznie już nie będzie): zakładu pracy, szkoły, linii autobusowej, szkoły, życia społecznego, udanych inwestycji, etc. Katalog ten zresztą jest wszędzie prawie taki sam, jak gdyby Okraskowa odwiedzała te swoje miasta z gotową czeklistą, choć może po prostu ich los był do siebie rzeczywiście podobny. Tylko Wałbrzych naprawdę się wyróżnia. Wałbrzych to prawdziwy hardcore. Rzeczy, których nie ma i nie będzie kiedyś były (jakie były to były ale były). Historia transformacji ustrojowej to historia likwidacji - czasami uzasadnionej czasami nie, zawsze odgórnej i zawsze nieodpowiedzialnej, będącej okazją do mniejszego i większego rozkradania. W dziurach po tym, czego nie ma toczy się nadal jakieś życie ale ono interesuje Okraskową mniej i raczej powierzchownie. W odwiedzanych miejscowościach czyta na ścianach, słucha lokalnych zespołów hiphopowych, odwiedza bary (i ogólnie okazuje temu życiu szacunek należny wszystkiemu co przetrwało kataklizm) ale rozmawia zawsze o przeszłości. Widać też przeciw komu ta książka jest pisana, bo autorka raz po raz próbuje bulwersować wielkomiejską, liberalną inteligencje (nie wiem czy prawdziwą czy urojoną sobie przez nią i jej męża) scenami picia piwa i jedzenia kotletów. Raz nawet się modli. I nawet jeśli jest to prawdziwy powód napisania tej książki to na szczęście nie zajmuje on nadmiernej ilości jej treści. Ogólnie powiedziałbym, że fajne gdyby nie to, że jak po prostu nie lubię reportaży w ogóle. Bo to taki ni pies ni wydra: ani socjologia ani literatura. Jak się zrobi kilkadziesiąt godzin wywiadów to zawsze można w nich znaleźć wypowiedzi, pasujące do dowolnej tezy autora/ki, którą można potem pokazać jako "opinię prawdziwych ludzi" (czego w "Nie ma i nie będzie" jest dużo). I drażni mnie to, nawet kiedy akurat z tezą się zgadzam. Uważam, że reportaż to gatunek z gruntu nieuczciwy.

pdfy, ksiażki, ziny...
!biblioteka
    • 0 users online
    • 1 user / day
    • 1 user / week
    • 3 users / month
    • 16 users / 6 months
    • 195 subscribers
    • 119 Posts
    • 62 Comments
    • Modlog