• 42 Posts
  • 266 Comments
Joined 2 lata temu
cake
Cake day: sty 10, 2021

help-circle
rss


Przynajmniej szeruje. Nie tak jak ten cały Kuba Wątły, który na bezczela kradł grafiki i sobie je wrzucał na profil swego radia, które już zdechło.


Warto też dodać, że do skasowania profilu przyczynił się znany faszystowski troll Andy Ngo. Ten sam co wypromował m.in. fake newsa o cemencie w milkszejkach.



I dobrze. Przynajmniej kapitaliści przestali udawać, że nie wspierają prawicy.


Cervi i Marín-Lladó zauważają, że TikToka najefektywniej wykorzystują dwie hiszpańskie partie - Podemos i Vox. Te ugrupowania znajdują się na skrajnych końcach spektrum poglądów.”

A może to są po prostu partie najpopularniejsze wśród młodego elektoratu, który jest też targetem tej aplikacji.



Czyli promuje foliarstwo i faszyzm tak jak Facebook tylko skuteczniej.




“szkoda, że publikują tylko narrację kamińskiego i nie raczą wspomnieć” bo to tekst PAP a PAP co do zasady nie robi polemik, redaktor portalu mógłby to dopisać, ale nikt mu za to grosza nie zapłaci, więc po prostu wkleja depesze PAP




Cukinia jest prosta. A zamiast śródziemnomorskiej rukoli lepsza jest rukola wieloletnia, którą wystarczy raz zasiać i odrasta co roku już w marcu można zbierać pierwsze liście.


No jeszcze niech ktoś wrzuci “anty-Woke” tyrady Przemysława Witkowskiego.




Czekam aż nasza prawica zacznie narzekać na kuwety.


zaimki, łazienki, historia, książki, weganie, tęcze, kuwety dla kotów (WTF?), holidays zamiast christmas, tofu, czarne syrenki
7

Spełnia się to co przewidywał m.in. Piotr Ikonowicz. Polska ochrona zdrowia, edukacja i rynek mieszkaniowy od lat są w coraz gorszym kryzysie. Dlatego napływ uchodźców musiał doprowadzić do zapaści, co dodatkowo wzmacnia inflacja. Skutkiem jest coraz większa niechęć do Ukraińców podsycana przez fake newsy rozsiewane na korporacyjnych social mediach. Ja się obawiam, że zyska na tym Konfederacja, która będzie czarnym koniem przyszłorocznych wyborów.

Big Tech
![](https://szmer.info/pictrs/image/7ad71aa6-61c4-4757-945d-a320f7fae33b.jpeg)
9
Big Tech

Zamordowany został w księgarni po wydawce.


O wygranej zadecydowała mobilizacja kobiet i młodych a kandydaci “lewicowy” dostali większe poparcie niż “centrowi”. U republikanów odwrotnie - foliarze i fanatycy religijni promowani przez Trumpa przegrali.


No brzmi to strasznie, ale to wygląda raczej na błąd tłumaczenia lub niezręczność redakcyjną.


W tym roku nie mogłem brać udziału w marszu antyfaszystowskim więc trochę śledziłem to w mediach i wyglądało to dobrze. Formuła street party, w której biorą udział różne środowiska z szeroko rozumianej lewicy i organizacje praw człowieka zdecydowanie się sprawdziła. I choć puryści z środowiska anarchistycznego się krzywią, to jednak w czasach, gdy była to kontrmanifestacja anarchistów to był to smutno wyglądający przemarsz kilkuset osób ubranych na czarno. To wyglądało jak pogrzeb, o przykro się oglądało jak na marszu nazioli bywało w tym samym czasie po 80 tys ludzi. Od kilku lat frekwencja na ich imprezie jest coraz gorsza. Wczoraj na nudnym i skłóconym marszu narodowców było może 30 tys. ludzi, a na naszym 5-6 tys. To już wygląda dużo korzystniej. Zmieniło się też nastawienie mediów. Wczoraj TVN24 dużo czasu poświęcił na relację z marszu antyfaszystowskie i rozmowy z uczestniczącymi. To naprawdę duża zmiana od czasu gdy stacja ta w 2011 lansowała teorie "dwóch szkodliwych skrajnych radykalizmów" poprzez późniejszy okres, kiedy zupełnie ignorowała demo antyfaszystowskie. Tak wiem, ja też nie lubię tej stacji bo mieli spory udział w wypromowaniu narodowców i ich imprezy i wspierają deweloperów, Balcerowicza itp. itd. Jednak wczoraj relacjonowali oba marsze niemal jako równorzędne wydarzenia, a marsz antyfaszystowski przedstawiali jako wzór jak należy świętować i wspierać uchodźców. ![](https://szmer.info/pictrs/image/e183be12-e94c-4984-9035-fb8fe20216b2.jpeg)
17

Wklejam wpis z Fb o denializmie klimatycznym lite który zaprezentował jeden z publicystów Krytyki Politycznej. U nas to rzadka postawa, ale coraz powszechniejsza, gdyż część prawicy zaczyna uznawać konsensus naukowy. Szczególnym przykładem jest lewicowy denializm. Poniżej polemika z tekstem z KP: "Kamil Fejfer po raz kolejny na łamach KryPolu uprawia denializm klimatyczny w wersji lite, który polega na przekonaniu, że owszem ludzkość podgrzewa klimat, ale mówienie o katastrofie jest przesadą, bo nie będzie tak źle, a radykalne działania są niepotrzebne. Fejfer przekonuje, że głośne akcje tylko zniechęcają do działań proklimatycznych, a technologiczny postęp sprawia że ludzkość wychodzi z biedy i głodu i ten postęp zapobiegnie globalnemu ociepleniu, a "ascetyczna" polityka klimatyczna narzucona przez lewicę zahamuje wzrost dobrobytu i we wogóle to zamiast radykalnych aktywistek potrzebujemy spokojnych debat mądrych panów w garniturach. Fejfer powtarza to co pisał już wcześniej, z czym polemizowali Tomasz Markiewka i Dawid Juraszek (linki w komciu). Obecnie jednak pojawia się coraz więcej argumentów przeciw takiej postawie. Z najnowszego raportu FAO wynika, że od kilku lat głód na świecie znowu rośnie i jest to skutek katastrofy klimatycznej. Rok 2022 po tym względem będzie bardzo zły. Po drugie za kilka dni kontrolę na Kongresem w USA przejmie partia Republikańska, która totalnie odrzuca konsensus naukowy i nie zgadza się na jakiekolwiek, nawet najbardziej minimalne działania na rzecz środowiska. Faszyzacja prawicy jest dzisiaj największym hamulcem ochrony klimatu i jest w połączeniu rozkręcającą się katastrofa samonapędzającym się kołem. Z jednej strony kryzys klimatyczny powoduje wzrost migracji, co napędza wyniki wyborcze antyimigranckich ugrupowań głoszących spiskowe teorie dziejów. Z drugiej strony skrajna prawica zblatowana z przemysłem paliwowym blokuje wszelkie działania w kierunku zmniejszenia rozmiaru katastrofy. Jak do tej pory żadne merytoryczne argumenty nie przekonały Republikanów do zmiany stanowiska. Również w Europie widoczny jest stały spadek poparcia dla umiarkowanej prawicy, której miejsce na scenie politycznej zajmują rosnący w sile faszyści. Skrajną prawicę coraz bardziej jawnie popierają miliarderzy jak Elon Musk, który dopiero co przejął Twittera, na którym już cenzurowane są informacje o aktywizmie klimatycznym. Prognozy na przyszłość mam raczej ponure. Czeka nas upadek demokracji na Zachodzie i dyktatura neofaszystów i miliarderów, którzy już dziś mają narzędzia inwigilacji pozwalające tłumić protesty społeczne. A docelowo wprowadzą wszędzie system kontroli obywateli wzorowany na tym, który wprowadzają od kilku lat Chiny. Będzie więcej murów na granicy, więcej przemocy policyjnej, pauperyzacja społeczeństw w Europie i Ameryce Północnej. Fejfer przekonuje, że kapitalistyczny postęp pozwoli na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych i zapobiegnie katastrofie. Nie widać jednak żadnych przesłanek, które wskazywałyby na to, że postęp rzeczywiście zmierza w tym kierunku. To co widzimy to szybki rozwój narzędzi do inwigilacji, cenzury i kontroli społeczeństwa. Tylko w tych obszarach widoczne są kapitalistyczne innowacje."

Zanim imperator Musk przejął twittera mastodon odnotowywał po kilkadziesiąt rejestracji kont na godzinę. Od 27 października zapisują się tysiące nowych użytkowników w ciagu godziny. Może w końcu przestanie tam wiać nudą, co było główną bolączka zwłaszcza polskich instancji.

Hard times create
![](https://szmer.info/pictrs/image/4166c710-d3a5-4e56-b654-12faeb48e06a.jpeg)


Obywatele Rosji o mobilizacji
Fajny tekst z Politico, oczywiście ze złym tytułem, bo wypowiadają się tam nie tylko Rosjanie, ale też przedsatwiciele skolonizowanych narodów. Przeklejam najciekawszą wypowiedź: "Rosyjskie problemy sięgają znacznie głębiej niż Władimir Putin. Myślę, że reprezentuje on pragnienie wielu białych Rosjan, aby podźwignąć ich kraj. Jednak sposób, w jaki to sobie wyobrażają, oznacza ciągłe uciskanie mojego narodu i innych grup etnicznych. Jestem muzułmaninem i urodziłem się i wychowałem w Machaczkale, stolicy Republiki Dagestanu. Ten piękny region na Północnym Kaukazie ma swoją własną kulturę i długą historię oporu wobec Rosji na przestrzeni wieków. Wyjechałem z Dagestanu w 2000 r. do wojska po porzuceniu studiów. Mój młodszy brat został powołany do odbycia obowiązkowej służby wojskowej i postanowiłem również się zapisać, żeby nie musiał iść sam. Rosyjskie wojsko jest znane z tego, że znęca się nad ludźmi, a rasistowskie nastawienie do Dagestańczyków i innych »czarnych« jeszcze bardziej pogłębia tę straszną tradycję. Przed wstąpieniem do armii nigdy nie byłem obrzucany żadnymi rasowymi obelgami, które są tak powszechne poza Kaukazem. Miasto jest bardzo zróżnicowane; jest tu ponad 36 różnych grup etnicznych i z tego powodu napięcia rasowe są rzadkością. Jestem Awarem, co technicznie rzecz biorąc, oznacza przynależność kaukaską, ale w Rosji ludzie z Kaukazu, tacy jak ja, są powszechnie postrzegani jako czarni. Szczególnie źle było w bazie wojskowej, w której służyłem, ponieważ ludzie nie byli przyzwyczajeni do kontaktów z dagestańskimi mężczyznami. Kiedy znęcali się nad nowymi rekrutami, Rosjanie podporządkowywali się ich woli i ich normom. Dagestańczycy nie chcieli, więc dochodziło do bójek. Ja też się biłem, a za jedną bójkę z oficerem trafiłem do karnego batalionu na pół roku. Niedługo po wyjściu inny Rosjanin wdał się ze mną w bójkę i trafiłem za to do więzienia na trzy lata. Wielu Dagestańczyków służących w wojsku podobnie kończy w więzieniu. W 2000 r. popełniłem »grzech«: zagłosowałem na Putina podczas jego pierwszej kandydatury na prezydenta. Ale już kilka lat później, w więzieniu, przeżyłem polityczne przebudzenie. Czytałem gazety, zainteresowałem się polityką i zdałem sobie sprawę, jak bardzo skorumpowany jest Putin i jego bliskie otoczenie. Z wiadomości widziałem, że Putin eliminował wszelką opozycję polityczną, co nie jest oznaką dobrego przywódcy. Wkrótce po wyjściu na wolność przeniosłem się do Petersburga i przez kilka lat angażowałem się w lokalną politykę i chodziłem na protesty: przeciwko Putinowi, lokalnym władzom i wszystkiemu, co uważałem za ważne. Z czasem coraz mniej było niezależnych mediów. Straciłem wiarę w rosyjską opozycję. Zrozumiałem, czym jest ten rząd na długo przed tym, jak Rosja zaanektowała Krym w 2014 r. Rosjanie podzielili się na dwie grupy, które uważały, że Krym jest albo ukraiński, albo rosyjski. Uważam, że obie są w błędzie: Krym należy do Tatarów krymskich, jego rdzennej ludności. To oni powinni decydować o losie Krymu. Jeśli chodzi o mobilizację, powinienem być zwolniony, bo mam czwórkę dzieci. Ale Rosja straciła w tej wojnie tysiące żołnierzy i desperacko potrzebuje załatać tę dziurę i zwerbować jak najwięcej mięsa armatniego. A ja nie ufam biurom rekrutacyjnym: oszukują ludzi, dają ci dokumenty do podpisania i nagle jesteś poborowym w drodze do Ukrainy. To samo dzieje się w Dagestanie: zbierają Dagestańczyków, którzy nie powinni być zmobilizowani i próbują nakłonić ich do podpisania kontraktów. Myślę, że jest to nieproporcjonalnie mocno skierowane do mężczyzn z Dagestanu i jest to po prostu nowy sposób na stłamszenie regionu Kaukazu. Dagestan jednak walczy z mobilizacją. Doszło do ostrych protestów. Wielu dagestańskich mężczyzn uciekło i kto może ich za to winić? Islam nie pozwala na bezprawne morderstwa i udział w niesprawiedliwych wojnach. Oczywiście, są Dagestańczycy, którzy sprzymierzają się z rządem i popierają Putina, zwłaszcza na wsiach. Oni się sprzedali. Może biali Rosjanie mogliby coś zrobić w sprawie Putina. Może mogliby protestować. Ja jestem Czarny, nie mogę wyjść i protestować w ich imieniu. Jeśli zaprotestuję i zostanę aresztowany, mogę zostać oskarżony o ekstremizm. Słyszę, jak ludzie, którzy uciekli z Rosji, mówią elokwentnie o Putinie i o tym, że to wszystko jest jego wina. Ale nawet jeśli Rosjanie obalą Putina i zainstalują kogoś nowego, jak Aleksiej Nawalny, będzie to tylko nowy Führer. Rosjanie są zbyt skupieni na zachowaniu tego, co postrzegają jako rosyjskość, a to jest biel".

Burżuazyjna sztuka vs. aktywizm
Tomasz Markiewika jak zwykle z RIGCZ. Przeklejam z Facebooka: "Kilka osób (całe dwie) pisało ostatnio, że czeka na mój wpis, z którym będą mogli się nie zgodzić. To może być ten. Nie podzielam oburzenia w sprawie dwóch aktywistek klimatycznych, które – jak podają niektóre media – „oblały zupą pomidorową” obraz „Słoneczniki” Vincenta van Gogha. Wiem, że sprawa budzi duże emocje, więc postaram się wyjaśnić najspokojniej, jak potrafię, czemu się nie oburzam. Zacznijmy od sprawy najprostszej – łatwych do zweryfikowania faktów. Wbrew temu, co pisze część mediów, aktywistki nie oblały obrazu, lecz ochraniającą go szybę. I nie jest to szczęśliwy zbieg okoliczności, ale celowe działanie aktywistek, by zminimalizować ryzyko uszkodzenia obrazu. W Wielkiej Brytanii tego typu akcje nie są nowością, na początku XX wieku podobnie postępowały niektóre sufrażystki, przy czym one faktycznie niszczyły dzieła sztuki w muzeach. Dla jasności, nie chcę nikogo przekonywać, że skoro sufrażystki tak robiły, to musi być ok. Chodzi mi tylko o to, że warto pewne rzeczy widzieć w szerszym kontekście, by oszacować, na ile są one radykalne. Ta forma protestu, którą zastosowały aktywistki klimatyczne, jest na tle historycznym tak naprawdę bardzo grzeczna. Nikt nie ucierpiał, niczego cennego nie zniszczono. No dobrze – ale po co? Sama dyskusja jest poniekąd odpowiedzią na to pytanie. Aktywiści codziennie coś robią, ale media zazwyczaj się tym nie interesują, bo jest to zbyt nudne. Kontrowersyjność to często jedyny sposób na przyciągnięcie ich uwagi. Tylko czy to nie jest przeciwskuteczne? Wiele osób pisze od wczoraj, że tego typu akcje bardziej zniechęcają niż zachęcają ludzi do sprawy. To nie jest głupia obawa, przeciwnie, wydaje się wręcz oczywista. Dotykamy tu bardzo ciekawego pytania: jaki jest w ogóle cel aktywizmu? Moja odpowiedź wyda się zapewne wielu osobom absurdalna. Otóż wcale nie jestem pewien, czy celem aktywizmu jest przekonanie do swoich racji większości społeczeństwa ani nawet bezpośrednie zwiększanie poparcia dla swoich ruchów czy organizacji. Od razu dodam, że zupełnie inaczej mają się sprawy w przypadku partii politycznych. Gdyby taką akcję wykonała jakaś lewicowa polityczka, to przyznałbym rację krytykom: jest to przeciwskuteczne, bo najprawdopodobniej doprowadzi do tego, że w najbliższych wyborach ona lub jej partia otrzyma mniej głosów. Tylko że aktywizm i polityka partyjna to coś innego. Przepraszam, że któryś już raz podaję ten przykład, ale on daje do myślenia. Gdy pracownia Gallup zorganizowała sondaż po słynnym marszu na Waszyngton zorganizowanym przez Martina Luthera Kinga, to 74% ankietowanych odpowiedziało, że takie formy protestu bardziej szkodzą niż pomagają Afroamerykanom. Mówimy o ikonie aktywizmu, o marszu, na którym wygłoszono najprawdopodobniej jedną z najsłynniejszych przemów w historii świata – I have a dream. A mimo to zdecydowana większość osób uważała, że King bardziej szkodzi, niż pomaga sprawie, o którą walczy. Być może, niejako z definicji, nie ma czegoś takiego jak aktywizm cieszący się szerokim poparciem? Więc do czego on służy? Sam King mówił o tworzeniu „napięcia” w społeczeństwie. O zmuszaniu go do tego, by patrzyło w stronę, w którą patrzeć nie chce. Oczywiście, cele bywają przyziemniejsze. 90% społeczeństwa może się przez tydzień oburzać na to, co zrobiły aktywistki, ale wśród pozostałych 10% znajdą się takie, które zdecydują się dołączyć do ruchu bądź wesprzeć go finansowo. Albo przynajmniej takie, które dowiedziały się o związkach miedzy British Museum a przemysłem paliwowym. I dla aktywistów to też jest jakaś wartość. Nie twierdzę, że ta akcja na pewno będzie miała w dłuższej perspektywie korzystny bilans zysków i strat. Bardzo możliwe, że nie – że tym razem aktywistki przestrzeliły. Ale nie ma prostego wzoru matematycznego na obliczenie tego typu rzeczy. Trudno z góry stwierdzić, jakie „radykalne” działanie są opłaci, a jakie nie. To jest zawsze ryzyko, rzekłbym – „ryzyko zawodowe” aktywizmu."

Przez całe dekady neoliberalnej indoktrynacji wmówiono ludziom, że wzrost płac i wydatków socjalnych powoduje inflację. Obecnie jednak płace jak i wydatki socjalne maleją, a inflacja wynika z rekordowych marż jakie narzucają korporacje.

W Polsce panuje dość powszechne przekonanie, że przemocą domową dotknięte są wyłącznie kobiety i dzieci. Tymczasem z raportu CBOS na temat sprawców domowej agresji wynika, że jeden na dziesięciu ankietowanych mężczyzn doświadczył przemocy fizycznej ze strony partnerki.


Komentarz ws. raportu AI dot. Ukrainy
Wklejam fajny komentarz, bloggera z Facebooka odnośnie raportu AI: Parę słów o okołowojennych manipulacjach - odcinek 2022 - raport Amnesty International. Link w komentarzu. 👉 No więc Amnesty International opublikowała przedwczoraj raport, który niby udaje dokument bezstronny i obiektywny, ale w sposób dość oczywisty działa zbieżnie z rosyjską propagandą wojenną. 👉 Sam tytuł, "Ukraińska taktyka wojskowa stanowi zagrożenie dla ludności cywilnej", jest manipulacją. Przypominam, że manipulacja niekoniecznie polega na kłamaniu, często wystarczy odpowiednio wybiórczo przedstawić prawdę. Powyższy tytuł w sposób dość oczywisty buduje nową narrację wojenną, w której to Ukraina stanowi zagrożenie dla cywilów, nie Rosja. Ale to dopiero początek. 👉 Autorzy zasadniczo donoszą, że tu i tam zdarza się, iż ukraińskie wojsko walczy w terenach gęsto zaludnionych, uzywa budynków cywilnych, w tym także szkół i szpitali, co owocuje rosyjskimi ostrzałami tychże obiektów i śmiercią cywilów. Jak wyżej: technicznie jest to prawda. A właściwie jej wycinek. Bo manipulacja kryje się w tym czego raport AI nie mówi. 👉 Na przykład, że walka w miastach nie toczy się, bo tak sobie uwidzieli Ukraińcy, tylko dlatego, że Rosjanie te miasta atakują, a jak jakieś zajmą, to mordują mieszkańców. Zawarta w raporcie sugestia, że wojsko ukraińskie powinno prowadzić działania zbrojne w lasach i na polach jest doprawdy słodka. I taka nie za bardzo obiektywna, prawda? Bo nie wspomina ani słowem co by się stało z miastami, gdyby zostawić je Rosjanom. Co by Rosjanie zrobili z cywilami. Zupełnie jakby nie było Buczy, Mariupola, Borodzianki i dziesiątek, setek innych miast i miasteczek, gdzie Rosjanie znikają ludzi. O masowych wysiedleniach, prawdopodobnie sięgających już setek tysięcy ludzi - również ani słowa. A jak chcecie zobaczyć co by się stało z ukraińską piechotą na polach, to polecam zdjęcia owych pól, od miesięcy dziurawionych jak - dosłownie - ser rosyjską artylerią. 👉 Według mędrców z AI, Ukraińcy powinni prowadzić działania zbrojne tylko z obiektów wojskowych. Doskonała rada! Może niech jeszcze Rosjanom wyślą lokalizację tych obiektów i usuną obronę przeciwlotniczą. To znaczy tych, o których Rosjanie jeszcze nie wiedzą, bo bazy wojskowe to nie kioski ruchu i trochę ciężko je ukryć. I jest ich niewiele. Gdyby armia ukraińska miała bronić się tylko tam, wojna już by się dawno skończyła, kremlowskie zagony pancerne stałyby pod Przemyślem, a 45-milionowy kraj byłby obiektem wielkoskalowego ludobójstwa. Ofiarami padałaby przede wszystkim ludność cywilna, o którą AI tak się rzekomo troszczy. 👉 Ukraińcy walczą w miastach, bo muszą. I robią to właśnie dokładnie po to, by bronić mieszkających w nich cywilów. Bo alternatywą jest zagłada ich narodu. Na okupowanych terenach już intensywnie realizowana. Przypominam, że używanie słowa "ludobójstwo" do opisu tego, co się dzieje w Ukrainie, to nie zabieg retoryczny, tylko obiektywny opis rzeczywistości. 👉 Zresztą same "dowody" są cokolwiek manipulujące, bo autorzy raportu, chyba zainspirowani twórczością redaktora Wyrwała z Onetu, próbują budować globalną opowieść na podstawie lokalnych doniesień, nie podając prawie żadnych liczb. A jak podają, to bez rzetelnego zestawienia ich z innymi liczbami, które pozwoliłyby czytelnikowi uzyskać pełny obraz. Na przykład "śledczy" AI odkryli aż 5 (słownie: pięć) przypadków "użycia szpitali do celów wojskowych". Przy czym w dwóch żołnierze odpoczywali po walce kilometry od frontu, a w jednym strzelali z okolic szpitala. Pomijając wskazaną wyżej i wynikająca z braku wyboru konieczność, wypadałoby dodać, że Rosjanie od początku wojny zniszczyli kilkaset szpitali. Kilkaset. 👉 Podobnie że szkołami. "22 z 29 odwiedzonych szkół Amnesty International zaobserwowała, że żołnierze wciąż wykorzystują je jako schronienie. Udokumentowała także ślady wcześniejszej i obecnej aktywności militarnej, w tym pozostawione umundurowanie, amunicję, racje żywnościowe i pojazdy wojskowe." 22 z 29, kurde no tak jakby 3/4. I cyk, masz już zbudowany obraz setek szkół, w których Ukraińcy używają dzieci jako żywych tarcz, prawda? Tymczasem wypadałoby wyjaśnić, czemu AI odwiedziła akurat te szkoły. Czy były wybrane losowo? Czy na przykład jechali tam, gdzie już im doniesiono o obecności ukraińskich żołnierzy? O tym, że już pod koniec maja raportowano o - uwaga - 2000 szkół, zniszczonych przez najeźdźców, oczywiście nie wspomniano. Dwóch tysiącach. Dwa miesiące temu. No ale pewnie AKURAT w te szkoły strzelano, bo wiedziano że są tam żołnierze, co nie? Bo Rosjanie mają takie zajebiste rozpoznanie i wcale celowo nie terroryzują ludności cywilnej. Wcale. 👉 Clou raportu stanowią jednostkowe historie cywilów, którzy ucierpieli w wyniku rosyjskiego ostrzału, bo w okolicznych budynkach cywilnych byli żołnierze ukraińscy. Mówiąc "jednostkowe", mam na myśli, że tych historii jest dokładnie, uwaga, 6. Sześć. Z wojny, w której bierze udział kilkaset tysięcy żołnierzy plus kilka milionów cywilów. Sześć! 👉 Ale z raportu wyłania się zupełnie inny obraz, prawda? Raz, że buduje się wokół tego narrację sugerującą masowość zjawiska, bez podania żadnych dowodów. A dwa, że retorycznie zrównuje się to z ludobójczymi praktykami Rosjan. Tak, parę razy pada rytualne zapewnienie, że rosyjski ostrzał jest karygodny, ale jest to wspomniane raczej mimochodem, żeby zachować pozory obiektywizmu. 👉 Bowiem konkluzja raportu, wydana z ust szefowej AI jest radykalnie jednostronna: "Rząd ukraiński powinien natychmiast zagwarantować, że armia ukraińska będzie lokować swoje siły z dala od zaludnionych obszarów lub ewakuować ludność cywilną z terenów, gdzie będą podejmowane działania wojenne. Siły zbrojne nie powinny nigdy używać szpitali w celach militarnych, a szkół i domów jedynie w ostateczności, w przypadku gdy nie ma żadnej alternatywy” Tak się manipuluje.

Aleksandr Dugin - ideolog rosyjskiego faszyzmu
Wklejam ciekawy post Andrzej Jóźwik z Fb: Rasputin i mózg Putina, imperialny coach i szara eminencja Kremla. Te wszystkie określenia (jest w obiegu więcej) mają oddawać szczególne znaczenie i mefistofeliczny - w oczach Zachodu – wpływ Aleksandra Dugina na Rosję. Dugin niemal powszechnie uchodzi za architekta współczesnego rosyjskiego ekspansjonizmu. Gwoli przypomnienia, tłumaczenie jego kontrowersyjnej książki „Podstawy geopolityki” (1997), w której przestawił argumenty za „dekompozycją” państwa ukraińskiego, wydała polska falangistowska oficyna Revolta. Swoją drogą, publicystyka Dugina pojawiła się także np. w pierwszym numerze „Nowego Obywatela” z 2003 roku. A w 1998 roku na łamach „Frondy” ukazała się rozmowa Dugina z Grzegorzem Górnym. Gwoli ścisłości, wywiad przeprowadzony na klęczkach, nie tylko z racji katolickiego charakteru periodyku. Jakim cudem, ten myśliciel i propagandysta, poruszający się poza Rosją w fringe’owych kręgach (i takie kręgi interesujący) stał się tak rozpoznawalną ideologiczną marką? Obserwujący aktywność Dugina twierdzą, że przez lata wypracował sobie „krótką ścieżkę” dostępu Kremla, miał zawsze dobre kontakty z rosyjską generalicją. A dzięki szczególnej operatywności i kontaktom towarzyskim w środowiskach intelektualnych wyrobił sobie opiniotwórczą pozycję. To, że dla wielu osób pozostaje intelektualnym performerem i skandalistą, który chętnie by coś (dosłownie) ostrzelał i zbombardował - nie tyle dla chwały Rosji, lecz dla swojego rozgłosu - ma niewielkie znaczenie. Za takie wypowiedzi Dugin jest w Polsce i na świecie cytowany, a nie piętnowany. To się w ostatecznym rachunku w kulturze skandalu liczy. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że Dugin ochoczo się udziela w rosyjskich i zagranicznych mediach. Prowadził w Rosji autorskie audycje radiowe i telewizyjne. W latach 90. sporo redagował i wydawał, choć periodyki miały hermetyczny i akademicki charakter, i dopiero po latach, z racji popularności redaktora, dziś wzbudzają szersze zainteresowanie. Był i pozostaje aktywny, ale głównie w niszowych, nie zabiegającym o demokratyczną legitymację fundamentalistycznych (konserwatywno-rewolucyjnych, profaszystowskich i totalizujących) organizacjach. Np. antysemickiej "Pamiati". Dugin sporo publikuje i to na wszelakie tematy. Nie ma oporów: geopolityka, okultyzm, literatura, prawosławie, filozofia, stosunki międzynarodowe, alchemia, literaturoznawstwo, ezoteryka. Do wyboru, do koloru. Można podsumować dyplomatycznie: myśliciel synkretyczny, choć po prawdzie mamy do czynienia ze sprytnym intelektualnym szalbierzem i blagierem. Owszem, Dugin jest systematyczny, pryncypialny, ale także jest mętny, ortodoksyjny i nieprzejednany. Naukowcem jest żadnym. Z założenia to prowokator. W tym, co pisze i co robi, ujawnia się maniera prankstera, tyle że w wydaniu wielkoruskim (polecam rozmowę z Grzegorzem Górnym we „Frondzie”; brakuje w niej tylko wzmianki o ataku atomowym na Polskę). Podejrzewam, że gdzieś w ukryciu, śledząc reakcje na swoje tyrady, Dugin się powstrzymując, aby nie pęknąć ze śmiechu. Takie odnoszę wrażenie po szczątkowej lekturze jego paru tekstów oraz obejrzeniu kilku wystąpień. Być może ulegam swojej projekcji, jako że zdrowy rozsądek i sceptycyzm nie pozwalają mi podchodzić na poważnie do duginowskich bredni o rosyjskiej dominacji od Lizbony po Władywostok i szczątkowej autonomii dla Polski. Bredni o pokonaniu sił chaosu i ustanowieniu kosmicznego porządku, który będzie uwieńczeniem zwycięsko stoczonej - pod prawosławnym krzyżem - apokaliptycznej batalii z antychrystem reprezentowanym przez tajny globalnym rząd, stworzony pod kuratelą anglosaskiego establishmentu opartego na masonerii i infiltrowanego przez światowe żydowstwo. Uff. "Moją biografią jest moja bibliografia" - przekonuje Aleksander Dugin. Na przekór sugestii, proponuje w życiorysie poszukać tropów prowadzących do odpowiedzi, z kim mamy do czynienia. Trzymam się faktów lub poszlak, na których prawdziwość wskazuje wiele źródeł. Aleksander Dugin urodził się w rodzinie lekarki i generała radzieckich służb. Tu pojawia się problem: jedni mówią o KGB, inni o GRU. Czy zawodowa profesja ojca rzutuje na dalsze losy Aleksandra? Nie ma nikt bladego pojęcia, to pewne. Dugin w udzielanych wywiadach milczy na ten temat. Bardziej frapujące od śledzenia edukacyjnej i akademickiej ścieżki Aleksandra są jego życiowe doświadczenia: akces do rosyjskiej kontrkultury. To na pewno okres wielorakich i bogatych w późniejsze skutki inicjacji, nie tylko duchowych, seksualnych, alkoholowych, psychodelicznych, ale także politycznych. W okresie siermiężnego i depresyjnego ZSRR Dugin realizuje się twórczo w grupie skupionej wokół skandalizującego pisarza, filozofa i matematyka Jurija Mamlejewa. Skandalizującego o tyle, że choć Mamlejew pracował w Instytucje Leśnictwa, dał się poznać głównie czytelnikom jako autor utworów obfitujących w wątki o radykalnej wymowie, także obyczajowej (sadomasochizm). Środowisko Mamlejewa spotykał się w palarni Biblioteki Lenina w Moskwie. Potem przenosi się mieszkalnej klitki swojego guru w Zaułku Jużyńskim. Temu zawdzięcza nazwę: Koło Jużynskiego. W tym gronie Dugin zapoznaje się z protofaszystowskimi teoriami Juliusa Evoli, studiuje prace myślicieli wielkorosyjskiego konserwatyzmu, fascynuje się cielesnymi praktykami rozwijanymi przez Gurdżijewa. To czas eksperymentów, pijaństwa i orgii. Czy także politycznej radykalizacji? Znów trudno rozstrzygnąć. Aby bardziej temat skomplikować dorzucę: w Kole udziela się także dwóch pisarzy Wiktorów: Jerofiejew i Pielewin. Obaj raczej nie ulegli urokowi późniejszych faszyzujących teorii Aleksandra Dugina. Są jednak poszlaki wskazujące, że dwudziestoparoletni Dugin pogłębia fascynację tym, co krańcowe i mroczne. Wikipedyczna notka dotyczące jego osoby wskazuje na wątki satanistyczne w jego zainteresowaniach. Młody Dugin nagrywa i publikuje pod pseudonimem Hans Seviers serię gitarowych improwizacji. Znów autorzy wikipedycznego biogramu Rosjanina podsuwają diaboliczną sugestię, że pseudonim jest nawiązaniem do osoby nazistowskiego zbrodniarza i okultysty Wolframa Seviersa, dyrektora Wojskowego Instytutu Badawczego, który „zapisał” się w historii okrucieństw jako morderca Żydów i kolekcjoner ich czaszek. Na marginesie, Seviers był synem kościelnego organisty. Kochał barok. Na jednym ze zdjęć zbrodniarz prezentuje się ze starannie przyciętą brodą i wąsami. Można się dopatrzeć podobieństwa między emploi rzezimieszka, a fryzurą Dugina. Obfitująca w przedziwne epizody biografia „mózgu Putina” skłania do spekulacji. Dugin miał publikować wiersze ukrywając się pod pseudonimem Sternberg. To z kolei nawiązanie do postaci „szalonego krwawego barona”, Romana von Ungerna-Sternberga (1886-1921), urodzonego w Grazu i dorastającego w Tallinie oficera carskiej armii. Baron walcząc z bolszewikami wsławił się odwagą, skrajną niesubordynacją i okrucieństwem. Wpadłszy w wir wojennej zawieruchy wylądował w Azji. Tam zamarzyło mu się panowanie nad Mongolią, z której chciał uczynić centrum eurazjatyckiego imperium. Swoją drogą, późniejszy Dugin nie ukrywa fascynacji jego osobą, ale w podobny sposób wypowiadał się o np. Johnnym Rottenie. Oto Dugin-synkretysta, w całej radykalnej i doprawionej aluzjami o popkulturowych buntownikach, okazałości. Gdy ZSRR chyli się ku upadkowi, pod koniec lat 80., Dugin wybrał się w podróż na Zachód. Za pierwszym razem odwiedza Francję, Belgię i Hiszpanię. Eskapady dochodzą do skutku dzięki pomocy Jurija Mamlejewa. Mentor Dugina wcześniej wyemigrował do USA i Paryża, więc pośredniczy w kontaktach z przedstawicielami skrajnej europejskiej prawicy. Tych wyjazdów jest sporo. Osoby, z którymi Rosjanin nawiązał kontakty zasługują na uwagę. Na pierwszy plan wysuwa Jean-François Thiriart. Dugin jest nim zachwycony i spośród wielu reprezentantów europejskich politycznych ultrasów stawia innym za wzorzec jako „człowieka czynu”. Pochwala jego determinację i wizję stworzenie wielkiego eurazjatyckiego imperium. De facto Thiriart był zagorzałym belgijskim faszystą, wywodzący się z lewicowych środowisk. W czasie II wojny światowej służył w Waffen SS. Po wyjściu z więzienia, na fali protestów przeciwko uznaniu niepodległości Kongo przez Belgię związał się ze ruchem skupiającym przeciwników antykolonializmu. Potem dokonał dyplomatycznej ideowej wolty i powołał do życie paneuropejską radykalną „Młodą Europę” wyraźnie zafascynowany kontrkulturowym fermentem. Za symbol ugrupowanie wybrał… celtycki krzyż. W szeregach ME działał m.in. Renato Curcio. Kolejne dziwne indywiduum - z neofaszysty stał się lewicowym radykałem, współzałożycielem terrorystycznych Czerwonych Brygad. Thiriart także uległ urokowi totalitarnej lewicy: nie kryje sympatii do maoistów, pochlebnie wypowiada się o rządach chińskich komunistów, popiera reżim Ceausescu. Takie pokręcone czasy i ciemne typy. Udzielając się w rozmaitych międzynarodowych ultraprawicowych koalicjach „Nowa Europa” opowiadała się za powstaniem państwa palestyńskiego. Belg rozwiązał ugrupowanie w 1969 roku po fiasku w wyborach do władz Brukseli. Człowiekiem, z którym Dugin spotykał się kilkakrotnie – na Zachodzie i zapraszając do Rosji – był Claudio Mutti. To popularyzator rumuńskiego faszyzmu okresu przedwojennego, podejrzany o udział w zamachu bombowym na dworzec w Bolonii (1980). On także współpracował z Thiriatem. Przez pewien czas wydawca współfinansowanego przez irańską ambasadę w Rzymie periodyku „Dżihad”. Nieprzypadkowe powiązanie - w 1978 roku Mutti przechodzi na islam. Jakże gwałtowne we ideologiczne zwroty są biografie osób, z którymi spotyka się i z którymi współpracuje Aleksander Dugin. Ciekawe, w jaki sposób umacniają oni więzi, bo przecież niewątpliwie muszą one procentować w kolejnych latach. Tu dygresja dotycząca syna Claudio Muttiego, który w pewnym sensie podążą szlakiem ojca. Solimano Mutti wydaje pod szyldem THULE SEHNSUCHT IN DER MASCHINEN ZEIT neofolkowo/dronowe płyty (dostępne w Polsce)

Festiwal w Siamoszycach 2022. Co to była za impreza! Do lasu w Siamoszycach wjechała masa samochodów z przyczepami. Stanęła scena, z głośników grała ostra muzyka. Tłum na festiwalu bawił się świetnie. Szkoda, że nikt tej masowej imprezy nie zgłosił. Do akcji wkroczyła policja i rozdała wszystkim mandaty.

![](https://szmer.info/pictrs/image/260bbcd9-0f14-47ac-8b31-dc6d59a1bc5d.jpeg)

Pamiętajcie - musimy mniej jeść by ratować klimat i dłużej pracować bo gospodarka.