• 40 Posts
  • 27 Comments
Joined 2 lata temu
cake
Cake day: lut 16, 2021

help-circle
rss

Wkrótce pierwsze czytanie zaproponowanej przez „Solidarną Polskę” ustawy „W obronie chrześcijan”, o której pisaliśmy już wcześniej na łamach Stanicy[1]. Korzystając z okazji przyjrzyjmy się więc dokładniej, jakie zapisy zawiera oraz jakie konkretne konsekwencje z niej wypływają. Główna zmiana postulowana przez ustawę to propozycja modyfikacji artykułów 195 oraz 196 kodeksu karnego. W artykule 195 (§1. Kto złośliwie przeszkadza publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. §2.Tej samej karze podlega, kto złośliwie przeszkadza pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym) ma zostać wykreślone słowo „złośliwie”[2] – czyli każde, nawet zupełnie przypadkowe zachowanie miałoby być karane, jeśli tylko zostanie uznane za przeszkadzanie, zaś kryterium oceny danego zdarzenia pozostanie wyłącznie subiektywne. Nietrudno więc wyobrazić sobie sytuację, gdy np. odwiedzamy bliskich nawet na niewyznaniowym cmentarzu komunalnym, gdzie w tym samym czasie odbywa się pogrzeb, i dostajemy karę za to, że zadzwoni nam telefon lub nawet za samą obecność na nim. Z kolei artykuł 196 (Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2) zostanie uzupełniony o drugi paragraf – „kto publicznie lży lub wyszydza Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej, jego dogmaty i obrzędy, podlega karze do dwóch lat pozbawienia wolności”[2]. Powaga instytucji kościelnych – nie do utrzymania w atmosferze narastających skandali i hipokryzji oraz absurdów wynikających z rozwijanego przez wieki monoteizmu – będzie zatem sięgać w swej obronie po aparat państwowego systemu represji. Prawie jak w starych, dobrych czasach średniowiecza. Jak uzasadniany jest pomysł zmian? Jak tłumaczy przedstawiciel wnioskodawców, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł (Solidarna Polska): „wzrasta skala przestępstw nienawiści wobec chrześcijan”[3]. Ile zatem jest owych „przestępstw”? W prawie 40-milionowym kraju w roku 2017 odnotowano takich spraw 70, w roku 2019 – 80, a w roku 2020 – 130[4]. Należy przy tym zauważyć, że większość z tych spraw tak naprawdę powinna zostać zakwalifikowana pod zupełnie inne artykuły – w „Raporcie przedstawiającym przypadki naruszenia prawa do wolności religijnej w Polsce, w odniesieniu do chrześcijan w 2019”, cytowanym przez portal gazeta.pl, wymieniono między innymi: sprawę mężczyzny, który po pijaku włamał się na plebanię i tam usnął kradzieże pieniędzy z kościelnych skarbonek zaparkowanie samochodu w niedozwolonym miejscu przed katedrą wydanie gry planszowej „Kleropol”, stworzonej przez San Escobar sp. z o.o. przebranie się przez cztery studentki Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu podczas Juwenaliów w 2019 roku za zakonnice – a jest to tylko fragment listy tego typu incydentów, przytoczonej przez ww. portal[2]. Dla porównania – w roku 2019 wszczęto 2527 postępowań w sprawach o gwałt[5], czyli prawie 40 razy więcej niż z artykułów 195 oraz 196. W tym kontekście przestępstwa rzekomo wymierzone w chrześcijan wypadają blado – i to nawet, jeśli weźmiemy je wszystkie na poważnie. W sformatowanym patriarchalnie społeczeństwie nienawiść i przemoc wobec kobiet nie wywołują jednak takich emocji i ciężej jest zbić na nich kapitał polityczny. Na koniec mała dygresja z przymrużeniem oka – sam tytuł ustawy wydaje się nieadekwatny, jeśli nie absurdalny. Jak powszechnie wiadomo, chrześcijanie mają w naszym kraju pod górkę i są dyskryminowani na każdym kroku. Przykład? Niby w każdej sali lekcyjnej w Polsce znajduje się krzyż, ale już nikt nie pomyślał o tym, żeby był tam również gipsowy Jan Paweł II naturalnej wielkości oraz żeby trójki klasowe składały codziennie przed lekcjami kwiaty. Zagrożeniem dla chrześcijaństwa w Polsce są także rozwinięte środowiska rodzimowiercze, które planują najazd na Jasną Górę, wyburzenie klasztoru i postawienie tam chramu. Najprawdopodobniej też po przyszłorocznych wyborach trzeba będzie bronić Tadeusza Rydzyka oraz fundację Ordo Iuris przed odebraniem im przez przyszły rząd wielomilionowych dotacji, przyznanych im bez żadnej podstawy prawnej przez rząd obecny[6, 7]. A być może nawet – o zgrozo – ktoś będzie chciał ich rozliczyć z wydatkowania publicznych pieniędzy. Miecław Przypisy: [1] https://stanica.press/2022/05/02/wolnosc-religijna-tylko-dla-wybranych-religii/ [2] https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,29127752,ustawa-w-obronie-chrzescijan-w-sejmie-co-zawiera-projekt.html [3] https://wiadomosci.wp.pl/wiezienie-za-szydzenie-z-kosciola-w-sejmie-ustawa-w-obronie-chrzescijan-6832490158463648a [4] https://statystyka.policja.pl/st/kodeks-karny/przestepstwa-przeciwko-5/63492,Obraza-uczuc-religijnych-art-196.html [5] https://statystyka.policja.pl/st/kodeks-karny/przestepstwa-przeciwko-6/63499,Wykorzystanie-seksualne-osoby-bezradnej-lub-niepoczytalnej-art-198.html [6] https://oko.press/325-milionow-rydzyka [7] https://oko.press/dotacje-organizacje-zwiazane-ordo-iuris

cross-postowane z: https://szmer.info/post/104222 > Za strajk.eu: > > > W sieciach społecznościowych trwa akcja zbierania podpisów pod petycją, skierowaną do prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego. Związkowcy z całego świata, wraz ze swoimi ukraińskimi kolegami proszą go o zawetowanie dwóch ustaw: 5371 i 5161. Zostały one przyjęte przez ukraiński parlament w drugim czytaniu i teraz do wejścia w życie potrzebny jest tylko podpis prezydenta. > > > Obie te ustawy doprowadzają ukraińskich ludzi pracy najemnej do pozycji półniewolnictwa. Ustawa nr 5161 wprowadza umowy śmieciowe ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla pracowników, które znamy z Polski. Z kolei ustawa 5371 w sposób zasadniczy ogranicza prawa pracowników i daje pracodawcom do ręki instrumenty, które pozwalają im łamać prawa zatrudnionych w poczuciu pełnej bezkarności. Między innymi w nowododanym rozdziale pt. „Uproszczony system regulujący stosunki pracy” określane jest, że pracodawca arbitralnie, bez konsultacji z nikim może istotnie ograniczyć prawa swoich pracowników. Może ich zwalniać w trybie natychmiastowym, żądać bezpłatnej pracy w nadgodzinach, może też ignorować wcześniej zawarte umowy zbiorowe dotyczące wynagrodzeń. Ograniczone w sposób dramatyczny zostaną prawa do zrzeszania się, a tam, gdzie już istnieją związki zawodowe, możliwości ich działania i obrony swoich członków zostaną zredukowane niemal do zera. > > > Przyjęte przez parlament ukraiński ustawy naruszają szereg przepisów pracowniczych Unii Europejskiej, do której Ukraina przecież aspiruje. > > > Wspomniana petycja zwraca uwagę prezydentowi Zełenskiemu, że „Komisja parlamentarna ds. integracji Ukrainy z Unią Europejską uznała ustawę 5371 za niezgodną z minimalnymi standardami społecznymi zawartymi w Europejskiej Umowie Stowarzyszeniowej. Nie jest ona także zgodna z konwencjami Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP). > > > Nie spełnia szeregu minimalnych standardów zapisanych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Europejskiej Karcie Społecznej (zrewidowanej) i innych przepisach UE. > > > Nowe prawo narusza również standardy określone w konwencjach MOP nr 132, nr 135, nr 158, a nawet w konwencji założycielskiej nr 1 (1919), dotyczącej ograniczenia czasu pracy w zakładach przemysłowych do 8 godzin dziennie i 48 godzin tygodniowo”.

Za strajk.eu: > W sieciach społecznościowych trwa akcja zbierania podpisów pod petycją, skierowaną do prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego. Związkowcy z całego świata, wraz ze swoimi ukraińskimi kolegami proszą go o zawetowanie dwóch ustaw: 5371 i 5161. Zostały one przyjęte przez ukraiński parlament w drugim czytaniu i teraz do wejścia w życie potrzebny jest tylko podpis prezydenta. > Obie te ustawy doprowadzają ukraińskich ludzi pracy najemnej do pozycji półniewolnictwa. Ustawa nr 5161 wprowadza umowy śmieciowe ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla pracowników, które znamy z Polski. Z kolei ustawa 5371 w sposób zasadniczy ogranicza prawa pracowników i daje pracodawcom do ręki instrumenty, które pozwalają im łamać prawa zatrudnionych w poczuciu pełnej bezkarności. Między innymi w nowododanym rozdziale pt. „Uproszczony system regulujący stosunki pracy” określane jest, że pracodawca arbitralnie, bez konsultacji z nikim może istotnie ograniczyć prawa swoich pracowników. Może ich zwalniać w trybie natychmiastowym, żądać bezpłatnej pracy w nadgodzinach, może też ignorować wcześniej zawarte umowy zbiorowe dotyczące wynagrodzeń. Ograniczone w sposób dramatyczny zostaną prawa do zrzeszania się, a tam, gdzie już istnieją związki zawodowe, możliwości ich działania i obrony swoich członków zostaną zredukowane niemal do zera. > Przyjęte przez parlament ukraiński ustawy naruszają szereg przepisów pracowniczych Unii Europejskiej, do której Ukraina przecież aspiruje. > Wspomniana petycja zwraca uwagę prezydentowi Zełenskiemu, że „Komisja parlamentarna ds. integracji Ukrainy z Unią Europejską uznała ustawę 5371 za niezgodną z minimalnymi standardami społecznymi zawartymi w Europejskiej Umowie Stowarzyszeniowej. Nie jest ona także zgodna z konwencjami Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP). > Nie spełnia szeregu minimalnych standardów zapisanych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Europejskiej Karcie Społecznej (zrewidowanej) i innych przepisach UE. > Nowe prawo narusza również standardy określone w konwencjach MOP nr 132, nr 135, nr 158, a nawet w konwencji założycielskiej nr 1 (1919), dotyczącej ograniczenia czasu pracy w zakładach przemysłowych do 8 godzin dziennie i 48 godzin tygodniowo”.

Radykalne Rodzimowierstwo – grupa na FB
pin
Grupa luźno związana ze Stanicą Wolności.

Główny ściek rodzimowierstwa, jak zawsze przeżarty nepotyzmem, daje platformę naziolom.


Polscy nacjonaliści plują się, że Azow jest za bardzo żydowski i prodemokratyczny xD
Wszedłem obczaić co tam w sąsiedniej galaktyce i aż musiałem się podzielić, polecam na poprawę humoru :D

No i git. Kapliczki to przedchrześcijańska forma, łatwo je będzie zdechrystianizować w przyszłości i nie ma w nich tłustych klechów agitujących politycznie. No i spora część jest po prostu ładna :)



Kilka najprostszych zasad obowiązujących w ukraińskim :)


Bezpłatne materiały do nauki ukraińskiego
Rozmówki, słowniki, podstawowy kurs i trochę e-booków (głównie dla dzieci i trochę klasyki).

W sumie czemu programiści na B2B nie zaczną łączyć się w spółdzielnie? Zawsze mnie to nurtowało. Ktoś z branży mógłby się wypowiedzieć?



Rosjanie nikomu nie współczują i nawet teraz myślą przede wszystkim, jak ułożyć sobie życie
Temat jest dla mnie zbyt skomplikowany, abym mógł o nim mówić po angielsku. Będę więc mówił po rosyjsku. Po pierwsze, oczywiście potępiam agresję Rosji przeciwko Ukrainie i narodowi ukraińskiemu. Słowo „potępiam" nie do końca oddaje istotę tego, co czuję. Byłem przeciwny temu faszystowskiemu reżimowi na długo przed inwazją Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Analogia pomiędzy Rosją na początku XXI wieku a Niemcami w 1939 roku zawsze była dla mnie oczywista. Wyjechałem z kraju, ponieważ nie mogłem pracować w swoim zawodzie – jestem dziennikarzem. Wybrałem ten zawód, gdyż lubiłem pisać i uważałem, że w Rosji kształtuje się niezależne dziennikarstwo. Jak się okazało – pomyliłem się, rozpoczynając pracę w tym zawodzie. Był rok 2002, Putin zaczął już dokręcać śrubę, a prawdziwe dziennikarstwo, nigdy tak naprawdę nieukształtowane, zaczęło zanikać w kraju, podobnie jak wiele innych rzeczy: klasa średnia, społeczeństwo obywatelskie, niezależne sądy, instytucje demokratyczne, system wielopartyjny, samorząd lokalny. Kiedy zdałem sobie sprawę, że żyję w rodzącej się Rzeszy? To były dwa momenty. Świadomość imperialna Około 2004 roku w Polsce, w trakcie kolejnych odwiedzin, odkryłem, że tu nie ma jednoznacznie pozytywnego stosunku do Rosjan. Znajomi mnie zapytali: „Kim są twoi przodkowie?". Odpowiedziałem, że Kozakami. Usłyszałem: „A to ten »motłoch«". Potem poprosiłem ich, by zabrali mnie na spacer do centrum Warszawy. „Tak, chodźmy na rynek, tam jest wielu twoich rosyjskich przyjaciół". Potem nocowałem u nich jako gość i w nocy miałem sen, bardzo wyraźny, że Niemcy najpierw przemaszerowali przez Polskę razem z wojskami radzieckimi, a potem wojska ZSRR szły w przeciwnym kierunku. I we śnie dokładnie widziałem i czułem cały ból, jaki przeżywał wasz naród. Wtedy i potem, jeszcze długi czas radzieckiego panowania w Polsce. Tak zniknęło całe moje nierozumienie, dlaczego tak dobry człowiek jak ja został tak źle potraktowany. Obudziłem się naprawdę zalany łzami, więc częściowo rozumiem łzy Chodorkowskiego, gdy płakał w rozmowie z ukraińskim dziennikarzem. Dlaczego mielibyście nas dobrze traktować? Kiedy przyjechałem do Polski po raz pierwszy, prawie nie mówiłem po polsku ani po angielsku, a ludzie, którzy ze mną rozmawiali, musieli przypominać sobie język byłych okupantów. Nadal nie mówię zbyt dobrze po angielsku i to jest moje nieszczęście, ale teraz zdaję sobie sprawę, że muszę się uczyć polskiego, ukraińskiego, angielskiego i szwedzkiego. Dwa lata później pojechałem na Ukrainę, do Kijowa, rozmawiałem z ukraińskimi nacjonalistami – nie nazistami, ale nacjonalistami – którzy mi wyjaśnili, że każdy, kto przyjeżdża z Rosji, ma mentalność imperialną. Na początku nie rozumiałem, o czym w ogóle oni mówią. Ale potem zastanowiłem się i wszystko wyraźnie sobie uświadomiłem. Był rok 2006. Już wtedy w Rosji upowszechniano retorykę, że to „oni" zawłaszczyli Ukrainę, ale to nic, wszystko wróci do stanu z przeszłości. Moi „koledzy", „dziennikarze", już wtedy pracowali po cichu nad ludnością wschodniej Ukrainy. Tworzyła się nowa ideologia. Ideologia resentymentu, która naprawdę bardzo przypominała retorykę Niemiec z lat 30., kiedy po przegranej I wojnie światowej Niemcy chciały odbudować swoją dawną wielkość. To na tym podłożu wyrósł Hitler, a w Rosji – Putin. Ale Putina nie można postrzegać w oderwaniu od narodu rosyjskiego, ponieważ w istocie jest on zbiorową nieświadomością Rosjan. Zacząłem wyraźnie dostrzegać wszystkie manipulacje propagandowe. W rzeczywistości Rosja przygotowywała się do tej wojny już od początków XXI wieku. Mówiłem o tym, ale to nie było popularne w moim kraju. Potem musiałem porzucić dziennikarstwo – bo o ile na początku XXI w. miałem jeszcze szansę nie angażować się w propagandę, wkrótce zrobiło się to praktycznie niemożliwe. Nawet te media, które były opozycyjne, a zostały niedawno w Rosji zamknięte, będąc w opozycji do Putina, nadal pozostawały imperialne. Nawet Nawalny – którego popierałem, a za pracę dla niego w Soczi krótko przebywałem w więzieniu – wygłaszał imperialne uwagi. Zawsze miałem nadzieję, że w końcu dotrze do niego ta świadomość, która dotarła do mnie w 2004 i 2006 roku. Mogę tylko mieć nadzieję, że po próbie otrucia i po tym, gdy znalazł się za kratkami, Aleksiej zmienił poglądy. Nawet teraz wielu z tych, którzy wypowiadają się przeciwko wojnie z Ukrainą – w tym Rosjanie poza Rosją – nie zdaje sobie sprawy, że w gruncie rzeczy reprezentują świadomość imperialną. I trzeba sobie uświadomić, że jeśli rosyjskojęzyczny Rosjanin zachował świadomość imperialną, to nie zrozumie, czym jest demokracja, czym jest wolność i czym są niezależne media. Dmitrij Titkow: Moja matka mnie wyklęła Kiedy wybuchła wojna, w Sztokholmie, gdzie ubiegam się o azyl, zwolennicy Nawalnego postanowili wesprzeć Ukrainę i przemaszerować przed ambasadą rosyjską. Była dyskusja, czy pójść tam z flagą rosyjską. To dowód na to, że nawet jeśli ktoś jest przeciwnikiem Putina, to i tak nie do końca zdaje sobie sprawę, że nie chodzi tylko o Putina. Bardzo dobrze rozumieją mnie Ukraińcy, Polacy, Litwini, Czeczeni i Gruzini. W Rosji wszyscy ludzie albo śpią i widzą tylko to, co mają przed nosem, i wierzą w propagandę Putina, albo są przeciwni Putinowi – ale mimo to wciąż pozostają w ramach imperialnych. Gdy pojawia się pytanie, czy ufać Rosjanom, czy nie – to mówię: ufajcie tylko tym, którzy już nie wiążą się z Rosją, którzy chcą się uczyć innych języków, którzy rozumieją, że Rosja musi się rozpaść na części, że musi przestać istnieć jako imperium. Urodziłem się i wychowałem w obwodzie archangielskim i uważam, że mogłaby istnieć Republika Archangielska bez żadnej Moskwy, zintegrowana kulturowo i gospodarczo ze Skandynawią. Kaukaz mógłby również istnieć oddzielnie – i tak dalej. Ci, którzy wciąż mówią: „Rosja będzie szczęśliwa", „Rosja będzie wolna" – niczego nie zrozumieli. Rosja nie powinna już istnieć. Rosja to imperium, a nikt – niezależnie, czy to Rosjanin, Buriat, Dagestańczyk, Czeczen, czy Ukrainiec – kto uważa się za Rosjanina, nie jest godny zaufania. Czy takim ludziom jak ja należy ufać? A nas z rosyjskimi paszportami, które są jak klątwa, może być kilkadziesiąt tysięcy… Nie wiem – sami musicie zdecydować. I tak, zrozumiem, jeśli uznacie, że nie jesteśmy warci waszej pomocy i współczucia, bo Rosjanie nikomu nie współczują i nawet teraz myślą przede wszystkim, jak ułożyć sobie życie. I nawet jeśli mówią, że są przeciwni wojnie w Ukrainie, to nie wyobrażają sobie, że mogą bombardować Moskwę. W Rosji panuje obecnie faszyzm, większość ludzi nie ma poczucia empatii. Absolutnie nie ufajcie Rosjanom, którzy przybywają do waszych krajów z pieniędzmi, ponieważ oni opuszczają Rosję nie dlatego, że są prześladowani lub nie ma tam demokracji, ale dlatego, że zdali sobie sprawę, że rosyjski okręt zatonął. Ja i ludzie mnie podobni jesteśmy postrzegani w Rosji jako zdrajcy i ekstremiści, nawet wśród rosyjskich liberałów. Moja matka nie chce mieć ze mną kontaktów i mnie wyklęła. Wniosek jest taki, że tylko wtedy, gdy dana osoba jest przeciwna reżimowi, tylko wtedy, gdy ma prawdziwe współczucie i szacunek dla innych ludzi, ma prawo przyjąć współczucie z waszej strony. To kwestia indywidualnego podejścia. A Rosja i naród rosyjski muszą przejść ten sam proces, który przeszli Niemcy – czyli całkowitą denazyfikację. Cały czas uważam, że Rosja musi zginąć. Na gruzach imperium może powstać coś nowego i dobrego – być może jeśli Nawalny nie zostanie zamordowany, to stanie na czele tego procesu. W tym okresie przejściowym Rosja będzie spłacać reparacje, oddawać terytoria i dawać szansę tym narodom, które chcą się odłączyć. Potem jeszcze bardzo długo będzie przywracać normalne stosunki ze wszystkimi sąsiadami. Rosjanie muszą iść sami Teraz pracuję na zmywaku w hotelu w północnej Szwecji. Jechałem pociągiem z dwiema dziewczynami, które uciekły z Charkowa przed rosyjskimi bombardowaniami. One są mi bliższe niż którykolwiek z Rosjan, a kiedy ich słuchałem, byłem gotów sam iść i zabijać rosyjskich żołnierzy. Chociaż mogłem okazać się takim idiotą jak oni w 1994 roku, gdy w Czeczenii toczyła się wojna i cudem na nią nie trafiłem. Rosja to przekleństwo, które dopadło wiele narodów, a my wciąż nie możemy się go pozbyć, nawet po upadku ZSRR. Nie pójdę walczyć w tej wojnie po stronie ukraińskiej tylko dlatego, że nie będę tam zbytnio przydatny. Więc jeśli chcecie komuś pomóc – pomóżcie Ukraińcom, oni na to zasługują. A Rosjanie muszą iść sami aż do końca drogi, którą sami stworzyli. I jeśli doznają objawienia, zrozumieją, dlaczego nie są kochani. Dmitrij Titkow – socjolog, dziennikarz, doradca i bliski współpracownik Nawalnego, w 2018 r. uciekł z Rosji, obawiając się prześladowań. Szwecja niedawno odrzuciła jego wniosek o azyl, złożył odwołanie, grozi mu deportacja do Rosji.

cross-postowane z: https://szmer.info/post/37323 > W magazynach pod Moskwą wybuchł wielki pożar. Jak informuje prokremlowska agencja TASS, ogień pojawił się w nocy na terenie kompleksu magazynów Atlant Park. W akcji gaśniczej uczestniczyć ma ponad setka strażaków i kilkadziesiąt jednostek sprzętu. To kolejny wielki pożar pod stolicą Rosji w ostatnim czasie.

Pismo „Gniazdo. Rodzima wiara i kultura” prowadzi badanie dot. poglądów teologicznych i politycznych wśród polskich rodzimowierców słowiańskich, warto wypełnić – zwłaszcza będąc lewakiem/lewaczką: „Zapraszamy wszystkich polskich politeistów słowiańskich do wzięcia udziału w ankiecie mającej na celu zbadanie poglądów teologicznych i politycznych wyznawów rodzimej wiary – uchwycenie tendencji występujących w ramach polskiego rodzimowierstwa i podjęcie przekrojowej refleksji nad jego kondycją oraz perspektywami. Tego typu wewnątrzśrodowiskowa diagnostyka była już podejmowana dwukrotnie przez blog Duchtynia w latach 2016 i 2018. Niniejsza ankieta nie pretenduje do bycia kontynuacją tamtych badań, ponieważ przyjmuje nieco odmienną perspektywę badawczą i kładzie nacisk na inne aspekty rodzimej wiary. Wyniki ankiety wraz z ich opracowaniem zostaną opublikowane na łamach 28. numeru rodzimowierczego czasopisma »Gniazdo – rodzima wiara i kultura«.”

Co za gniot xD Typo zniszczył kapliczkę i nie, nie wiadomo za co wyrok xD Co za gimboateusze plusują takie coś?


W kwietniu Solidarna Polska wniosła w Sejmie projekt zmian w kodeksie karnym, które mają zaostrzać kary za coś, co dotychczas mętnie definiowane było jako „obraza uczuć religijnych”, jednocześnie zamiast tego mówiąc wprost o obrazie religii i jej dogmatów. Zmiany mają także zakładać, że wyrażanie poglądów religijnych – w domyśle: tych łamiących dotychczasowe przepisy – nie będzie stanowiło przestępstwa. Jak powiedział Marcin Warchoł, obecny wiceminister sprawiedliwości i były członek Solidarnej Polski, ich celem jest lepsza niż dotychczas ochrona „wolności religijnej”. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że cel ten powinien być bliski wszystkim osobom wyznającym jakąś religię, a więc także rodzimowiercom słowiańskim. Problem w tym, że owe zmiany mają dotyczyć wyłącznie religii głoszonych przez „Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej”. Tymczasem rodzimowierstwo, jak wszystkie religie ludowe, jest religią typu rozproszonego – nie tworzy z natury scentralizowanej organizacji wyznaniowej, lecz trwa w wielości oddolnych grup wyznawców i wyznawczyń. Tego typu grupy nie mają możliwości nabycia osobowości prawnej jako związek wyznaniowy, gdyż większość z nich liczy tylko od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, podczas gdy do zarejestrowania w Polsce związku wyznaniowego potrzeba minimum setki. Obowiązujące przepisy wykluczają więc osoby wyznające rdzenne religie, nie przewidując ochrony prawnej dla ich wierzeń i faworyzując tym samym religie typu zorganizowanego, wykształcające oderwane od społeczeństwa organizacje. Oczywiście co poniektórzy mogą powiedzieć: zaraz, przecież mamy już rodzimowiercze związki wyznaniowe! Tak – ale po pierwsze ich powstanie zostało poniekąd wymuszone przez takie, a nie inne przepisy, a po drugie każdy z nich boryka się z kwestiami, które dyskredytują go jako uniwersalną organizację dla wszystkich osób wyznających rodzimą wiarę. I tak na przykład Rodzima Wiara jest przesiąknięta nacjonalizmem i rasizmem, Polski Kościół Słowiański i ZZW „Słowiańska Wiara” nie działają, a Rodzimy Kościół Polski i rejestrujący się od kilku lat ZWRP „Ród” są na wskroś kolesiowskie. Praktyka pokazała więc wielokrotnie, że patologiczne zjawiska nieodłącznie towarzyszą sformalizowanej organizacji religijnej nawet w obrębie rodzimowierstwa słowiańskiego. Osobną kwestią jest kontekst, w jakim owa zmiana przepisów jest uchwalana, a jest nim rosnący wpływ polityczno-ideologiczny Kościoła katolickiego w Polsce. Ofensywa katolicyzmu w przestrzeni publicznej, którą umożliwił bliski związek Kościoła i obecnie rządzącej partii, spowodowała w ostatnich latach nasilenie oporu społecznego wobec tej religii. W oficjalnych statystykach „przestępstw przeciwko wolności religijnej” nie ma jednak rozgraniczenia pozwalającego wyodrębnić rzeczywiste ataki przeciwko wierzącym i protesty, które uraziły czyjeś uczucia, jak np. Tęczowe Maryjki, podczas gdy to właśnie na ten wskaźnik powołuje się wiceminister Warchoł. Nowe przepisy otwierają zatem perspektywę nowych i skuteczniejszych represji wobec antyklerykalnego oporu. Po raz kolejny więc państwowe prawo okazuje się instrumentem w służbie rządzących elit, które pod hasłami sprawiedliwości i wolności skrywa rzeczywistą opresję oraz zabezpieczanie interesów burżuazji wraz z jej sprzymierzeńcami. Odbywa się to kosztem społeczeństwa, a w szczególności jego najbardziej wrażliwych części: mniejszości etnicznych, seksualnych czy wyznaniowych, które jednocześnie w oficjalnym przekazie medialnym są dyskredytowane i zohydzane na różne sposoby, aby ograniczyć solidaryzowanie się z nimi ze strony większości. Reakcją może być więc tylko jeszcze bardziej zdecydowany opór.

Nie religia, tylko degeneracki spirytualizm.


Języka kaszubskiego używa około 100 tys. osób. 20 tys. dzieci uczy się go w szkołach. Jednak nie ma w internecie profesjonalnego słownika języka kaszubskiego online. Fundacja Kaszuby postanowiła to zmienić.

W cieniu rosyjskiej agresji na Ukrainę nad Polskę nadchodzi nowa fala antykomunistycznej histerii i fałszerstw historycznych. Pierwsze jaskółki zaczęły docierać już z końcem lutego, kiedy zniszczono groby żołnierzy Armii Czerwonej w Katowicach. Z początkiem marca z kolei obiektem ataku padł pomnik Bohaterom Czerwonych Sztandarów z Dąbrowy Górniczej, który został oblany czerwoną farbą. Tego typu wydarzenia niestety nie są niczym nowym; stanowią raczej kontynuację kształtującego się od wielu lat trendu świadczącego o tym, że jako społeczeństwo coraz mniej rozumiemy swoją własną przeszłość – a przecież to właśnie znajomość dziejów pozwala nam zachować więź ze swoimi Przodkami. Czas, gdy wiele z nas przygotowuje się do nadchodzącego wiosennego święta zmarłych – Radonicy/Przewodów – wydaje się zatem dobrym momentem na podjęcie tego tematu. Obowiązująca w Polsce narracja historyczna od lat kształtowana jest pod dyktando prawicy. Zdecydowany ton temu politycznemu fałszerstwu nadano z początkiem obecnych rządów PiS-u, które przyniosły reformę edukacji oraz akcję „dekomunizacji”, choć szlaki przecierano jeszcze za czasów PO: to wtedy przecież do głównego nurtu wdarł się kult „żołnierzy wyklętych” wraz z poświęconym (pohańbionym?) im dniem 1 marca. Dość powiedzieć, że prawicowa wizja historii ma swoje cele polityczne, które można sprecyzować jako chęć kształtowania bezwarunkowego przywiązania do ojczyzny (tożsamej z państwem, a więc władzą) oraz legitymizowanie aktualnej władzy poprzez przedstawianie bieżących sporów politycznych jako kontynuacji odwiecznej walki polskich patriotów z wrogami polskości, gdzie opozycyjne wobec rządu stronnictwa są określane jako spadkobiercy komunistów i/lub nazistów. W tej wizji dziejów nie ma miejsca na głębszą refleksję, niuanse i analizy. Są tylko dwie strony: prawdziwa, katolicka Polska, i jej wrogowie: zaborcy, bolszewicy, Niemcy, znowu bolszewicy i wreszcie postkomuna. Wszystko, co nie pasuje do jedynej słusznej wizji polskości, musi znaleźć się po stronie zła. To historia pisana z perspektywy elit, w której lud jest tylko biernym przedmiotem, którym rozporządza ten czy inny wódz, prezydent albo ewentualnie rząd. To ta wizja pozwoliła zrównać z radzieckim imperializmem i zbrodniami Stalina żołnierzy Armii Czerwonej, którzy przelali swoją krew na naszej ziemi w walce z okupantem hitlerowskim. To nic, że byli to w większości zwykli ludzie, którzy wyruszyli do walki z Niemcami, nie musząc wcale podzielać zaborczych zapędów swojego dowództwa – dla zafiksowanej na bogoojczyźnianej walce historii liczy się tylko to, że stali po niewłaściwej stronie. Jej krzywe odbicie rzeczywistości oczywiście nie kończy się na obcych żołnierzach: to ona bowiem pozwoliła wrzucić dumne karty historii zapisanej przez akty oporu i walki przedstawicieli i przedstawicielek klasy pracującej do zbrukanego worka z krzywym napisem „komunizm”, czego smutnym świadectwem jest przypadek dąbrowskiego pomnika. W myśl tej wizji usiłuje się wymazać historię ruchu robotniczego ziem Polski lub przedstawić go jako anomalię, odprysk sowieckiego autorytaryzmu lub dzieło agentury. Wszystko, co czerwone, musi kojarzyć się źle, w przeciwnym razie bowiem mamy do czynienia z prowokacją, zdradą czy innym stalinizmem. A przecież ludzie ci nie walczyli dla jakiejś zdemonizowanej władzy komunistycznej, ale o prawa i godność ludu pracującego: siebie, swoich towarzyszy i towarzyszek, a wreszcie i nas samych – ich potomnych. Liczne strajki, powstania i inne akty oporu wymierzone przez wieki w system feudalny, zakłamaną instytucję Kościoła, opresyjną carską władzę, wyzysk fabrykantów i inne zjawiska, które niszczyły życia naszych dziadów i bab, stanowią dowód ich siły oraz głębokiego umiłowania wolności, które przepełnia słowiańską duszę. W ich działaniach nie tylko nie było nic hańbiącego czy niewłaściwego, jak próbują nam sugerować dzisiejsi architekci narodowo-katolickiego programu historycznego, wręcz przeciwnie: zasłużyli oni na nasz szacunek, pamięć i wieczną sławę. Co jednak najważniejsze w kontekście nadchodzącego święta to to, że są to po prostu nasi przodkowie i przodkinie. Siłą rzeczy większość z nas pochodzi z warstw podporządkowanych, jako że elity z definicji stanowią zawsze mały wycinek społeczeństwa. Ideowi, a czasem także rodowi spadkobiercy tamtych elit usiłują dziś swoją propagandą historyczną odebrać naszym przodkom ich dokonania, sprawczość oraz stojące za nimi ideały sprawiedliwości społecznej, równości, wolności, solidarności i pomocy wzajemnej. Oczernia się ich, ich dążenia są sprowadzane do ideologicznej fanaberii, a oni sami spychani w cień na rzecz wątpliwych bohaterów dyktowanych przez prawicę. Potrzebujemy więc stawić czoła tej polityce historycznej, która próbuje oczerniać ludowych bohaterów. Walka klas jest faktem społecznym: żyjemy w społeczeństwach o wyraźnych nierównościach i wynikające z nich napięcia towarzyszą nam cały czas. Cień nadziei daje tak zwany „zwrot ludowy” w polskiej humanistyce, który stara się między innymi tchnąć nowe życie w zapomniany po upadku komunizmu nurt historii ludowej, oddolnej, i tym samym oddawać głos uciśnionym warstwom społecznym. Zasadnicze działania muszą jednak być dziełem każdego i każdej z nas: musimy na nowo rozbudzić pamięć o dziejach klasowych, o bohaterskich osobach, których dokonania motywowane były nie chęcią utrzymania opresyjnych struktur, ale pragnieniem lepszego, bardziej sprawiedliwego świata wolnych i twórczych ludzi. Pamięć o bohaterach i bohaterkach walk o ludowe, duchowe i narodowe wyzwolenie jest powinnością, która bezpośrednio wynika z naszej wiary. Kult przodków jest integralną częścią rodzimowiestwa słowiańskiego, o czym wielu rodzimowierców zdaje się dziś zapominać. W ten wyjątkowy czas, gdy wspominamy nasze zmarłe osoby i gdy ich duchy wracają na ziemię, by urodzić się na nowo, pamiętajmy o tych, których dziś próbuje się usunąć z naszej pamięci. Sława przodkom i przodkiniom!

Zgoda, jednak nie do końca o to chodziło w tym tekście :) No i w początkowym okresie hiszpańskiej wojny domowej nie było jeszcze anarchistów w rządzie (swoją drogą kontrowersyjne osiągnięcie z ich strony)


Kijów to nowy Madryt
Od czasu inwazji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę mija już półtora tygodnia. Dla wielu była ona zaskoczeniem, choć wielu także spodziewało się takiego obrotu sprawy – w tym sami Ukraińcy i Ukrainki, którzy na wiele dni przed wkroczeniem rosyjskich wojsk przygotowywali się do obrony swojego kraju. Choć za nami ledwie kilkanaście dni bezpośrednich starć, to w trwającej od 2014 roku wojnie zdążyły one obnażyć wiele rzeczy, które wcześniej pozostawały poza zasięgiem wzroku szerszego grona ludzi. Jedne z nich to znaczenie zachodzących w Ukrainie przemian społeczno-politycznych oraz ciężar zagrożenia, jakie niesie ze sobą putinizm, Federacja Rosyjska i rząd na Kremlu. Ukraina od lat idzie drogą zmian w kierunku ludowładztwa. Choć dziś ma ono w niej zdecydowanie liberalistyczny odcień, to – jak powtórzyli za Bakuninem nawet ukraińscy anarchiści i anarchistki – „najbardziej niedoskonała republika jest setki razy lepsza od najbardziej oświeconej monarchii”. Ukrainie można wiele zarzucić – jak każdemu państwu – ale na tle innych krajów byłego ZSRR zdecydowanie wyróżnia się pod względem rotacji władzy, świadomości obywatelskiej i udziału społeczeństwa w rządzeniu krajem. Z końcem zeszłego roku podjęta została nawet próba unieszkodliwienia oligarchii. Jednak demokratyzacja tego kraju zupełnie nie w smak jest Federacji Rosyjskiej, której polityka zagraniczna ciąży w kierunku wasalizacji swoich sąsiadów i czynienia z nich wygodnego buforu bezpieczeństwa przez mniej lub bardziej realnymi zakusami NATO. To tu możemy dopatrywać się jednej z najważniejszych przyczyn rosyjskiej inwazji – przykład Ukrainy jako kraju, gdzie rozprawionoby się z oligarchią, a społeczeństwo konsekwentnie podążałoby drogą demokracji, mógłby pociągnąć za sobą inne kraje, w tym samą Federację Rosyjską. Nie tak dawno przecież miały miejsce zduszone przez Kreml bunty ludowe, jak rewolucja w Białorusi, protesty w Rosji po uwięzieniu Nawalnego czy w końcu rewolucja w Kazachstanie, gdzie do akcji oficjalnie wkroczyły wojska ODKB. Inwazja Rosji na Ukrainę to kontrrewolucja, której celem jest rozszerzanie systemu opartego na autorytarnej władzy, wszechobecnej kontroli i przemocy państwa nad obywatelami i obywatelkami oraz wyzysku społeczeństwa i środowiska przez oligarchów. Gdy w 1936 roku wybuchła reakcja na półwyspie iberyjskim, skierowana przeciwko lewicowo-liberalnemu rządowi republiki oraz wzrastającemu w siłę hiszpańskiemu ruchowi pracujących, wyruszającym do walki z nią ochotnikom z Polski przyświecał slogan: „Jeśli dziś padnie Madryt, jutro padnie Warszawa”. Byli oni świadomi tego, że faszyści po zwycięstwie w Hiszpanii nie zatrzymają się, ale pójdą dalej – na Polskę i inne kraje, w których władza kapitału nad człowiekiem znajduje się w niebezpieczeństwie. Historia pokazała, że ich obawy były słuszne. Dziś w ten sam sposób możemy spoglądać na sytuację w Ukrainie. Upadek Kijowa, niezależnie od wad istniejącego w nim obecnie rządu, wepchnie kraj i cały jego lud w łapska tyranów, których rządza władzy prędzej czy później każe im rozszerzać swoją agresję dalej i dalej, niszcząc każdy przejaw wolności i samostanowienia. Podobieństwa są nie tylko symboliczne, bowiem tak samo jak frankiści, siły putinowskie reprezentują stary, oligarchiczny porządek społeczny, znienawidzony przez Ukraińców i Ukrainki – lecz przy tym także przez sporą część Rosjan i Rosjanek. Siły te działają przy pełnym błogosławieństwie państwowych, chrześcijańskich kapłanów, którzy wśród uzasadnień wymieniają konieczność walki z paradami LGBT. Tak samo, jak wojska generała Franco, spotykają się ze zdecydowanym oporem nie tylko takiej czy innej państwowej armii, ale nade wszystko ludu zdecydowanego, by bronić swój kraj. I tak samo jak one w odpowiedzi posuwają się do terroru na ludności cywilnej, którego celem jest zniszczenie morale walczących o wolność. Stawką więc, tak samo jak w 1936 roku, jest przyszłość świata, w którym dążenie do samostanowienia ludów i oswobodzenia klasy pracującej zwycięży lub zostanie zdławione przez walec kontrrewolucji na długie lata – a biorąc pod uwagę zagrożenie wojną atomową oraz katastrofą klimatyczną, być może na zawsze. Walka o to, która z tych perspektyw zwycięży, toczy się dziś w Ukrainie. Duchy dąbrowszczaków są wśród nas, a Kijów to nowy Madryt. Sława Ukrainie!

To jest odpowiednik KOD-u na prawicy. Turbo-dziadersi, łby zakute jeszcze mocniej niż pisiory i chyba najstarsza nieprzerwanie istniejąca partia nacjonalistyczna w Polsce - powstali jakoś w latach 80. Ogólnie mocny krindż xD


O co chodzi z Doniecką i Ługańską Republiką Ludową?
Wprowadzenie do „republik ludowych” na wschodzie Ukrainy.

Rosyjskie ,народ” na polski powinno się tłumaczyć raczej jako „lud” :)




Zamiast akumulować kapitał, powierzają go biednym firmom budowlanym :v



Jesteś pewien, że możesz się wypowiadać w imieniu rzymskich bóstw?

Pewnie, że prowincja w każdym większym państwie była zawsze mniej lub bardziej gnojona, tylko w jaki sposób czyni to treść niniejszego tekstu bzdurą? Bo nie bardzo widzę ten związek, który sugerujesz, a wręcz widzę tu potwierdzenie zawartych w nim tez.


Wolałbym uzasadnienie niż deanonimizację, bo z samym minusem nie mam jak dyskutować za bardzo :)


Jak coś to jeszcze jest dysocjacja, gry komputerowe

Ucieczka nie jest rozwiązaniem.


Jak obecnie wygląda stopień konfrontacyjności Antyfaszystowskiego Krakowa? Pamiętam sytuację z przełomu lipca i sierpnia, gdy Wszechpolacy robili spotkanie rekrutacyjne w biały dzień w centrum miasta, a AfK migał się od zachęt do skontrowania ich i dodatkowo zażądał usunięcia z oddolnie stworzonego wydarzenia zdjęcia, na którym był prosty baner z napisem „faszyści wydupcać – antyfaszystowski Kraków”, bo „nie chce być kojarzony z czymś, czego nie organizuje” (???). Ogółem trochę słabo, gdy ktoś traktuje tak nieoryginalną nazwę jak Antyfaszystowski Kraków (umówmy się, zbitka powszechnie używanego przymiotnika z nazwą miasta wręcz nasuwa się sama) dosłownie jak swoją własną, niepowtarzalną identyfikację słowną i nie pozwala używać zdjęcia tektury z takim napisem w deklaratywnie bliskim sobie celu, jednocześnie samemu nie robiąc nic w tej kwestii. Czy coś się zmieniło od tego czasu?


Ale zostaje po nim pustka, a to niekoniecznie dobrze (jakkolwiek samo zdychanie Kościoła na plus)



Stwierdzenie, że mitologii słowiańskiej nie było jest zdecydowanie przesadą. Nie pełniła ona pewnie tak dużej roli, jak zwykły przyzwyczajać nas elitarystyczne badania, a jednak znamy teonimy czy mity rozpowszechnione szeroko na Słowiańszczyźnie, co sugeruje że jednak jakieś wspólne podstawy istniały. Poza tym gdyby rzeczywiście Słowianie nie mieli mitologii, to byliby ewenementem wśród ludów ie ;)


Na przyszłość zapraszam do kącika Radykalnego Rodzimowierstwa ;)